eKomercyjnie.pl

Co zrobić, gdy odbiorca chce zrezygnować z dalszej subskrypcji newslettera?

Autorem artykułu jest Piotr Krupa z GetResponse.

Utrudnić rezygnację czy pozwolić odbiorcy odejść? Z tym pytaniem mierzy się wielu e-mail marketerów. Tymczasem odpowiedź jest bardzo prosta: uprość proces rezygnacji z subskrypcji do minimum, zapytaj odbiorcy, dlaczego rezygnuje i zaoferuj mu alternatywę.

Jedno jest pewne: nikt nie lubi, kiedy odbiorcy rezygnują z dalszej subskrypcji. Tym bardziej, jeśli każdy subskrybent był zdobywany z niemałym trudem. Co gorsza, jeśli z każdą kolejną wysyłką newslettera liczba jego odbiorców zaczyna maleć w zastraszająco szybkim tempie, to marketerowi powinna zapalić się żółta lampa sygnalizująca, że coś robi źle. Trzeba wówczas jeszcze raz przemyśleć prowadzoną kampanię e-mail marketingową i zapytać odbiorców wprost – co się stało?

Zanim jednak dojdzie do takiej sytuacji, warto pamiętać o najpopularniejszych powodach rezygnacji z subskrypcji. Mogą one być wskazówką, która pozwoli wystrzec się błędów i efektywniej planować kampanie. Z badań „Marketing Sherpa 2010” wynika, że najczęstszymi powodami rezygnacji z subskrypcji są nieadekwatna do zainteresowań treść newsletterów oraz ich zbyt częsta wysyłka. Na kolejnych miejscach znalazły się:

  • przeczucie, że adres odbiorcy został sprzedany;
  • odbiorca nie pamięta, że zapisywał się na daną listę mailingową;
  • obawy odbiorcy o jego prywatność.

Niemal te same powody rezygnacji z subskrypcji pojawiły się również w badaniu Forrester. W nim również na pierwszym miejscu znalazła się nieadekwatna treść wiadomości. Można zatem założyć, że wielu subskrybentów spodziewało się zupełnie innej treści lub otrzymywane wiadomości przestały ich interesować. Jeżeli w ten sposób reaguje duża liczba odbiorców, to znaczy, że treść mailingów należy czym prędzej jeszcze raz przemyśleć. Natomiast, jeśli rezygnacja z subskrypcji utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie, to nie należy zbyt mocno brać tego do siebie – tylko umożliwić łatwe wypisanie się i zaoferować alternatywę.

Subskrypcja na siłę nie przyniesie oczekiwanych rezultatów

Oczywiście, można utrudnić proces rezygnacji z subskrypcji do maksimum: zażądać od odbiorcy przeklikania przez kilka kolejnych stron, zanim usunie swój adres e-mail z bazy lub zalogowania do centrum zarządzania subskrypcjami. Tylko po co!? Niektórzy myślą, że pozwalają na szybką i łatwą rezygnację z subskrypcji, umieszczając w wiadomości komunikat informujący o możliwości wysłania maila na konkretny adres z prośbą o wypisanie z listy mailingowej.

E-sklepy, które praktykują takie działania osiągają pyrrusowe zwycięstwo. Zniechęcony zawiłym procesem rezygnacji z subskrypcji odbiorca zostaje na liście mailingowej. Tylko, że stanie się on bierny na wszelkie wiadomości lub – co gorsze – stanie się partyzantem, który każdą otrzymaną wiadomość będzie oznaczał jako spam. Będzie to miało negatywny wpływ na reputację nadawcy i może odbić się na dostarczalności.

Poza tym, warto pamiętać również o reputacji marki e-sklepu. Ona również może zacząć być kojarzona z negatywnymi działaniami e-mail marketingowymi, co może się przełożyć na spadek sprzedaży. Wniosek jest jeden – odbiorcy sami wiedzą, kiedy chcą zrezygnować z subskrypcji. A zadaniem i obowiązkiem nadawcy jest im to umożliwić.

Najprostszym sposobem jest umieszczenie w stopce wiadomości linku do rezygnacji z subskrypcji. Powinien on być czytelny i łatwy do zlokalizowania. Najlepiej, aby odbiorca mógł się wypisać z listy mailingowej już za pomocą jednego kliknięcia.

Niektórzy nadawcy są na tyle pewni swoich działań e-mail marketingowych, że umieszczają link wypisu w górnej części newslettera – sekcji Header. Oznacza to, że odbiorca zobaczy go jako jedną z pierwszych informacji zaraz po otwarciu wiadomości. Może to jednak – wbrew pozorom – pokazać odbiorcom, że mogą ufać nadawcy i gdy tylko będą chcieli, mogą bez żadnego problemu, w każdej chwili zrezygnować z dalszej subskrypcji.

Odbiorca chce się wypisać? Dowiedz się dlaczego i…

Odbiorca kliknął link wypisu z listy mailingowej. I co dalej!? Warto wówczas spróbować dowiedzieć się, dlaczego to zrobił i… zaproponować mu alternatywę.

Można to zrobić, jak e-sklep ŚwieżoPalona. W momencie, gdy odbiorca kliknie w link wypisu, zostanie przeniesiony na stronę, na której zostanie poinformowany, że został usunięty z listy mailingowej. Ponadto, będzie poproszony o podanie przyczyny rezygnacji.

Dzięki temu nadawca będzie wiedział, jakie błędy popełnił i jak poprawić prowadzoną kampanię e-mail marketingową.

W kampaniach prowadzonych przez amerykańskie sklepy odbiorca dodatkowo jest informowany, z czego rezygnuje lub co może stracić, rezygnując z subskrypcji. Może to być metoda, która skutecznie zniechęci odbiorcę do wypisania się z listy mailingowej. Jeżeli jeszcze raz przedstawi mu się korzyści z otrzymywanych mailingów, to może on uznać, że jednak warto subskrybować daną listę.

Innym z kolei działaniem może być zaproponowanie ograniczenia częstotliwości otrzymywania newsletterów lub zawężenia ich do wybranych przez odbiorcę tematów. Jest to sposób, który w szczególności sprawdzi się w przypadku e-sklepów oferujących szeroki asortyment produktów. Warto w takiej sytuacji spróbować wysyłać newslettery poświęcone tylko jednej grupie produktów, a odbiorcom umożliwić wybór tych grup już podczas wypełniania formularza zapisu. Jeżeli po jakimś czasie uznają oni, że jednak ich one nie interesują, to podczas rezygnacji z subskrypcji będą mogli ograniczyć się wyłącznie do tych najważniejszych dla nich grup.

Zaskocz odbiorcę niespodziewanym

Przedstawione powyżej metody będą dla większości odbiorców miłym gestem, wskazującym, że nie tylko zależy nam na każdym, pojedynczym kliencie, ale również szanujemy ich preferencje. Można jednak spróbować zrobić coś zupełnie szalonego i kreatywnego, co sprawi, że odbiorca nie tylko nie zrezygnuje z subskrypcji, ale również spojrzy na newslettery w zupełnie nowy sposób.

Idealnym przykładem takiego działania jest Groupon, który w całkowicie nowatorski sposób „żegnał” osoby rezygnujące z dalszej subskrypcji listy mailingowej. Umożliwiał on ukaranie pracownika, który zajmuje się wysyłaniem mailingów Groupona. Jak to!?

Po kliknięciu w link „Wypisz mnie z tego newslettera” odbiorca zostawał przeniesiony na stronę, na której mógł dowiedzieć się między innymi, że Grouponowi jest przykro, że rezygnuje z subskrypcji. Następnie odbiorcy zostaje przedstawiony Derrick, który myślał, że codzienne oferty będą lubiane. Po czym niezadowolony odbiorca mógł przelać swoją złość i ukarać Derricka, wylewając na niego kubek gorącej kawy. Finalnym komunikatem jest zdanie: „To było wstrętne… Mam nadzieję, że Ci lepiej. Chcesz przeprosić Derricka? Zapisz się ponownie!”

Cały proces można obejrzeć tutaj → http://www.groupon.com/orlando/unsubscribe

Groupon w ten sposób puszcza oko do subskrybenta, potrafi rozśmieszyć i – co istotne – szanuje jego decyzje, nie utrudniając procesu wypisu. Ten przykład pokazuje również, że nie warto „odpuszczać”, nawet na ostatnim kroku procesu rezygnacji z newslettera. Choćby 1% zatrzymanych w ten sposób na liście adresów może w niedalekiej przyszłości zostać klientami e-sklepu.


Piotr Krupa – koordynator ds. PR w GetResponse. Współautor bloga eksperckiego poświęconego e-mail marketingowi – emailmarketing.pl. Autor wielu publikacji na temat e-mail marketingu w mediach branżowych. Pasjonat nowoczesnych technik komunikowania.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #8. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!


Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o e-mail marketingu, polecamy Wam poradnik autorstwa Piotra Krupy, Macieja Ossowskiego i Krzysztofa Bartnika. E-book „E-mail marketing w sklepie internetowym” dostępny jest w naszym sklepie za jedyne 19,99 PLN.

E-mail marketing w sklepie internetowym

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Brak gospodarki magazynowej to główny powód niezadowolenia klientów w sklepie internetowym

Sprzedaż internetowa to, w radykalnym uproszczeniu, bardzo prosty biznes. Wystarczy zbudować jakąkolwiek stronę internetową, która zbierze informację o tym, któremu klientowi, jaki towar wysłać. To absolutne minimum i pierwsza wersja IAI-Shop.com, którą napisałem w tydzień w roku 2000 dokładnie to robiła.

W roku 2012 mamy dużo dodatkowych elementów tuningujących sprzedaż  internetową, jak AJAX, filmy, internetowe systemy płatności ratalnych, punkty lojalnościowe, programy affiliacyjne, zakupy grupowe i setki innych narzędzi. Czasami mam wrażenie, że handel towarem zszedł na drugie miejsce, a to wielki błąd, który może kosztować upadek sklepu.

Uważam, że sercem każdego systemu do prowadzenia sprzedaży w Internecie powinna być dobrze prowadzona gospodarka magazynowa. Tylko w ten sposób:

  • Nie „sprzedasz” czegoś, czego nie ma w ofercie, a więc unikniesz utraty reputacji;
  • Nie zaoferujesz z obietnicą szybkiej dostawy czegoś, co musi być dopiero sprowadzone od dostawcy;
  • Nie zaoferujesz rozmiaru buta czy ubrania, którego nigdy nie wyprodukowano;
  • Umożliwisz monitorowanie ponownej dostępności poszczególnych towarów i rozmiarów;
  • Unikniesz braku oferowania towaru, który mógłbyś sprzedać.

W 2000 roku klienci byli przyzwyczajeni do tego, że sklepy internetowe były nieaktualne. Kto wtedy kupował w sieci, pamięta pisanie e-maili do sprzedawcy, czy dany towar jest nadal dostępny. Aktualizacja oferty była wieczną walką z chaosem. Mimo 12 lat postępu i dostępności odpowiednich narzędzi, o których wtedy można było tylko pomarzyć, nadal wiele sklepów nie prowadzi właściwie kontroli magazynu, starając się jedynie przeglądać obszerną listę towarów i zmieniać ich dostępność.

Aktualizacja dostępności przez listę towarów niczym nie różni się od robienia inwentaryzacji. A przecież wszyscy wiemy, ile ona trwa i że nie da się codziennie robić inwentaryzacji. A nawet i codzienna inwentaryzacja nie zabezpieczy sklepu przed sprzedaniem towaru 2 razy jednego dnia. Efektem są telefony i e-maile, których sam wielokrotnie doświadczyłem po złożeniu zamówienia. W trakcie rozmowy sprzedawca informuje mnie, że danego towaru już nie ma, więc może zaoferować mi coś innego. Dla mnie to żenada i założę się, że dla większości klientów też. Na 100 zamówień, otrzymuję ciągle około 35 takich telefonów lub e-maili.

Zresztą, potwierdzają to ostatnie badania Opineo.pl, z których wynika, że dla 68% kupujących najważniejszym powodem niezadowolenia z transakcji jest długi okres dostawy produktu, a na drugim miejscu (36%) brak towaru widocznego na stronie sklepu. Na trzecim miejscu jest niekompetencja pracowników (26%), również powiązana z brakiem odpowiedniego systemu do obsługi klientów – lub klienci nazywają tak brak odpowiedniej organizacji procesów, niezgodność towaru z zamówieniem (18%), która też jest związana z gospodarką magazynową (kontrola wyjścia z magazynu). Listę głównych powodów niezadowolenia zamyka „brak dokumentów” (11%), który także wiąże się z wdrożeniem zintegrowanego systemu magazynowo-sprzedażowego.

Każdy dobry system do prowadzenia sklepu internetowego musi umożliwiać wydruk dokumentów i przypominać o nich bezpośrednio z panelu administracyjnego z karty obsługi zamówienia. To 5 głównych powodów niezadowolenia klientów. Nie ma ani słowa o braku inteligentnych systemów rekomendacji produktów czy nawet zbyt małej ilości zdjęć. Gospodarkę magazynową należy zatem potraktować w kategoriach „must have”.

Jeżeli nie aktualizowanie ręczne, to jak zorganizować gospodarkę magazynową? Przede wszystkim nie należy myśleć w kategoriach listy towarów. Stan magazynu danego towaru to różnica pomiędzy tym, co zostało przyjęte do magazynu minus to, co z niego wyszło. To bardzo prosta formuła na poprawne stany magazynowe. Należy skupić się na wejściach i wyjściach z systemu magazynu i uszczelnić właśnie te miejsca, a stan magazynowy zawsze będzie poprawny.

Podstawowe zwiększenia stanu magazynowego (wejścia):

  • Dostawy (tzw. PZ);
  • Zwroty;
  • Korekty magazynu na plus (tzw. PX);
  • Przesunięcia między-magazynowe (MM).

Podstawowe zmniejszenia stanu magazynowego (wyjścia):

  • Sprzedaż (podstawowa operacja magazynowa to WZ) – te dokumenty powinny być automatycznie generowane na podstawie zamówienia;
  • Korekty magazynu na minus (tzw. RX) – np. gdy jakiś towar ulegnie uszkodzeniu lub zginie;
    Przesunięcia między-magazynowe (MM);
  • Sprzedaż w sklepach tradycyjnych (pisałem o niej w artykule „Sprzedaż off-line i on-line muszą być zintegrowane”).

Powyższe operacje to międzynarodowy standard zarządzania magazynami i w każdym programie do prowadzenia firmy i magazynu są one elementem obowiązkowym. Jest on taki sam w Polsce, USA i Mongolii. Dobrze zorganizowany sklep internetowy skupia się na kontroli jedynie powyższych procesów, dzięki czemu zawsze, bez względu na ilość towarów, w systemie dostępne są aktualne stany magazynowe.

Dobry system sklepu internetowego na tej podstawie potrafi dodać charakterystyczne dla e-commerce funkcje, tj. informować klienta, bez telefonowania i e-mailowania, czy towar jest dostępny, czy się skończył, czy oczekiwana jest jego dostawa w najbliższym czasie oraz czy ma towarów mało czy dużo. Specjalną kategorię powinny stanowić towary, które mogą być sprowadzone na zamówienie od dostawcy (tzw. sprzedaż Just-In-Time). Na podstawie zdefiniowanych czasów dostawy dla towarów w magazynie oraz dla poszczególnych dostawców, klient otrzymuje precyzyjną informację o planowanym czasie dostawy. W ten sposób, godząc się na dłuższy czas oczekiwania, nie może mieć pretensji, jeżeli dostawa zajmie nawet 4 tygodnie. Warunkiem jest jedynie to, aby był on świadomy takiego czasu oczekiwania w momencie składania zamówienia. Jeżeli bardzo mu się spieszy, wybierze inny towar z oferty, którym sklep dysponuje w magazynie i ma on czas wysyłki np. 24h.

Wyposażenie systemu sklepu internetowego w zintegrowany mechanizm kontroli magazynu, oszczędza mnóstwo czasu i energii potrzebnej na wystawianie dokumentów sprzedaży i korygowanie stanów magazynowych o to, co jest sprzedawane. Nawet bardzo popularny sklep ma najwyżej kilkadziesiąt dostaw w miesiącu, co łatwo jest kontrolować i wprowadzać do systemu. Sprzedaży duży sklep ma już kilkadziesiąt tysięcy. Informacje o tym, komu, co i w jakiej cenie sklep sprzedaje są wprost dostępne w zamówieniach. Dlatego automatyzacja tej części daje największe korzyści. Jeżeli system jest dobry, pozwala na modyfikację zamówienia również po jego złożeniu przez obsługę, dzięki czemu korygowanie zamówienia odbywa się w panelu administracyjnym sklepu, co skutkuje prawidłowymi odjęciami od stanu magazynowego i wystawieniem automatycznie prawidłowych dokumentów sprzedaży.

Cały proces wdrożenia gospodarki magazynowej to:

  • Kupienie zintegrowanego systemu sklepu internetowego z prawidłowo wykonaną gospodarką magazynową i wystawianiem dokumentów sprzedaży;
  • Kontrolowanie dostaw;
  • Robienie okresowych inwentaryzacji i korygowanie operacjami RX i PX stanów magazynowych.

Konsekwentne wykonywanie tych operacji gwarantuje 100% aktualność stanów magazynowych, co może być wykorzystywane do budowania kolejnych mechanizmów. Niestety z przykrością stwierdzam, że prosty schemat nie jest znany większości właścicieli e-sklepów. Mam nadzieję, że dzięki temu artykułowi jeszcze więcej sprzedawców internetowych zacznie profesjonalniej podchodzić do swojego zawodu.

Dostępne nawet za kilkadziesiąt złotych miesięcznie dobre systemy SaaS już dzisiaj oferują wszystkie niezbędne narzędzia. Wiedza o prowadzeniu magazynów dostępna jest w mnóstwie książek i poradników dla magazynierów, księgowych i studentów ekonomii.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #9. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

1 komentarzy do tekstu

  1. ciężko z sukcesem prowadzić sklep bez dobrej gospodarki magazynowej, nawet jeżeli sklep jakoś prosperuje to zahamowany jest jego rozwój, sklep wydaje się mało profesjonalny, a potencjał, który ma dzięki innym dobrze zgranym elementom, jest marnowany

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Podpis elektroniczny obniża koszty prowadzenia firmy

Drogi, skomplikowany, bezużyteczny. Choć podpis elektroniczny jest współcześnie biznesową codziennością na całym świecie, wielu Polaków wciąż podchodzi do niego sceptycznie. Niewiedza podsycana jest niesprawdzonymi faktami i straszakami orędowników archaicznych, nieefektywnych rozwiązań. A wystarczy tak niewiele, aby usprawnić działanie firmy i wprowadzić znaczne oszczędności.

Podpis elektroniczny stanowi standardowe już rozwiązanie, wykorzystywane każdego dnia przez przedsiębiorców na całym świecie. Internet znacznie przybliża do siebie partnerów
i kontrahentów, a podpis elektroniczny pozwala finalizować ważne zadania i przedsięwzięcia bez wychodzenia z biura.

Ekonomiczny podpis elektroniczny?

Zacznijmy od kwestii niedopowiedzianych i informacji błędnie interpretowanych. Podpis elektroniczny, kojarzony jest na ogół w najlepszym przypadku z niedostępnym zwykłemu Kowalskiemu światem biznesu lub co gorsze – z wynalazkiem z piekła rodem – drogim, niepraktycznym i nie wiadomo do czego służącym. Jest to oczywiście nieprawda.

Odcięcie się od nowinek technicznych, powodowane brakiem wiedzy i ślepym powtarzaniem niesprawdzonych faktów, odsuwa przedsiębiorcę od możliwości zaoszczędzenia dużych sum małym nakładem.

Co ciekawe, sceptycy niezainteresowani tematem podpisu elektronicznego bardzo często śledzą nowinki rynku RTV, AGD oraz komputerowego. Dlaczego, skoro doceniają oni wynalazek 3D na małym ekranie, nie interesują się równie funkcjonalnym rozwiązaniem dla ich biznesu?

Podpis elektroniczny stanowi wirtualną wersję tradycyjnej sygnatury, składanej na papierowych dokumentach. Posiada on taką samą moc prawną, weryfikując tożsamość, potwierdzając zapiski umowy i finalizując negocjacje handlowe. Wprowadzenie do swojej działalności podpisu elektronicznego przekłada się na uzyskanie realnych oszczędności.

Oczywiście, certyfikowany podpis nie jest narzędziem wykorzystywanym stricte do zarabiania. Jego moc kryje się w oszczędności czasu i pracy przedsiębiorcy. Obecnie, jest on wykorzystywany nie tylko przy okazji współpracy z kontrahentami, z którymi nie musimy spotykać się osobiście, choć i to wpływa dodatnio na ergonomię pracy.

„Wyobraź sobie, że Twój partner biznesowy ma siedzibę w Nowym Jorku. Ty w Polsce. Chcecie podpisać umowę. Pocztowa wymiana korespondencji trwałaby tygodniami. Jednak wystarczy użyć podpisu elektronicznego, żeby całą sprawę załatwić w dosłownie kilka minut!

Ułatwiających życie zastosowań jest o wiele więcej. Podpisem elektronicznym możesz sygnować wszystkie dokumenty firmowe przesyłane Internetem, np.: umowy, faktury czy oferty handlowe. Nie musisz martwić się przy tym o poufność danych” – zapewnia Tomasz Litarowicz, Dyrektor Obszaru Biznesowego Podpis Elektroniczny w Unizeto Technologies SA.

Podpis elektroniczny za darmo

Składanie elektronicznego podpisu możliwe jest także w wersji darmowej. Oczywiście, usługa posiada pewne ograniczenia w porównaniu do wersji komercyjnej. Firma Unizeto udostępnia narzędzie umożliwiające darmowe podpisywanie dokumentów do 2Mb, zapisanych w formacie PDF.

Złożone podpisy elektroniczne są zgodne ze standardem PAdES, a więc sygnatura widoczna jest po otwarciu dokumentu w standardowym oprogramowaniu do odczytu plików .pdf (np. Adobe Reader).

E-urząd zaprasza

Ubezpieczenie społeczne, wydatki urzędowe, podatkowe czy inne daniny na rzecz państwa, stanowią osobny temat rzekę w kontekście ponoszonych przez przedsiębiorcę wydatków. Koszty z nimi związane uzależnione są od wielu czynników i nie sposób przedstawić w skrócie ogólnego planu oszczędnościowego. Warto jednak i w tym obrębie zbijać ponoszony nakład pieniężny, posiłkując się innowacyjnymi technologiami.

Korzystając z bezpiecznego podpisu elektronicznego przedsiębiorca może przesyłać do urzędów oficjalne deklaracje, wnioski i podania.

Już dziś załatwimy wirtualnie m.in. kwestie becikowego, możemy zgłosić wniosek o wymianę dowody rejestracyjnego, odwołamy się od mandatu, zawiesimy działalność czy uzyskamy koncesję na sprzedaż alkoholu. Czas to pieniądz, a stanie w kolejce jeszcze nikomu zysków nie przyniosło.

„Podpis elektroniczny to bezpieczne i wygodne narzędzie ułatwiające pracę działu księgowości. Dzięki niemu możesz przekazywać dokumenty drogą elektroniczną do ZUS-u, Urzędu Skarbowego, Krajowego Rejestru Sądowego czy GIODO – bez wychodzenia z biura. Odpada ręczne wypełnianie i podpisywanie dokumentów, pieczętowanie, kopertowanie i wysyłka. Dokumenty przekazywane są natychmiast i w sposób bezpieczny, a Ty automatycznie otrzymujesz urzędowe poświadczenie ich odbioru. To szczególnie ważne, gdy musisz co miesiąc wysyłać duże ilości dokumentów” – mówi Mariusz Janczak, Koordynator Marketingu Produktowego w Obszarze Biznesowym Podpis w Unizeto Technologies SA.

Źródło: Unizeto Technologies SA

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)