eKomercyjnie.pl

„Narratologia” – recenzja

Nawet jeszcze nie miałam dyplomu ukończenia studiów, gdy dostałam ofertę pracy ze szkoły podstawowej. Szukali kogoś na zastępstwo, na 3 miesiące. Wzięłam. W tej branży nie przebiera się w ofertach. I szło mi całkiem dobrze do momentu, w którym okazało się, że przechwycona przeze mnie klasa, doszła na matematyce do… dzielenia.

Mistrzem być

Każdy młody nauczyciel, który dochodzi ze swoimi uczniami do dzielenia wie, że to droga przez mękę, szczególnie, gdy dodawanie, odejmowanie i mnożenie były robione po łebkach.

Podstawą metodologii jest szukanie takiej metody, która się sprawdzi. Nie ma się co łudzić, że metoda, która nie działa przez dłuższy czas, nagle magicznie zacznie działać. Trzeba kombinować. I kiedy wszystkie metody zawiodły, sukcesem okazały się opowieści o dzieleniu… Nic innego, jak zgrabnie konstruowane zadania tekstowe. Wtedy po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie, że opowieść staje się wspaniałą metodą. Potwierdziłam to kilka lat później, gdy już nie byłam nauczycielem, bo zmieniłam branżę ze szkolnictwa na e-commerce.

Dziś będzie o sile opowieści, którą Paweł Tkaczyk zamknął w swojej nowej książce. Dziś „Narratologia”. Na książki Tkaczyka czeka się zawsze ze sporą dawką emocji. Za każdym razem to uczta. Wnikliwe podejście do tematu z każdej możliwej strony. Holistycznie, nie zostawiając nic w tyle. Jeśli coś zostaje, to miejsce na przemyślenia. I właśnie z powodu tych przemyśleń, nie można czytać Tkaczyka „do poduszki”, bo zapewniam, głowa może pęknąć z powodu napływających myśli i pomysłów. W „Narratologii” Tkaczyk szczegółowo rozbija ideę opowiadania „o…”, jako sposobie na skupianie uwagi, na budowaniu emocji, zaangażowania, także do sprzedaży. „Opowiadanie historii” jest motywem, z którego korzysta wiele branż i robi to z powodzeniem, ale nie każda historia jest na tyle dobra, by była skuteczna. Paweł Tkaczyk wędruje wraz z nami po historiach, które są dobre, rozkłada je na części i wyjaśnia na czym polegają mechanizmy, sprawiające, że te, a nie inne opowieści, są skazane na sukces.

Historia musi być ciekawa

Dobra historia budzi w nas ciekawość. Ciekawość z kolei przekłada się na zachowania, nawyki i przekonania. W reklamie opowieść jest tym, co sprzedaje cały produkt, całą markę, co zostaje w głowie na dłużej, co budzi skojarzenia. Sztaby ludzi pracują nad tym, by reklama stała się wirusowa, by dosłownie zarażała odbiorców i niosła jakiś przekaz. „Opowieść o kimś ważnym dla Ciebie, dla odbiorcy, dla społeczności pozwala stworzyć więź społeczną” – pisze w „Narratologii” Tkaczyk. Dodajmy do tego opowieści o miejscu, o konkretnym wydarzeniu – dobrze skonstruowana daje nam iskrę. Dokładnie tego samego uczą nas historie, które w swoich animacjach daje nam Pixar. Ich przepis na sukces to dbałość o detale i umiejętne opowiadanie. „Podziwiamy bohatera bardziej za to, że próbuje, niż że mu się udało” – Paweł Tkaczyk także wspomina o tym. Kilka stron dalej zderza ze sobą przygody uroczej rybki Nemo z klasykiem dramatu, z Antygoną. Nie powiem Wam co wspólnego, wg Tkaczyka, mają ze sobą „Gwiezdne wojny” i „Nowe szaty cesarza”.

„Dobry stollyteller myśli obrazami” – wyjaśnia autor. Jego zadaniem obrazów nie da się zapomnieć. Można je modyfikować, zależnie od odbiorcy, bowiem punkt widzenia jest szalenie istotny. I napięcie! Nie zapominajmy o napięciu. O tym wszystkim przeczytacie w „Narratologii”. Po lekturze absolutnie nie dziwię się, że nakład wyczerpał się przed premierą. Książki Pawła to pewniki, więc warto je mieć. To prawdziwe kompendium wiedzy, inspiracji i motywacji. A poza tym, „Narratologia” to książka fajnie wydana. Przeczytana w dobrym momencie da niezłego kopa. Nie tylko zawodowego!

Autor wpisu

1 komentarzy do tekstu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Prasówka e-commerce #3

Zapraszamy do lektury trzeciej prasówki e-commerce. Znów znajdziecie w niej kilka ciekawych newsów ze świata e-biznesu i handlu.

Na poczcie zapłacimy smartfonem

Może nie jest to typowy news e-commerce, ale warto czasem wspomnieć o działaniach poczty, która stara zerwać z wizerunkiem nieprzyjaznej dla klienta instytucji. Widać, że wiele idzie w lepszym kierunku, ale nadal nad wieloma rzeczami trzeba popracować. Z końcem lutego 2017 roku Poczta Polska zaczęła wdrożenie w ponad 4600 placówkach możliwości płatności z wykorzystaniem bankowej aplikacji z funkcją BLIK. Kupujący towary lub płacący za usługi pocztowe, mający telefon z aplikacją mobilną banku i funkcją BLIK, mogą bez żadnych limitów dokonać płatności. Czy idzie nowe?

W sieci najczęściej kupują mężczyźni w średnim wieku

Tak wynika z raportu „Polski konsument w sieci”, przeprowadzonego przez home.pl. Największą grupą kupujących według tego badania są mężczyźni w wieku od 33 do 49 lat. Stanowią oni 42% wszystkich konsumentów. W tym samym przedziale wiekowym jest zaś 35% kobiet. Raport pokazuje też, kiedy robimy najchętniej zakupy. Są to dni robocze pomiędzy 8 a 17 – tak twierdzi 57% ankietowanych. Po 18 godzinie chętnie do wirtualnego koszyka wrzuca produkty 37% kupujących. 63% zakupów dokonywanych jest za pomocą komputera, 25% za pomocą telefonów, a 18 przy pomocy tabletów.

eCarrefour.pl wprowadza do sklepu produkty świeże

Jak zapowiadają przedstawiciele marki, jeszcze w tym roku do sklepu internetowego eCarrefour.pl zostaną wprowadzone nowe pozycje asortymentowe. Razem z nimi w e-delikatesach będzie widniało łącznie 12 tysięcy produktów. Najważniejsze jest jednak to, że po raz pierwszy do sklepu trafią artykuły świeże. To duży krok, biorąc pod uwagę, że produkty żywnościowe na platformie pojawiły się dopiero pod koniec 2016 roku.

Mothercare jednak nie tak całkiem bez polskich klientów

W 2016 roku brytyjska marka Mothercare postanowiła zamknąć wszystkie salony stacjonarne w Polsce. Była to decyzja powiązana z utratą licencji franczyzowej przez Alshaya Polska. Nie oznacza to jednak, że polscy klienci, którzy kupowali produkty w tej sieci, pozostaną bez możliwości zakupu towaru. Mothercare postawiło na e-commerce i zapowiada, że już niedługo dostępna będzie polskojęzyczna strona e-sklepu. Na brytyjskim rynku w kanale tym sklep internetowy generuje 41% całkowitej sprzedaży. Czy pomysł ten trafi do rodzimych odbiorców? Zobaczymy.

Porównaj produkty w sklepie stacjonarnym

Na taki pomysł wpadła szwajcarska sieć supermarketów Migros. Wystarczy, że podczas zakupów stacjonarnych zeskanują oni przy pomocy specjalnej aplikacji kod kreskowy i mogą zobaczyć opinie innych klientów na temat danego towaru. Dzięki temu rozwiązaniu kupujący mogą też zapoznać się z kalorycznością, czy zawartymi w pożywieniu alergenach. Rozbudowana apka umożliwia też zeskanowanie opakowania, zamiast kodu kreskowego. W bazie posiada ponad 5000 produktów oraz 80 tysięcy ocen wystawionych przez użytkowników. Oceny te zebrano przed samym uruchomieniem aplikacji poprzez Migipedię, czyli połączenie katologu online z platformą do budowania community wokół marki. To świetny przykład na połączenie działań off- i online w sprzedaży.

Dokąd zmierza InPost i Integer?

AI Prime Bidco – spółka celowa należąca w całości do funduszy zarządzanych przez Advent International oraz Rafał Brzoska, podnoszą cenę oferowaną w wezwaniu na akcje Integer.pl do 49,00 zł za jedną akcję, a w wezwaniu na akcje InPost S.A. do 11,00 zł za jedną akcję. W wyniku wezwania AIP zamierza nabyć 100% akcji spółek. Jednocześnie firma podała wstępne dane finansowe za 2016 rok. Wynika z nich, że przychody ze sprzedaży za 2016 rok wyniosły 502 978 tys. zł. Koszty operacyjne działalności ogółem ukształtowały się na poziomie 645 742 tys. zł. Strata netto z działalności kontynuowanej wyniosła 252 828 tys. zł, a strata netto – 474 434 tys. zł. Pytanie co dalej, bowiem w jak podaje Puls Biznesu – drobni akcjonariusze chcą więcej w wezwaniu na Integera.

Merlin Group ze spółką zajmującą się logistyką

Widać, że Merlin Group dąży do zwiększania zysków i wdrażania rozwiązań, które mają przynośić pewne pieniądze. Jeszcze całkiem niedawno uruchomiono Merlin Publishing, czyli wydawnictwo, które będzie miało wydawać książki, a także gry i puzzle, a teraz powstaje Merlin Business Services sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, której obszarem działalności będzie logistyka i magazynowanie. Oferta ma być skierowana do branży e-commerce.

Ecommerce i psiaki

Na koniec ciekawostka z amerykańskiego rynku. Jak podaje tamtejsza poczta zwiększenie rynku e-commerce, a co za tym idzie – zwiększenie ilości dostaw, zaowocowało wzrostem pogryzień przez psy. Mowa o pogryzieniach, których ofiarami są kurierzy i listonosze. Jeszcze kilak lat temu rocznie takich przypadków było kilkaset, a w 2016 roku niecałe siedem tysięcy, dokładnie 6755. Najwięcej tego typu sytuacji miało miejsce w w rejonach Los Angeles, Houston i Cleveland. Warto dodać, że pracownicy firm kurierskich oraz poczty mają specjalne spotkania z behawiorystami oraz zwierzakami, aby nauczyć się, jak reagować w sytuacjach zagrożenia.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Wiosenne porządki w bazie adresów e-mail

Mamy już wiosnę. Utarło się tak, że wiosna wiąże się z czymś nowym, z porządkami i zmianami. Porządki takie warto też zrobić w swoich bazach mailingowych. Nadal spotykam się z przekonaniem, że baza 10000 adresów jest lepsza, niż baza 4000. Nadal obsługiwani przez nas klienci nie zwracają uwagi na takie wskaźniki jak OR i CTR. W e-sklepach osoby, które tworzą kreacje, raczej rzadko zadają sobie trud, aby segmentować odbiorców, a jeszcze rzadziej dobierają do nich odpowiednie produktu. Dlaczego warto to zmienić?

Niska jakość, wysokie szkody

Nie istnieje coś takiego, jak lista wiecznie aktywnych adresów e-mail. Osoby, które nie zajmują się wysyłka newsletterów, nie mają pojęcia, że maile „tracą ważność”, że wysyłanie 500 wiadomości, które pozostają bez echa od kilkunastu miesięcy nie ma sensu, a często mogą wyrządzić więcej szkody, niż przynieść pożytku. Poza tym, wysyłanie kreacji do takich odbiorców po prostu podnosi koszty dotarcia do pojedynczego klienta. Staram się tłuc do głowy wszystkim klientom, dlaczego mała baza z OR na poziomie 30% jest lepsza, niż duża, która ma go na poziomie 3%.

Idąc dalej takie „nieposprzątane” listy sprawiają więcej problemów, niż przynoszą korzyści. Przede wszystkim jeśli rozliczamy się za rekord, to ponosimy koszt wysyłki maila do osoby, która i tak nigdy go nie otworzy, co jest po prostu wywalaniem pieniędzy w błoto. Decydując się na kampanie dostarczane do takiej bazy nigdy tak naprawdę nie będziemy mieć prawdziwego obrazu sytuacji, statystyki są bowiem przekłamane i bardzo mało wiarygodne. Dodatkowo to wszystko ma wpływ na naszą reputację jako nadawcy. Nie chodzi o to, że inni odbiorcy będą nas źle widzieć, ale o to, że to filtry antyspamowe zrobią z naszym adresem „jesień średniowiecza”. Wszystko między innymi przez adresy będące spam traps, czyli pułapkami spamerów, w które możemy także trafić my. Wtedy możemy zapomnieć o docieralności nawet w ramach całej domeny.

Przede wszystkim higiena

Przede wszystkim problemy z jakością list spowodowane są błędami przy wprowadzaniu adresów. Literówki, źle wprowadzone dane, np. imię zamiast adresu lub końcówka com, zamiast pl. To najczęstsze przyczyny obniżania jakości, ale są też inne. Zaliczymy do nich sytuacje, w których odbiorca zmieni pracę, wykasuje skrzynkę. Do ostatnich zaliczyć można podawanie niekompletnych danych. Wiele problemów spowodowane jest autouzupełnianiem pól formularzy. Coś, co ma usprawnić zapisy klientom, może być też ich zmorą. Sam się czasem łapię, na tym, że wrzucając kolejny adres do skrzynki nadawczej w aplikacji kurierskiej, potrafię z rozpędu bić automatycznie swój adres, zamiast adresu odbiorcy. Dlaczego? Bo autouzupełnianie podpowiada, a ja robię tę czynność dość mechanicznie.

Co więc zrobić?

Należy pamiętać, że odpowiednia jakość bazy przekłada się na poziom otwarć i kliknięć, a te mogą przełożyć się na sprzedaż. Dlatego warto raz na jakiś czas znaleźć jeden, dwa dni na wyczyszczenie nieaktywnych adresów. Trzeba doprowadzić do sytuacji w, której wśród odbiorców naszych wiadomości pozostaną tylko osoby, które autentycznie zainteresowane są naszymi ofertami, czy też promocjami. Jak to zrobić? Trzeba przygotować odpowiednią kampanię oraz wykonać kilka dość prostych czynności, które pozwolą nam na stworzenie nowej, świeżej grupy odbiorców.

Nie zmuszajmy czytelników do pozostania z nami. Nie chcą otrzymywać dostarczanych do nich treści, to musimy to uszanować. Z własnego doświadczenia wiem, że gdy jakieś treści zaczynają mnie nudzić lub są po prostu nie dopasowane do moich oczekiwań, przestaję je otwierać lub zupełnie rezygnuje z subskrypcji. W email marketingu istnieje coś, co zwie się martwymi kontaktami. Powstają one między innymi, gdy klient przestaje korzystać z adresu e-mail lub zupełnie nie reaguje na wiadomości, chociaż te wpadają do jego skrzynki. Ustalmy, że jeśli nasze treści pozostają bez żadnej reakcji np. przez 6 miesięcy, to wyślemy do adresatów maila prośbą o ponowne potwierdzenie subskrybcji. Jeśli i ta kampania pozostanie bez echa, to adres taki najlepiej wyrzucić z listy. Nie możemy zapomnieć o tym, aby w jasny sposób poinformować subskrybenta o tej sytuacji, a jednocześnie pozostawić mu wiadomość, w jaki sposób może ponownie dołączyć do biuletynu.

Jak zacząć?

Kampania potwierdzająca subskrypcje powinna być wysłana tylko do nieaktywnych użytkowników bazy. Większość narzędzi do rozsyłania mailingów ma możliwość podejrzenia statystyk i wybrania interesującej nas grupy adresatów. To właśnie do nich musimy wysłać spersonalizowaną kreację, która musi zawierać coś, co zachęci ich do pozostania w bazie. Co to może być? Darmowy e-book, bon promocyjny, poradnik, dostęp do specjalnych treści. W temacie tym pozostaje nam bardzo duża dowolność. Pamiętajmy, że obiecanej obietnicy należy dotrzymać. Jeśli coś obiecujemy czytelnikom wiadomości – to musimy im to dać.

Nowa baza, co dalej?

Gdy już stworzymy nową listę odbiorców, to najlepiej od razu ją posegmentować. Kryterium segmentacji może być różne: wiek, płeć, region zamieszkania, kategoria produktów, którą klient wybrał itd. Im lepiej podzielimy odbiorców, tym łatwiej przyjdzie nam dopasowywać do nich wysyłane treści. Głównym problemem e-sklepów jest to, że za nic mają sobie segmentacje. Nadal ze sklepów odzieżowych dostaję oferty z kolekcją dziecięcą, z drogerii kosmetyki dla kobiet, a ze sklepów z multimediami oferty komputerów dla graczy pomimo tego, że kupuję w nich tylko gry na konsolę. O segmentacji się wiele opowiada, narosło wokół niej wiele mitów. Szkoda, że nadal sklepy zapominają, jak skutecznym narzędziem może ona być.

Jeśli potrzebujesz pomocy w wysyłce i przygotowaniu kreacji e-mail lub nie wiesz, jak zrobić segmentację bazy zapraszamy do kontaktu: dawid.marut@ekomercyjnie.pl

Tagi:Wiosenne porządki w bazie adresów e-mail

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)