O „kaloryczności” porównywarek cen słów kilka (na przykładzie GameClub.pl)
- Artykuły
- Krzysztof Bartnik
- 27 maja 2010
- 19 komentarzy
W Polsce działa kilkanaście/kilkadziesiąt porównywarek cen, których najważniejszym zadaniem jest przekierowywanie klientów na strony współpracujących z nimi sklepów internetowych. Jak sobie z tym radzą? Zapraszam na subiektywne spojrzenie w tej sprawie autorstwa właściciela sklepu z grami planszowymi GameClub.pl :)
Od początku mojej współpracy (przełom października i listopada 2009), porównywarki wygenerowały w moim sklepie łączną sprzedaż na poziomie 5860,50 zł brutto. Miałem jeszcze kilka zamówień na kwotę ok. 430 zł, jednak ostatecznie nie zostały zrealizowane (anulowane przez klientów).
Koszt pozyskania jednego nowego kupującego nie był mały (inne kanały, łącznie z Google AdWords sprawdzają się lepiej), jednak wszystkie zamówienia z porównywarek traktuję na zasadzie inwestycji długoterminowej – zakładam, że klienci do mnie wrócą i próbuję ich do tego przekonać (dopiero na drugim/trzecim zamówieniu od klienta z porównywarki pokrywam koszt jego pozyskania).
Aktualnie oferta mojego sklepu jest obecna w siedmiu porównywarkach:
- Ceneo.pl
- Nokaut.pl
- Skapiec.pl
- Radar.pl
- Okazje.info.pl
- Tanio.pl
- Kupujemy.pl
Sześć pierwszych serwisów to najpopularniejsze porównywarki cen w Polsce (patrz lista za marzec 2010).
Jeżeli chodzi o budżet reklamowy, to wszędzie wydałem mniej więcej po równo (nie licząc Radaru, który jest darmowy) – były to kwoty od 50 do 400 zł netto.
W sumie dzięki porównywarkom do sklepu wpłynęły 44 zamówienia, czyli średnio prawie 7 zamówień na miesiąc. Zdecydowanie tylko z tego kanału promocji nie da się utrzymać mojego sklepu internetowego :)
Popatrzmy na to, jak wyglądała „kaloryczność” każdej porównywarki, tj. z której otrzymałem najwięcej zamówień:
- Ceneo.pl – 29 zamówień
- Skąpiec.pl – 10 zamówień
- Nokaut.pl – 7 zamówień
- Radar.pl – 1 zamówienie
Z Okazje.info.pl, Tanio.pl i Kupujemy.pl nie wpadło do mojego sklepu żadne zamówienie :(
Wnioski?
- W przypadku mojej branży i produktów, które oferuję liczą się tylko trzy porównywarki (przy czym Ceneo dzieli i rządzi).
- Nie widzę sensu w dołączaniu do kolejnych serwisów tego typu, ale może któryś handlowiec mnie jeszcze przekona :)
- To, że porównywarka jest bardziej popularna (Nokaut) wcale nie oznacza, że jest bardziej skuteczna (ze Skąpca miałem więcej zamówień).
- Warto dodać sklep do darmowego Radaru, bo już na pierwszym zamówieniu wychodzi się na plus (nie licząc czasu związanego z integracją i konfiguracją panelu).
- Porównywarki nie utrzymają sklepu internetowego, dlatego nie można się tylko do nich ograniczać (to tylko jeden z kanałów docierania do klienta).
- Porównywarki nie są tanie, ale nie wolno na nie patrzeć tylko w kontekście zdobycia pojedynczego zamówienia.
- Warto optymalizować plik XML, aby uniknąć „pustych” przejść do sklepu (ten punkt zasługuje na oddzielny wpis).
Jakie są Wasze wrażenia ze współpracy z porównywarkami? Jeżeli chcielibyście przygotować takie zestawienie dla swojego sklepu i podzielić się nim ze społecznością to zapraszam do kontaktu na priv.
Autor wpisu
Krzysztof Bartnik
Z branżą e-commerce związany zawodowo od 2006 roku. Redaktor naczelny serwisu eKomercyjnie.pl, w którym regularnie dzieli się z Czytelnikami swoimi spostrzeżeniami i poradami na temat prowadzenia sklepów internetowych. Oprócz tego, rozwija własny sklep z grami planszowymi GameClub.pl, katalog sklepów najSKLEPY.pl oraz zajmuje się usługami konsultingowymi w zakresie funkcjonowania sklepów internetowych (od tworzenia, przez obsługę klienta, aż do planowania kampanii promocyjnych). W przeszłości pracował m.in. w Vivid.pl, a swój pierwszy biznes uruchomił w 2006 roku. Przez ostatnie 3,5 roku (2007-2010) był także project managerem w Grupie o2, gdzie odpowiadał m.in. za stworzenie, rozwój i bieżące funkcjonowanie porównywarki cen Radar.pl oraz platformy do zakładania sklepów otwarte24.pl.
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Komentarze