eKomercyjnie.pl

Promocyjny samograj, czyli realia polskiego e-commerce

Priorytety małego, początkującego sklepu znacznie się różnią od tych, jakie ma stabilny i podparty kilkuletnią historią konkurent. Ten drugi może się skupić na długofalowych planach, inwestując w promocję, której efekty odczuje dopiero za kilka miesięcy. Nawet, jeśli w międzyczasie pojawią się chwilowe zawirowania gotówkowe, to może już liczyć na kredyt kupiecki u dostawców lub bankowy limit debetowy w rozsądnej wysokości.

Jedną z paradoksalnych zalet posiadania historii staje się więc możliwość wybiegania planami dalej w przyszłość. Właściciel małego sklepu ma zupełnie inne zmartwienia, których bolesne konsekwencje wiszą nad nim w magicznych terminach, oznaczających daty opłacania składek ZUS, podatku dochodowego i VAT, czy choćby czynszu.

Właściciele zaprzyjaźnionych sklepów internetowych, bliżsi tej grupy „z historią” niż tej „z niepewną najbliższą przyszłością”, często zwracają uwagę na to, że małe sklepy na początku swojej drogi jako podstawową strategię marketingową stosują obniżanie cen do granic opłacalności. Zapewne można by zrobić ciekawe badania o stanie polskiego e-commerce, sprawdzając jak bardzo spadają ceny w sklepach internetowych na granicach pór roku – w czasie, kiedy początkujący e-biznesmeni muszą kupić swoim pociechom buty i kurtki. Dla tych ludzi cash is king. Oni nie mają czasu czekać, aż inwestycja w SEO zacznie procentować po kilku tygodniach/miesiącach. Muszą swoje dwa kartony chińskich pamięci USB sprzedać przed końcem tygodnia, bo inaczej nie będą mieli z czego zapłacić za basen dziecka. Nie mają środków na inwestycję. Jest to oczywisty problem, ale trzeba docenić ten zapał do budowania czegoś z niczego. Większość polegnie, niektórzy nie wyślą ostatnich zamówień słusznie wzburzając klientów, ale część stopniowo przeniesie nadwyżki na długofalowe inwestycje. Dopiero wtedy będą mieli podstawę do zwiększania marży i uwalniania swojej fantazji w dziedzinie promocji.

Właściciele sklepu powinni szybko nauczyć się równoważyć bieżące potrzeby gotówkowe oraz długofalowy rozwój biznesu. Od otwarcia sklepu gromadzi się pewne procedury standaryzujące obsługę powtarzalnych zdarzeń w jego codziennej działalności. Na początku nawet przyjęcie zamówienia jest czymś nietypowym, a potem powszednieje i można usprawnić je w kilku miejscach. Uważam, że środki na szeroko rozumianą promocję powinny przede wszystkim płynąć w kierunkach, które są już wystarczająco „obłożone” procedurami.

Jeśli jedynym ustandaryzowanym elementem działalności jest przyjmowanie zamówień, to nie powinno się inwestować w ściąganie ruchu ze źródeł, które do zwrotu z inwestycji wymagają dwóch czy trzech transakcji tego samego klienta, bo sklep nie jest jeszcze gotowy do zachęcenia klientów do ponownych zakupów. Ustal poziom graniczny ROI i trzymaj się sprawdzonych metod promocji, dopóki jest on utrzymany. Inwestuj w to samo tak długo, aż nie będzie warto wrzucić tam więcej. Dopiero wtedy puść wodze fantazji i szukaj innych, być może w końcowym efekcie lepszych, sposobów.

Główną część winy za upadki małych sklepów internetowych, wraz z towarzyszącymi im pomrukami mediów, ściągającymi negatywne opinie na cały e-commerce, ponoszą wcale nie ci początkujący przedsiębiorcy, których się tak krytykuje za nieodpowiedzialność. Oni ściągnęli swoje przysłowiowe trzy kartony czegokolwiek z Chin po znalezieniu luki na rynku, amatorskiej ocenie potencjału, a czasami nawet po napisaniu biznesplanu. Odrobili swoją lekcję teoretyczną.

Praktyka szybko im pokazała, że sprzedaż jest poniżej oczekiwań, więc plan trochę się komplikuje. Tracą nerwy, szukają alternatyw. I wtedy trafiają w sieci na handlowców dużych graczy, którzy mają swoje limity do wyrobienia i mają gdzieś zły obraz e-commerce w tradycyjnych mediach, bo za pół roku i tak będą handlowali węglem w jakiejś hurtowni.

Pojawia się więc miły pan z firmy zajmującej się SEO, który sprzedaje za zawyżoną cenę najprostszy do wypozycjonowania pakiet usług i jednocześnie nie wspomina, że nawet to niewiele warte coś zaowocuje dopiero za kilka miesięcy.

Pani z porównywarki przerzuca przez telefon stawki CPC i nawet nie mruknie, że przy średnim zamówieniu na poziomie 30 PLN, to się zwróci dopiero przy czwartej czy piątej transakcji – a przecież ona to wie, bo miała kilkadziesiąt telefonów od klientów, którzy boleśnie przekonali się o tym na własnej skórze zamiast uprzednio policzyć.

Miły zespół handlowy z serwisu zakupów grupowych też raczej nie zasugeruje, że sprzedawanie towaru za 25% ceny nie dość, że jest bardzo kosztowne i czyści dużą część rynku na kilka miesięcy, to jeszcze wymaga nie lada fantazji, żeby zwróciło się w dłuższej perspektywie. Tak, może się zwrócić. Nie, nie zwróci się nieprzygotowanemu przedsiębiorcy, któremu się enigmatycznie zasugeruje, że „przyda mu się remarketing”.

Nagle w teoretycznie rozplanowanym biznesie pojawiają się nieprzewidziane koszty, budżet się rozjeżdża. Wina przedsiębiorcy? Oczywiście. Tylko, że tonący brzytwy się chwyta. Szczególnie, kiedy mu się ją poda w ślicznym opakowaniu.

Dlatego drodzy Sprzedawcy: zacznijcie wreszcie dobierać promocję pod kątem oczekiwanego zwrotu z inwestycji oraz horyzontu czasowego, w którym ten zwrot jest potrzebny.

Tylko tyle i aż tyle.


Autorem powyższego tekstu jest Robert Janeczek – CEO zubibu.com, nieustannie głodny wiedzy przedsiębiorca całodobowy.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #7. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

foto: © forestpath – Fotolia.com

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Jak (i ilu) fanów polski e-commerce angażuje na Facebooku? Fanpage Trends za marzec 2012

Firma SmartNet Research & Solutions, która stworzyła i rozwija usługę Sotrender (dawniej Fanpage Trender), przysłała najnowszy raport zawierający ranking najpopularniejszych fan-page na Facebooku oraz opisujący działania ich administratorów w marcu 2012 roku. Zobaczcie, jak w poprzednim miesiącu radziły sobie oficjalne profile witryn e-commerce oraz serwisów zakupów grupowych (dużo wykresów!).

Daria Kuczmara z Sotrender komentuje wyniki w poszczególnych kategoriach.

E-commerce:

Największy polski e-commercowy fanpage to wciąż niedoścignione Allegro, które rośnie stałym tempem – przybyło mu w tym miesiącu ponad 55 000 użytkowników. Drugie miejsce należy do jachcenawakacje.pl, któremu w marcu zaczęło znowu przybywać fanów po stratach w zeszłych miesiącach. Butyk.pl nadal szybko rośnie i utrzymuje trzecią pozycję rankingu. Kolejne miejsca bez większych zmian i gwałtownych wzrostów, poza fanpage’em Kocham Buty i Torebki, który zyskał ponad 30 000 fanów awansując na 6. miejsce.

Już drugi miesiąc z rzędu najbardziej angażujące są buty- www.deezee.pl, Kocham Buty i Torebki, Butyk.pl i www.StyloweButki.pl spychają Allegro na skromną piątą pozycję w rankingu liczby zaangażowanych fanów. Największy procent fanów zaangażował niewielki fanpage BigBrands, wielu fanów zaangażowały też SyloweButki i Urban Flavours. Te same fanpage’e wykazują się najwyższą interaktywnością, a pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajmują StyloweButki, do których należy też pierwsze miejsce pod względem Relative Interactivity. W rankingu stron o najwyższych wskaźnikach względnej interaktywności dalsze miejsca zajmują Urban Flavours i Heppin.com.

Liczba osób, które mówią o fanpage’u jest najwyższa dla Butyku. Deezee został wyprzedzony przez Allegro. W dalszej kolejności podobnie jak w zeszłym miesiącu StyloweButki i Kocham Buty i Torebki.

Zakupy grupowe:

Citeam utrzymuje pierwsze miejsce wśród największych fanpage’y zakupów grupowych, a także zdobywa coraz większą przewagę nad konkurentami: OKazikiem i Gruperem.

Kolejne miejsca zajmują Groupon i warszawskie fanpage’e OKazika i Groupon. Znajdziemy też w tym rankingu Mergeto.pl i kilka lokalnych fanpage’y Groupona. Citeam odnotował i w tym miesiącu najwyższy wzrost wśród fanpage’y zakupów grupowych, przybyło mu 8% fanów. Pozostałe fanpage’e utrzymują bazę fanów na podobnym poziomie, wzrastając po 1-2% w skali miesiąca.

Citeam zaangażował też najwięcej fanów, ponad 3 razy tyle co kolejny w rankingu Gruper. Uzyskał też dwa razy większy wskaźnik interaktywności. Największy procent swoich fanów wciąż angażuje niewielki HappyDay.pl, który prowadzi też pod względem Relative
Interactivity, jednak należy uwagę zwrócić na drugiego w rankingach wartości względnychgiganta Citeam, któremu się udało zaangażować aż 9% fanów.

Wciąż też najwięcej się mówi o Citeam, OKazika w tym miesiącu wyprzedził Gruper i Groupon Polska.

Pełny raport FanPage Trends przygotowany przez SoTrender za marzec 2012 dostępny jest do pobrania TUTAJ.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Jak firmy dbają o bezpieczeństwo swoich systemów informatycznych?

Rozwój technologii informacyjnych daje przedsiębiorcom niemal nieskończone możliwości. Obecność firmy w sieci pozwala dotrzeć do niej całym rzeszom odbiorców, a nowoczesne kanały komunikacji w połączeniu ze szczegółowym targetowaniem są tym, o czym marketerzy mogli kilka lat temu tylko marzyć. Jest jednak i druga strona medalu: wraz z szybkim rozwojem branży IT, obserwujemy lawinowy wzrost zagrożeń, na które narażone są firmowe systemy informatyczne, a w nich informacje poufne i handlowe.

Cyberprzestępcy wynajdują coraz to nowe środki, by pokazać, że w sieci nie można czuć się bezpiecznie, a użytkownicy – czyli potencjalni odbiorcy oferty firmy – stają się coraz bardziej podejrzliwi. Stale zaostrzane i coraz częściej skutecznie egzekwowane przepisy prawa zmuszają właścicieli firm do przedsięwzięcia odpowiednich środków bezpieczeństwa.

Duże przedsiębiorstwa, dla których marka jest dobrem bardzo wysoko cenionym, doskonale rozumieją zagrożenia, jakie niosą ze sobą skomplikowane rozwiązania teleinformatyczne stosowane w systemie korporacyjnym czy firmowej witrynie internetowej, która pełni często także funkcję serwisu transakcyjnego. Co warte uwagi – ewentualne konsekwencje zaniedbań w zakresie bezpieczeństwa przeliczają na realne pieniądze. W badaniu Ernst & Young, przeprowadzonym wśród 1700 firm z 52 krajów świata, ponad połowa respondentów zadeklarowała, że na ochronę danych zamierza przeznaczyć teraz więcej pieniędzy, niż w roku ubiegłym.

Jak pozorne oszczędności na systemach zabezpieczeń mogą odbić się na wizerunku firmy? Za przykład mogą posłużyć wycieki danych oraz liczne ataki hakerów. Wystarczy przytoczyć przykład firmy Sony, która całymi miesiącami zmagała się z konsekwencjami ataku, w wyniku którego do rąk przestępców trafiło blisko 100 milionów nazwisk, e-maili, adresów zamieszkania i numerów telefonów. Doprowadziło to do zamknięcia dużej części usług, co przyniosło przedsiębiorstwu ogromne straty. Inne, niemniej ciekawe przypadki oraz ich skutki opisano w raporcie Bezpieczeństwo w Internecie, wydanym w lutym bieżącego roku przez Interaktywnie.com. Okazuje się, że sytuacja kryzysowa związana z wyciekami danych nie ominęła także polskich serwisów – musiały się z nią zmierzyć m.in. Allegro, Wykop oraz Filmweb.

W tym miejscu powstaje pytanie o jakość stosowanych zabezpieczeń oraz stopień ich wiarygodności. Na rynku dostawców tego typu rozwiązań istnieje duża konkurencja i każdy chce się w jakiś sposób wyróżnić. Jedni inwestują w najnowsze technologie i starają się wyprzedzać pomysłowość cyberprzestępców. Inni natomiast robią wszystko, by zminimalizować cenę swoich produktów, co niestety bardzo negatywnie odbija się na ich skuteczności. Swego czasu głośno było o włamaniu do systemu Centrum Certyfikacji DigiNotar, wskutek którego sfałszowano ponad 500 różnych certyfikatów SSL dla najpopularniejszych serwisów internetowych. Po tym wydarzeniu firma została usunięta z bazy zaufanych dostawców przez Mozilla Foundation, ponieważ okazało się, że nie stosowała prawidłowo procedur i mechanizmów zabezpieczających.

Innym problemem z zakresu bezpieczeństwa informacji w przedsiębiorstwach jest tzw. konsumeryzacja. Zjawisko to polega na wykorzystywaniu w celach zawodowych swoich prywatnych urządzeń – komputerów, tabletów czy smartfonów. Oznacza to, że pracownicy używają ich zarówno do pracy, jak i komunikacji w sferze prywatnej, a także rozrywki. Bardzo trudno w takich sytuacjach egzekwować firmową politykę bezpieczeństwa, a dział IT nie ma w takim przypadku możliwości pełnej kontroli nad tym, co dzieje się z ważnymi informacjami firmowymi. Według przeprowadzonego w styczniu badania The Insecurity of Privileged Sers, aż 52% kierowników działów bezpieczeństwa IT dopuszcza możliwość, że w ich firmach dostęp do poufnych danych mogą uzyskać osoby nieuprawnione.

Mogłoby się wydawać, że zaawansowane procedury bezpieczeństwa dotyczą tylko dużych korporacji, banków czy instytucji państwowych. Niestety, takie myślenie jest błędem. W tej chwili wszystkie firmy, zarówno te duże, jak i małe, przyłączone są do jednej, globalnej sieci. Co istotne – wszystkie firmy w Polsce podlegają temu samemu prawu, które wyznacza standardy ochrony danych, szczególnie danych osobowych, w systemach teleinformatycznych. Ustawa o ochronie danych osobowych stawia takie same wymagania właścicielowi małego sklepu internetowego, co administratorowi dużego portalu. Co prawda, w szczegółach zabezpieczenia te będą się różnić, jednak podstawowe założenia są takie same dla wszystkich.

Oto niektóre z nich:

  1. Według Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 29 kwietnia 2004 roku, w każdym systemie teleinformatycznym połączonym z siecią publiczną, obowiązuje tzw. wysoki poziom bezpieczeństwa – wymaga on stosowania szeregu środków ochrony danych, które szczegółowo opisane są w Załączniku do w/w Rozporządzenia.
     
  2. Każdy zbiór danych osobowych osób fizycznych podlega rejestracji w Biurze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO). Rejestracja ta wymaga od administratora m.in. dokładnego opisania i scharakteryzowania zbioru oraz opracowania i stosowania polityki bezpieczeństwa informacji.
     
  3. Każda witryna firmowa, na której dostępny jest formularz www służący do zbierania danych osobowych, powinna stosować zabezpieczenie transmisji danych (np. certyfikat SSL), które uniemożliwi osobom nieuprawnionym dostęp do informacji podczas ich przesyłania.

Oczywiście to tylko wybrane obowiązki, jakie polskie prawo nakłada na firmy działające w sieci. Więcej na ten temat można przeczytać we wspomnianym już raporcie Bezpieczeństwo w Internecie, który powstał przy wsparciu i współpracy firmy Unizeto Technologies SA. Można się z niego dowiedzieć m.in. tego, jak powinno wyglądać przetwarzanie danych osobowych w sklepie internetowym, co powinna zawierać polityka bezpieczeństwa informacji, a także czy i w jakim celu warto stosować w swojej firmie rozwiązania z zakresu e-bezpieczeństwa – podpis elektroniczny, certyfikaty SSL czy nowoczesne środki zabezpieczające korespondencję elektroniczną.

Pełny raport można za darmo pobrać tutaj:

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)