eKomercyjnie.pl

Sukces na dwóch frontach – Paweł Kucharzak z Opineo.pl odpowiada na pytania eKomercyjnie.pl

Opineo.pl to największy w Polsce serwis zbierający opinie o sklepach internetowych. Od momentu premiery w 2006 roku, projekt Pawła Kucharzaka przeszedł szereg zmian, które pozwoliły mu na osiągnięcie bardzo dobrych wyników zarówno jeżeli chodzi o oglądalność witryny, jak i budowanie relacji z e-sklepami. Zapraszam do przeczytania wywiadu z Pawłem, w którym m.in. opisał drogę, jaką Opineo.pl przeszło do tej pory, a także zdradził, jak postrzega branżę handlu internetowego w Polsce.

Reklama

Czy Opineo.pl to Wasz autorski pomysł, czy wzorowałeś się na jakimś serwisie z Zachodu?

System zbierania opinii w Programie „Słucham swoich klientów”, a także cały proces zaangażowania sklepów w zbieranie opinii w niezależnym serwisie jest naszym autorskim pomysłem. Większość podobnych przedsięwzięć przekształciło się w porównywarki cen jako sprawdzony model generowania przychodów. Opineo chyba jako jedyne nie poszło tą drogą, a skupiło się na zagospodarowaniu obszaru związanego z certyfikacją i jakością usług. Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że nasz wybór okazał się trafny.

Jak długo powstawała pierwsza wersja strony i kiedy pojawiła się w sieci?

Biorąc pod uwagę fakt, że w Internecie czas biegnie trzy razy szybciej niż w realu, strona powstała chyba w okolicach XIX wieku… Serwis długo szukał swojego miejsca na rynku, poszukiwał efektywnego modelu działania, zmieniał grafiki, tworzył i likwidował spore obszary funkcjonalności. Biorąc pod uwagę, że nawet w najmniejszym stopniu nie był powołany dla celów, które obecnie pełni, trudno ustalić konkretne daty początku jego podstawowej działalności.

Jak w takim razie wyglądała Wasze początki?

Początki były bardzo trudne. Tak naprawdę musieliśmy walczyć na dwóch frontach. Z jednej strony mieliśmy dodających opinie konsumentów. Wprowadzenie dla nich regulaminu dodawania opinii, wymogu rzeczowego opisywania zakupu, możliwość dodania jednej opinii do jednej transakcji, możliwość podważenia opinii przez sklep i przekazania sprawy do Centrum Rozstrzygania Sporów – to było pewne novum dla klientów, którzy do tej pory byli przyzwyczajeni, że w sieci można napisać wszystko, o wszystkich i bez żadnej odpowiedzialności.

Z drugiej strony mieliśmy tysiące sklepów, którym Opineo „przeszkadzało” robić interesy. Pokazywaliśmy opinie o sklepie (nie zawsze korzystne), nagłaśnialiśmy opinie niezadowolonych klientów, docieraliśmy z tą informacją do tysięcy potencjalnych kupujących. Dzięki Opineo skończyły się czasy, gdy niezadowolonego klienta można było zamieść pod dywan i dalej w spokoju prowadzić sprzedaż.

Po kilku latach ciężkiej pracy uważamy, że na obu frontach udało się odnieść sukces. Głównie dotyczy to sklepów, które przestały postrzegać Opineo jako wroga, a dostrzegły olbrzymie możliwości, jakie niesie ze sobą zbieranie referencji od swoich klientów i wykorzystanie ich jako potężnej broni handlowej w walce z konkurencją. Dziś większość sklepów aktywnie korzysta z naszego systemu zbierania opinii potransakcyjnych, wyciąga wnioski z uwag nadesłanych przez klientów, odpowiada i pilotuje sprawy niezadowolonych klientów, po prostu realizuje naszą misję „Słu- cham swoich klientów”.

Który rok działalności był dla Opineo.pl przełomowy? Kiedy poczułeś, że mocno zwiększyliście tempo?

To był przełom roku 2009, gdy uruchomiliśmy system zbierania zaufanych opinii, a także dopracowaliśmy system ankiet wypełnianych po transakcji, dzięki którym konsumenci zostawiali u nas opinie nie tylko o samym sklepie, ale również o zakupionym produkcie oraz usłudze kurierskiej. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, ze Opineo powoli staje się internetowym OBOP-em na temat polskiego e-handlu.

Nie chcesz z Opineo.pl wyjść poza granice polski? Czy to raczej projekt dostosowany tylko do naszego rynku?

Jestem przekonany, że model Opineo może się sprawdzić poza granicami Polski. Nasze obecne know-how pozwoliłoby sprawnie rozwinąć zagraniczny odpowiednik Opineo. Ale obecnie skupiamy się na rynku polskim, na którym wciąż widzimy olbrzymi potencjał rozwoju. Spora kolejka projektów, które realizujemy na rodzimym rynku, a także duża liczba nowo przyłączanych klientów uświadamia nam, ile jeszcze rzeczy mamy do zrobienia. Jesteśmy chyba jedną z nielicznych firm, która do tej pory nie miała jeszcze czasu stworzyć działu marketingu.

Ile komentarzy o sklepach dodajecie w skali miesiąca? Jak rozkładają się ich proporcje (pozytywne/neutralne/negatywne)?

Miesięcznie zatwierdzamy ponad 60 tysięcy opinii, które pochodzą z systemu ankiet potransakcyjnych. W okresach wzmożonych zakupów (święta) liczba ta znacznie rośnie. Proporcje pozytywnych i negatywnych opinii oczywiście w każdym sklepie są inne. Do tego należy uwzględnić toczące się sprawy w Centrum Rozstrzygania Sporów. On-line prowadzimy zwykle około 300 sporów między klientami a sklepami. Do tej pory mieliśmy ponad 15 tysięcy sporów, które polubownie załatwili między sobą konsumenci oraz sklepy. Uśredniając wszystkie opinie na temat wszystkich sklepów, możemy stwierdzić, że w polskim e-handlu 9 na 10 klientów jest zadowolonych z transakcji.

A jak idzie zbieranie opinii o produktach?

W obszarze zbierania opinii o produktach mamy w Polsce kilka konkurencyjnych serwisów. Większość z nich dysponuje dużo większą liczbą opinii o produktach. Głównie wynika to z faktu częstych akcji pt. „dodaj opinię i odbierz punkty/nagrodę”. Efekty takich akcji są błyskawiczne, pojawia się wiele osób, które chętnie dodają opinie o pralce, butach i paście do zębów, ilość opinii rośnie, a z nią popularność serwisu. Pozostaje tylko pytanie nad sensem tych treści. Czy ktokolwiek przywiązuje wagę do opinii w serwisie, w którym prowadzony jest ranking dodających opinie, a najlepsi dodali po 2 tys. opinii o różnych produktach?

Opineo ma tych opinii zdecydowanie mniej, ale przy każdej można zobaczyć, w jakim sklepie klient kupił dany produkt, jakie inne produkty posiada i jaka jest jego historia e-zakupowicza. Ocenę wiarygodności opinii danego komentującego zawsze pozostawiamy innym konsumentom. Ten system się sprawdza.

Często po opiniach użytkowników u Was można od razu poznać, że z daną firmą coś jest nie tak. Dlaczego nie macie na Opineo.pl rankingu najgorzej ocenianych sklepów?

Zgadza się, przeważnie jesteśmy pierwszą instytucją, która dowiaduje się o problemach z danym sprzedawcą. Widać to przeważnie po wykresie, chronologicznych opiniach itp. Zawsze w takim przypadku informujemy porównywarki cen, które obsługują potencjalnych kupujących, pomagamy poszkodowanym zorganizować się i skontaktować między sobą, publikujemy opinie wszędzie tam, gdzie docieramy.

Tworzenie dedykowanych rankingów „TOP Najgorsi” jest jednak bardzo niebezpieczne, gdyż stawiamy się w roli sędziego, który w ciągu jednego tygodnia może doprowadzić do zamknięcia danego sklepu. A przecież trudno ocenić, czy dany sklep już jest oszustem czy też ma przejściowe problemy i trafiło się kilku naprawdę wymagających klientów. Naszą rolą jest przekazywanie głosu każdego klienta do szerokiego grona odbiorców, ale potencjalni klienci muszą sami podjąć decyzję, czy chcą zaryzykować i kupić taniej, mimo, że sklep posiada sporo negatywnych opinii. Wolimy się skupiać na pokazywaniu, w których sklepach zakup jest naprawdę bezpieczny, sprawdzony i przyjemny.

Do ilu osób dociera Opineo.pl?

Dość trudno to policzyć. Miesięcznie nasz serwis odwiedza około miliona konsumentów, ale należy uwzględnić szereg naszych widgetów z opiniami, które klienci oglądają na stronie samego sklepu. Do tego należy doliczyć użytkowników porównywarek, którzy sprawdzają punktacje sklepu na Opineo podczas porównywania cen.

Co robicie w sytuacji, kiedy zgłosi się do Was sklep, który nie chce mieć opinii o swojej działalności w Opineo.pl?

Odsyłamy go do Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, która każdemu obywatelowi zapewnia wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji (art.54 KRzP). Przypadki, w których sklep nie życzy sobie, by klienci wyrażali o nim opinie należą do rzadkości, ale faktycznie się zdarzają. Dotyczy to przeważnie sklepów o wątpliwej reputacji, które próbują na nas w ten sposób wymusić ukrycie negatywnych opinii. Odsyłamy takie przypadki do zapoznania się z przepisami prawa i wyjaśniamy, że ani sklep, ani serwis Opineo nie może zabronić klientom wyrażania swoich poglądów.

Oczywiście przepisy prawa chronią wszystkich i konsumenci są informowani o odpowiedzialności za swoje wypowiedzi. Dodatkowo dyscyplinujemy użytkowników, by ich opinie były konstruktywne i rzeczowo opisywały przypadek ich transakcji. Nie zamieszczamy opinii typu „Oszuści i złodzieje” – z takiej opinii inni klienci niewiele się mogą dowiedzieć. Za każdym razem prosimy klienta, by dokładnie opisał swój przypadek. Takie podejście pozwala tysiącom nowych odwiedzających zapoznać się z sytuacją w danym sklepie, a właścicielowi wyciągnąć wnioski na temat tego, co ma poprawić.

Waszymi klientami są sklepy internetowe. Dlaczego mają zatem płacić za negatywne komentarze na swój temat? Nie macie prób „nacisku” ze strony sklepów w sprawie usuwania komentarzy? Jak sobie z nimi radzicie?

Już dawno sklepy zrozumiały, na czym polega niezależność Opineo, że nie można nam płacić za usuwanie negatywów, że karzemy za produkowanie sobie pozytywnych opinii itp. Paradoksalnie taką postawą zasłużyliśmy sobie na szacunek właścicieli sklepów, którzy zaczęli nas postrzegać jak partnera godnego zaufania, który w równym stopniu dba o interesy konsumentów, jak i sklepów.

Sklepy zawsze narzekały, że opinie zamieszczają tylko niezadowoleni klienci, przez co ich wizerunek w sieci mało ma wspólnego z rzeczywistością. Nauczyliśmy ich, jak skutecznie aktywizować zadowolonych klientów, by zostawiali swoje opinie oraz jak w cywilizowany sposób rozmawiać z tymi mniej zadowolonymi. Świadomość w tym obszarze bardzo wzrosła i sprzedawcy coraz lepiej prowadzą dialog z klientami, zarówno tymi zadowolonymi, jak i mającymi sporo uwag do transakcji.

Współpracujecie z czołowymi porównywarkami cen (Skąpiec, Nokaut, Okazje.info). długo musieliście ich przekonywać o korzyściach wynikających z pokazywania opinii przy ofertach sklepów?

Porównywarki same dostrzegły problem jakości usług w sklepach oraz zdały sobie sprawę, że ponoszą częściową odpowiedzialność za dobry wybór klienta. Jeśli klient będzie zadowolony, na pewno wróci na strony porównywarki, ale gdy pójdzie coś nie tak, to zapamięta, kto polecił mu ten niefortunny sklep.

Era porównywania samych cen już się skończyła. Klient porównywarki chce w jednym miejscu widzieć cenę oraz opinie konsumentów z niezależnego serwisu. Integracja Opineo z porównywarkami doskonale się uzupełnia i odgrywa ważną rolę w czuwaniu nad bezpieczeństwem zakupów. Najbardziej mnie cieszy fakt, że bezpieczeństwo stanęło ponad biznesowe podziały i w tym zakresie współpracujemy nie tylko z Nokautem, Skąpcem i Okazjami, ale również z Ceneo. W przypadku alertów od klientów na temat sklepu, informacje błyskawicznie przekazujemy do wszystkich porównywarek, które weryfikują dany sklep i w miarę konieczności, wyłączają go, by ograniczyć liczbę osób, które mogą się stać ofiarą oszustów.

Giełdowe plany Grupy Nokaut zakładały zakup m.in. Opineo.pl w celu wzmocnienia rywalizacji z Allegro. Do transakcji jednak nie doszło. dlaczego? Wróciłeś do rozmów z Grupą Nokaut s.A. w sprawie ewentualnego przejęcia?

Rozmowy są prowadzone i dla ich dobra pozostawiam ten temat bez komentarza. Jednym z kluczowych elementów wyboru inwestora jest zapewnienie jak najlepszego rozwoju dla serwisu Opineo.pl i nad tym pracujemy.

W swoim podsumowaniu 2011 roku napisałeś, że kluczem do rozwoju naszej branży jest wspólne działanie konkurencyjnych podmiotów i skuteczne wyciąganie klientów z tradycyjnych zakupów do sieci. „Dorośliśmy” już do takich działań?

W tym roku po raz pierwszy odwiedziłem Targi e-Handlu w Poznaniu i byłem pod wielkim wrażeniem. Rozmawiałem z kilkoma wystawcami, a także odwiedzającymi i widać, jak na naszych oczach tworzy się sprawnie działająca, nowa gałąź przemysłu. Jeszcze do niedawna wiele firm z naszej branży podejrzliwie patrzyło na każdą nową ofertę współpracy, bojąc się utraty swoich użytkowników, autonomii czy kradzieży pomysłów. Dopiero targi zaczęły pokazywać, dlaczego warto się spotykać i rozmawiać oraz, że przez maile nie da się wszystkiego załatwić.

Większość naszych rodzimych, ecommerce’owych firm zdała sobie również sprawę, że walka idzie o dużo większą stawkę, niż obecne grono e-klientów. Naszym wspólnym konkurentem są duże sieci, galerie i markety, w których konsumenci zostawiają setki razy więcej pieniędzy niż w e-sklepach. Za tym wszystkim stoją duże korporacje, wpływy i pieniądze, a z tym będzie nam trudno walczyć.

W najbliższych latach przewiduję sporą batalię o klientów, których chcemy namówić do e-kupowania. Sukces zależy od tego, w jakim stopniu będzie zintegrowana cała branża dostarczająca narzędzia e-sklepom, serwisy tworzące kanały sprzedaży oraz sam poziom jakości usług w sklepach internetowych. Sprawnie poukładana współpraca nas wszystkich, w całym procesie zakupowym, będzie stanowić klucz do sukcesu e-branży.


Paweł Kucharzak – Prezes Zarządu Opineo Sp. z o.o. Pomysłodawca Programu „Słucham swoich klientów” oraz certyfikacji jakości e-usług, pasjonat nowoczesnych systemów zarządzania relacjami z klientem.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #7. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Traffic Trends

Krótki opis: Traffic Trends to profesjonalna Agencja SEO/SEM skupiająca swoje usługi wokół idei Inbound Marketingu. Firmę tworzą specjaliści rynku promowania i analizowania działalności sklepów internetowych.

Oferta firmy: Na ofertę usług firmy Traffic Trends składają się trzy główne Pakiety usług: Pakiet ecommerce dedykowany właścicielom sklepów internetowych, Pakiet Inbound Marketingu zapewniający kompleksową obsługę promocji oraz Pakiet firmowa strona www – dla mniejszych klientów, dopiero rozpoczynających swoją działalność w internecie.

Usługi dodatkowe:

  • pozycjonowanie (SEO)
  • kampanie AdWords (SEM)
  • promocja w Social Media (Facebook, Google+, Twitter)
  • blogi eksperckie

Dodatkowe informacje:

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Wstęp do negocjacji i zawierania umów B2B

Raz na jakiś czas rzeczywistości udaje się zaskoczyć każdego z nas. Okazuje się, że rzeczy nie są takimi, jakimi nam się wydawały i właściwie nie wiemy, dlaczego tego nie zauważaliśmy. Do niedawna byłem święcie przekonany, że dla przedsiębiorców (zwłaszcza e-przedsiębiorców) najtrudniejsze są relacje B2C. Swój pogląd opierałem na postępującej dysproporcji pomiędzy prawami i obowiązkami stron oraz surowości kar za naruszenia nawet nie prawa, a jego „najnowszej i jedynej słusznej” wykładni. Nie dostrzegałem problemów, jakie mogą w relacjach B2B dotykać e-przedsiębiorców, którzy przecież w znakomitej większości prowadzą mikroprzedsiębiorstwa.

Poproszony o napisanie artykułu o prawie w B2B lojalnie zastrzegłem, że nie da się omówić wszystkich zagadnień prawnych, które mogą się pojawić w relacjach B2B w jednym artykule. Po przeanalizowaniu kilku zgłaszanych problemów doszedłem do wniosku, że przedsiębiorcy nie mają tak naprawdę problemów „prawnych”. Występują one bardzo rzadko i jeżeli już się pojawią, należy skorzystać z pomocy prawnika. Bądźmy poważni, jeśli będziemy mieli podejrzenie zapalenia wyrostka, nie będziemy szukać w internecie poradnika, jak go samodzielnie zoperować, a udamy się do szpitala lub wezwiemy pogotowie. Tak samo jest z problemami natury prawnej.

W mojej ocenie, przedsiębiorcy najczęściej mają problem na poziomie negocjacji treści umowy i/lub zrozumienia znaczenia proponowanych zapisów. Zdaję sobie sprawę, że negocjowanie „pod górę” jest niezmiernie trudne. Wymaga umiejętności i doświadczenia. W całej swojej karierze na palcach jednej ręki mogę policzyć komfortowe sytuacje negocjowania „z góry”. Nie będąc prawnikiem, a szczerze powiedziawszy nawet będąc, często trudno zrozumieć i przewidzieć skutki umów przedkładanych nam do podpisu. Pojawiają się nie tylko wątpliwości „prawne”, ale również pytania, czy rzeczywiście wszystkie warunki zostały zapisane w postaci, w jakiej je wynegocjowaliśmy. Nie ma wątpliwości, że negocjować zawsze warto. Nie można zrażać się, kiedy druga strona twierdzi, że nie ma takiej możliwości. Nawet jeżeli są wyjątki od tej reguły, to ja się z nimi nie spotkałem.

Odradzam korzystanie z licznych kursów negocjacji. Wiem, generalizowanie z zasady jest niewłaściwie. Wziąłem jednak udział w kilku i wierzcie mi, jedyne co z nich wyniosłem, to poczucie zmarnowanego czasu i pieniędzy. Moja rada na brak doświadczenia w prowadzeniu negocjacji? Zdobyć doświadczenie! Zabrzmiało głupio?! Zdradzę Wam więc mój mały sekret. Na początku mojej „kariery”, jako dwudziestoośmiolatek byłem najmniej doświadczonym prezesem w branży. Niemal wszyscy kontrahenci skwapliwie starali się to wykorzystać. Nie miałem wyboru, musiałem znacznie przyspieszyć zdobywanie doświadczenia. W prawdziwych negocjacjach naszym wrogiem są nerwy i presja na osiągnięcie zamierzonego, czasami nierealistycznego celu. W związku z tym, w pierwszych latach zarządzania stworzyłem sobie program ćwiczeń negocjowania „na prostej”.

Co to są negocjacje „na prostej”? Pamiętajcie, że naszym celem nadrzędnym jest zdobycie doświadczenia. Celem zaś ćwiczenia jest uzyskanie warunków lepszych od oferty pierwotnej. Negocjujemy coś zupełnie nam niepotrzebnego, tak aby nie było nawet cienia presji, np. handlujecie bielizną, a negocjujecie z hurtownią komputerową. Nieetyczne, niepoważne, niedorzeczne… być może, ale efektywne. Praktyka czyni mistrza!

Co należy wiedzieć o prawie w B2B przed przystąpieniem do negocjacji i przy zawieraniu umowy? Oto kilka podstawowych reguł:

  1. Wszyscy jesteśmy równi, niektórzy po prostu są więksi.
  2. Nie bój się!
  3. Jak sobie „pościelesz”, tak się „wyśpisz”.
  4. Niebo jest granicą.
  5. Umów należy przestrzegać.
  6. Siła wyższa nas rozgrzesza.

Co to znaczy w praktyce? Z wyjątkiem nielicznych regulacji, również pojawiających się na poziomie prawa wspólnotowego, relacje pomiędzy podmiotami biznesowymi są prawie niczym nieskrępowane. Fundamentalna w naszym systemie prawnym jest swoboda zawierania umów, a więc kształtowania swoich relacji z innymi podmiotami gospodarczymi. Prawo nie zajmuje się na przykład tym, ile ma kosztować firmę X kupiona w firmie Y para skarpet. Reguluje natomiast zasady weryfikowania poprawności wywiązania się przez strony z umowy, np.ze zobowiązania dostarczenia określonej liczby skarpet firmie X i otrzymania przez firmę Y umówionej zapłaty. Celem regulacji są więc nie warunki handlowe, a zagwarantowanie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego uczestniczącym w nim podmiotom. Umowy nazwane to np.umowa kupna-sprzedaży, kiedy prawo określa essentialia negotii, czyli minimalną zawartość (w tym wypadku: strony, przedmiot, cenę). Umowy nienazwane, to umowy na ogół regulujące obszary nieznane wcześniej lub hybrydowe.

Zawierając umowę należy pamiętać, że prawo NIE widzi wielkości firmy. W świetle prawa wszystkie podmioty są równe i powinny być tak traktowane. Zakaz zawierania umów jednostronnie korzystnych dotyczy sytuacji uprzywilejowania również podmiotu słabszego. Nie można więc zawrzeć umowy „niewolniczej”, według której X dostarcza coś Y za darmo / bez świadczenia zwrotnego. Zakazane jest zobowiązywanie się lub domaganie się przysłowiowej gwiazdki z nieba. Nie wolno zawierać również umów jawnie stojących w sprzeczności z dobrymi obyczajami.

W zawieraniu umów jesteśmy więc zdani na własną kreatywność i fantazję. Trudno mi jako prawnikowi wyobrazić sobie sytuację, w której nie byłbym w stanie spisać umowy konsumującej zdrowe negocjacje pomiędzy firmami. Negocjujcie więc w dobrej wierze i dla osiągnięcia biznesowego celu, a na pewno zmieścicie się w granicach prawa. Pamiętajcie jednak, że zawartych umów należy przestrzegać. Co
prawda, siła wyższa usprawiedliwia niewywiązanie się niemal z każdej umowy, ale dotyczy to zdarzeń występujących niezwykle rzadko, takich jak powódź, pożar czy grom z jasnego nieba.

Co powinna zawierać dobra umowa? Odpowiem przewrotnie: dobra umowa jest krótka i czytelna nawet dla laika. Jeżeli chodzi o spory odnośnie wywiązania się z umowy, to oprócz mediacji i arbitrażu, właściwą drogą pozostaje droga sądowa. Należy zwrócić się do właściwego rzeczowo (decyduje kwota roszczenia lub wartość przedmiotu umowy) i miejscowo sądu.

Zawarcie ugody przed pierwszą rozprawą ma skutek podobny do wyroku sądu, z tym, że każdy pokrywa własne koszty procesowe. W przypadku procesu koszty ponosi przegrany, a jeżeli wyrok jest proporcjonalny, np. pozywamy o 100 tys., a dostajemy 60 tys. – przegrany płaci 60% kosztów, my 40%.

Zgodnie ze starożytną zasadą, ciężar dowodowy spoczywa na tym, kto twierdzi, że coś miało miejsce, a nie na tym, kto przeczy. Tak jak papier bije kamień w popularnej zabawie, tak dokument „bije” świadka. To z kolei w połączeniu z ciągle aktualną, choć niezwerbalizowaną zasadą „jeden świadek, żaden świadek”, powinno skłaniać do zawierania umów na piśmie.

O procesie dowodzenia swoich racji przed sądem nie będę się rozwodził, gdyż to zagadnienie złożone. Zakładając jednak, że nie jesteś prawnikiem i z pomocy prawnika nie korzystasz, to najprostsze, co mogę Ci doradzić: przygotuj się, okazuj szacunek sądowi, słuchaj uważnie, mów jasno, bądź precyzyjny, przedstawiaj dowody, zachowuj się kulturalnie wobec strony przeciwnej, kontroluj emocje, nie udawaj prawnika, okaż gotowość do kompromisu.

W tym momencie czuję się trochę jak Ziemianin poproszony o pokazanie kosmicie naszej planety w 24 godziny. Niestety, nie ma prostych odpowiedzi, jeśli chodzi o prawo. Nie chodzi tu o ochronę interesów korporacyjnych czy wymądrzanie się. Po prostu, politycy przez lata psuli prawo i teraz nie ma już prawd objawionych i oczywistych oczywistości.

Ciąg dalszy za miesiąc.


Marcin A. Dobkowski – absolwent prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu.
W latach 2003-2008 prezes zarządu Browar Fortuna sp. z o.o. – członek BCC i SRB. Od 2008 roku interim menedżer specjalizujący się w zarządzaniu kryzysowym. Właściciel Genius Creations, współwłaściciel Madbooks.pl i Bookiatryk.pl.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #7. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)