eKomercyjnie.pl

Tłumaczeniami zajmujemy się od dawna – wywiad z Michałem Wiewiórem, ototlumaczenie.pl

tlumaczenia-logoWspółczesny człowiek szuka szybkości wszędzie. W pracy, w jedzeniu, w otrzymywaniu informacji, nie wspominając już o szybkości w działaniu. Cenimy sobie to, że z dowolnego miejsca na świecie jesteśmy w stanie „złapać” ważne dla nas dane, od bieżących wydarzeń światowych i lokalnych, po godziny otwarcia najbliższej pralni, nie wspominając już o znalezieniu budki z kebabem, w nagłej potrzebie. Szybkość się sprzedaje i jest inspiracją do tworzenia rzeczy nowych, bo skoro jest popyt, to należy tę lukę wypełnić. Michał Wiewiór, główny pomysłodawca serwisu otoTlumaczenie.pl, również postawił na szybkość. W tym konkretnym przypadku: szybkość w realizacji tłumaczeń, które tworzone są „na wczoraj”. W wywiadzie dla eKomercyjnie twórca projektu otoTlumaczenie.pl opowiada o swoich doświadczeniach.

Paulina Wawrzyczek (eKomercyjnie.pl): Skąd pomysł na taki e-biznes?

Michał Wiewiór (ototlumaczenie.pl): Z potrzeby. Prowadząc biuro tłumaczeń, dosyć często spotykaliśmy się z zapytaniami o tłumaczenie krótkich, kilkustronicowych tekstów z pilnym terminem realizacji – najlepiej tego samego dnia, w ciągu kilku godzin.

Ponieważ obsługa małych, pilnych zleceń nie wpisywała się w spektrum naszej typowej działalności (zajmujemy się większymi, bardziej złożonymi projektami z udziałem tłumaczy, techników, DTP-owców, czasami programistów i w końcu drukarni), pojawił się pomysł, aby zautomatyzować przekazywanie krótkich tekstów bezpośrednio do tłumaczy. W ten sposób oszczędzamy mnóstwo energii i czasu w zakresie obsługi. Jednocześnie zyskuje klient, który za znacznie niższą cenę otrzymuje błyskawiczną obsługę oraz realizację usługi z wykorzystaniem sprawdzonych przez lata współpracy fachowców.

Czym zajmowaliście się przed rozpoczęciem e-biznesu? Czy mieliście jakieś doświadczenie w e-commerce?

Od ponad dziesięciu lat prowadzimy firmę zajmującą się tłumaczeniami technicznymi, przetwarzaniem dokumentacji elektronicznej oraz pisaniem oprogramowania dla aplikacji biurowych. Od początku stawiamy na nowoczesne rozwiązania informatyczne i komunikację, bazująca na technologiach internetowych, ale e-commerce to dla nas nowy teren działania. otoTłumaczenie to nasz pierwszy krok na tym polu. Z drugiej strony samo przedsięwzięcie bazuje częściowo na zasobach, które gromadziliśmy przez lata – doskonałych specjalistach i doświadczeniu.

1

Ile osób pracowało przy projekcie na starcie, a ile teraz? Czym się te osoby zajmowały/zajmują? 

Na starcie byłem tylko ja. Po ukończeniu planów w firmie realizacją zajęło się dodatkowo kilku informatyków, ponieważ nie mogliśmy skorzystać z żadnego podobnego istniejącego rozwiązania na rynku. Wszystkie mechanizmy musieliśmy tworzyć od podstaw.

W jaki sposób dobieracie tłumaczy?

Dysponujemy grupą sprawdzonych przez lata tłumaczy, którzy dzięki nowej usłudze także zyskują – natychmiastowy dostęp do krótkich zleceń, na które mogą, ale nie muszą się decydować. Zależnie od potrzeby chwili.

Z jakim budżetem rozpoczynaliście działalność? Czy uważacie, że była to suma wystarczająca, czy nie?

Na stworzenie i uruchomienie serwisu potrzebowaliśmy kilkadziesiąt tysięcy złotych. Obecne wydatki dotyczą utrzymania serwisu i są niewielkie. Jednak należy pokreślić, że tak niskie koszty były możliwe tylko dlatego, że w ogromnej mierze mogliśmy oprzeć się na bazie działalności prowadzonej od wielu lat. Gdyby nie to, trudno określić ile kosztowałoby werbowanie i sprawdzanie potrzebnych do realizacji ludzi oraz ewentualnie popełniane przy tym błędy.

2

Ile czasu zajęło wdrożenie pomysłu do realiów internetowych? Co Was zaskoczyło pozytywnie i negatywnie w realizacji?

Najwięcej czasu zabrało nam planowanie. Od jakości planu zależało późniejsze tempo prac. Po paru miesiącach wszystkie kroki były już opracowane. Kilka następnych miesięcy zajęło wdrażanie oprogramowania i testowanie systemu.

Jeśli chodzi o pozytywne zaskoczenie – nie stało się nic, czego byśmy nie przewidzieli. Ruch w serwisie jest taki, jak mniej więcej zakładaliśmy i jesteśmy z tego zadowoleni. Negatywnie za to, i to po raz kolejny, zaskoczyły nas przepisy państwa polskiego. W trakcie wdrażania byliśmy zmuszeni modyfikować początkowe założenia. Ale to wynikało z naszej niewiedzy na początku. Za to zawsze się płaci.

Czym się zajmujecie? Co oferujecie?

Za pomocą serwisu otoTlumaczenie.pl można zlecić do tłumaczenia krótkie teksty (do 4 stron). Maksymalny czas oczekiwania na tłumaczenie wynosi 24 godziny. Zazwyczaj jednak dostarczamy gotowe teksty w ciągu 1-2 godzin (w dni robocze).

Tłumaczymy na i z języka polskiego w kombinacji z takimi językami jak angielski, niemiecki, rosyjski, francuski, hiszpański, włoski, ukraiński.

Jesteśmy w stanie przetłumaczyć do 100 stron dziennie w obrębie jednej pary językowej.

Do kogo skierowany jest Wasz e-biznes?

Mamy bardzo szeroką grupę docelową. Z usług otoTlumaczenie korzystają uczniowie, studenci, małe i większe przedsiębiorstwa, blogerzy, copywriterzy, startupy, ludzie prowadzący sklepy internetowe, wystawiający towary na Allegro, eBayu i innych zagranicznych aukcjach, pracownicy sezonowi zagranicą, rodacy przebywający obecnie na emigracji zarobkowej itp.

Biznes kierujemy do tych wszystkich, którzy mają potrzebę pilnego przetłumaczenia tekstu przez profesjonalnego tłumacza w krótkim czasie i bez przepłacania za tak zwany „ekspress”, jak ma to miejsce w przypadku niemal 100% polskich biur tłumaczeń.

3

Jak wygląda cała procedura przygotowania tłumaczenia? Ile wynosi przeciętny czas realizacji?

Tekst przygotowuje sam klient – wkleja go lub wpisuje do formularza na stronie naszego serwisu. Obecnie przyjmujemy teksty bez formatowania. Tekst trafia następnie do wybranego wolnego tłumacza, który zwykle od razu przystępuje do realizacji zlecenia. Po tłumaczeniu weryfikuje swój tekst i dostarcza do systemu, który informuje o tym klienta. Ze względów bezpieczeństwa nie przesyłamy tekstów ani plików mailem. Można je pobrać w swoim profilu na stronie otoTlumaczenie.pl.

Przeciętny czas realizacji zlecenia wynosi 1,5 godziny od momenty złożenia zamówienia i dokonania opłaty. Gwarantowany czas to < 24 godziny.

Reklamujecie się, że działacie całą dobę, siedem dni w tygodniu – czy można rozumieć, że Wasi pracownicy mają „dyżury”?

Nasi tłumacze to w znakomitej większości freelancerzy, czyli wolni strzelcy, z nienormowanym czasem pracy. Zawsze ktoś z nich jest wolny. Klienci mogą zlecać teksty 7 dni w tygodniu przez całą dobę. Oczywiście większe prawdopodobieństwo podjęcia tłumaczenia jest w ciągu dnia, a nie np. o godzinie 4 rano. Natomiast zawsze wyrabiamy się z gwarantowaną dostawą do 24 godzin w dni robocze od momentu dokonania zapłaty za zlecenie.

Chociaż serwis nie gwarantuje dostawy gotowego tłumaczenia w sobotę, niedzielę czy święta, to do tej pory wszystkie zlecenia były realizowane na czas pomimo dni wolnych od pracy.

Co tłumaczycie najczęściej? Zdarzyły się kiedyś jakieś nietypowe „perełki”?

Najczęściej tłumaczymy prace naukowe, ich streszczenia, artykuły, korespondencję handlową, oferty handlowe, umowy, wpisy na blogi w obcym języku, CV, listy motywacyjne i referencyjne, treści ogłoszeń, opisy produktów na aukcje internetowe. Tematyka jest bardzo różna – od oferty matrymonialnej, po wyciąg z pracy naukowej na temat wpływu marihuany na leczenie schizofrenii lub rozwoju przestępczości i agresji wśród nieletnich.

4

W jaki sposób wyceniania jest Wasza usługa?

Cena jest wyświetlana na stronie bezpośrednio po tym, jak klient wklei lub wpisze tekst do formularza. System podlicza znaki ze spacjami, stosuje zdefiniowaną stawkę i natychmiast podaje wycenę.

Co wyróżnia Was na tle konkurencji? Jakie są Wasze mocne strony?

Branżę tłumaczeń znamy na wylot. Pracowaliśmy na każdym możliwym stanowisku organizowanym w firmach tłumaczeniowych. Jesteśmy „praktykującymi” językoznawcami. Doskonale wiemy, na jakich tłumaczach możemy polegać. Współpracujący z nami ludzie to zawodowcy. Dla nich tłumaczenie jest zajęciem na pełny etat i sposobem na życie. To nie są przypadkowe osoby.

Tworząc serwis otoTlumaczenie, pamiętaliśmy o specyfice branży, w której mamy potężne doświadczenie. Nie jest to suchy, informatyczny twór. Dla nas ważny jest człowiek i umożliwienie mu wykorzystania drzemiącego w nim potencjału. Dzięki nowym technologiom pozwalamy mu omijać niektóre bariery. Oczywiste korzyści płyną dla obu grup: tłumaczy i odbiorców ich pracy.

Jakich metod reklamowych używacie najczęściej? Które Waszym zdaniem są najskuteczniejsze? W które warto zainwestować?

Na pewno od czasu do czasu warto zainwestować w płatne reklamy w Google’u czy na Facebooku. Ponadto, mimo otaczających nas nowoczesnych technologii, wciąż najbardziej niezawodnym kanałem promocji jest „marketing szeptany”: zadowoleni klienci polecają nas kolejnym potencjalnym klientom. Skuteczniejszej reklamy nikt jeszcze nie wymyślił.

Poza tym chętnie odwiedzanym miejscem w sieci jest prowadzony przez nas kącik porad, w którym przybliżamy klientom korzystającym z usług biur tłumaczeń specyfikę i problemy typowe dla tej branży. Artykuły na podobne tematy można znaleźć tutaj.

Jakie jest Wasze zdanie na temat promocji e-biznesu na portalach społecznościowych?

W serwisach społecznościowych drzemie ogromna siła. Prowadzimy własnego fanpage’a na Facebooku, na którym publikujemy ciekawostki, anegdoty i informacje dotyczące branży tłumaczeniowej. Obecnie trudno o szybszy dostęp do ogromnej liczby odbiorców. Sama strona WWW to dziś za mało. Pojawianie się w najtłumniej odwiedzanych miejscach w sieci, do tego każdego dnia, jak właśnie Facebook, to dziś zdecydowanie najefektywniejszy sposób zwracanie na siebie uwagi, czyli na nowoczesny marketing. Coraz mniej ludzi przegląda ogłoszenia w gazetach. Nie zwracamy już takiej uwagi jak kiedyś na listy stron podawanych przez wyszukiwarki. Bardziej ufamy temu, co polecą nam albo na co zwrócili uwagę nasi znajomi. A tych najgęściej znajdziemy właśnie na „fejsie”, na którym ludzie stają się aktywniejsi niż na co dzień. Trzeba z tego korzystać!

Dlaczego warto jest przenieść swój biznes do Internetu?

Odpowiedź jest prosta: wygoda i coraz większa aktywność potencjalnych odbiorców dotyczy właśnie funkcjonowania w Internecie. Dlatego tam łatwiej ich spotkać, niż fizycznie w drzwiach własnego biura.

5

Gdybyście mogli zacząć raz jeszcze, ale wyposażeni w doświadczenie, które już zdobyliście, co zrobilibyście inaczej?

Podobnie jak większość osób, które rozpoczęły jakąś działalność i już po upływie niedługiego czasu jest tego samego zdania: nie czekałbym tak długo z uruchomieniem serwisu. Być może uruchomiłbym usługę w wersji 1.0 i słuchał opinii klientów, aby poprawić ewentualne błędy. Czekaliśmy, aż powstanie kompletny system i gotowa platforma z wszelkimi zaplanowanymi funkcjonalnościami. Nie chcieliśmy wypuszczać usługi, która by nas w 100% nie zadowalała. Stąd dość długo trwał początkowy proces. Możliwe, że lepiej byłoby go wtedy skrócić.

Jakie są Wasze plany na przyszłość? W jaki sposób chcecie się dalej rozwijać i ulepszać swoją markę?

W planach mamy jeszcze sporo zmian w działaniu samego serwisu. Ponadto istnieje jeszcze wiele dodatkowych funkcjonalności, które można by dodać, a które ułatwiłyby bądź usprawniły proces składania zleceń, także ich realizacji. W skrócie: to, co w tej chwili działa bardzo dobrze, może działać jeszcze lepiej i efektywniej, tak że produkt „otoTlumaczenie” na pewno będzie podlegał ewolucji i z każdą zmianą będzie produktem dojrzalszym i bardziej atrakcyjnym.

fotoMichał Wiewiór – z wykształcenia językoznawca, absolwent germanistyki i niderlandystyki, hobbysta językowy. Od kilkunastu lat prowadzi z bratem firmę zajmującą się tłumaczeniami technicznymi i tworzeniem oprogramowania dla aplikacji biurowych. Główny pomysłodawca projektu otoTlumaczenie.pl. Prywatnie mąż i ojciec, zapaleniec off-roadu.

Autor wpisu

2 komentarzy do tekstu

  1. 1) Nieintuicyjny front-end. Przy wydaniu kilkudziesięciu tysięcy (jak w art.) to niewygoda strony jest przerażająca…

    2) Gdzie taka prosta informacja jak cena za stronę? Zanim można się tego dowiedzieć trzeba wkleić tekst do kreatora wyceny = czas na otwieranie dokumentu, kopiowanie, wklejanie. Czyżby więc celowo ukryto cenę z pierwszego planu? (odp. w pkt 3)

    3) Tak, bo mamy do czynienia z drożyzną 40 zł za 1 str. ze spacjami. Rozumiem, że w tym jest cena za ekspress, ale nie ma opcji bez ekspresu (np. na jutro lub za 2 dni), więc nawet zwykłe tłumaczenie się przepłaca.

    Odpowiedz ↓

    1. Już odpowiadam, Panie Robercie:

      1) większość budżetu pochłoneły prace nad funkcjonowaniem serwisu. Zgadzam się, że interfejs mógłby być nieco bardziej przyjazny. Obecnie pracujemy nad nową wersją otoTlumaczenia.pl. Mam nadzieję, że ona spełni Pana oczekiwania.

      2) serwis otoTlumaczenie.pl dostarcza tłumaczeń w różnych parach językowych; dla różnych par obowiązują różne ceny i nie jesteśmy w stanie podać jednej ceny za “po prostu” tłumaczenie strony tekstu

      absolutnie nie ukrywamy ceny :) przecież są widoczne natychmiast po wklejeniu tekstu

      ale bardzo dziękuję za Pana wskazówkę; być może warto podać zakres cen na pierwszej stronie, aby zaoszczędzić czas osób zainteresowanych

      3) działamy w branży tłumaczeniowej od ponad 15 lat i dosyć dobrze orientujemy się na rynku i proszę mi wierzyć, że jest to bardzo korzystna cena, jeżeli szuka Pan tłumaczeń wykonanych przez doświadczonych tłumaczy a nie ludzi, którzy dopiero się kształcą, aby zdobyć szlify tłumacza

      Zapewniam Pana, że w tej cenie nie ma dopłaty za ekspres. Wyłącznie dzięki temu, że mamy długoletnie doświadczenie i wspaniałe kontakty z profesjonalnymi tłumaczami, mogliśmy obniżyć cenę do 32,50 PLN netto (jesteśmy VATowcami) za stronę.

      Niższa cena mogłaby być jedynie wtedy, gdybyśmy przenieśli biznes za granicę. Być może warto się nad tym zastanowić, pomijając patriotyczne pobudki.

      Raz jeszcze dziękuję za część z konstruktywną krytyką. Na pewno weźmiemy ją sobie do serca.

      Pozdrawiam serdecznie,
      Michał Wiewior
      otoTlumaczenie.pl

      Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

Pokaż Swój Sklep [PSS]: Monika Sumera, ergonauta.pl

ergonauta.plErgonomia środowiska pracy to niezwykle ważne zagadnienie, na które w obecnych czasach kładziemy coraz większy nacisk. Zwróciła na to uwagę również Monika Sumera. Jak sama mówi: „Branża ergonomii stanowiska pracy była mi bliska ze względu na charakter pracy, jaki wykonywałam. Kilkanaście godzin dziennie, jakie często musiałam spędzić przed komputerem sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak taka praca wpływa na moje zdrowie.” Co się okazało: tematyka ta była nie tylko rozwojowa, ale i związana ze swoistą niszą, która aż prosiła się o to, by ją zapełnić. Tak narodził się sklep ergonauta.pl, którego dziś rozbieramy „na części” w wywiadzie Pokaż Swój Sklep.

W wywiadach z serii Pokaż Swój Sklep (PSS) staramy się regularnie promować sklepy internetowe z różnych branż, zaś odpowiedzi naszych rozmówców przy okazji pomagają też osobom, które dopiero rozważają start w e-handlu. Wszystkich, którzy chcieliby opowiedzieć nam o swojej działalności zapraszamy do kontaktu z redakcją.

Paulina Wawrzyczek (eKomercyjnie.pl): Dlaczego zdecydowałaś się uruchomić sklep internetowy?

Monika Sumera (ergonauta.pl): Przed uruchomieniem sklepu moja praca polegała na spędzaniu wielu godzin dziennie przed komputerem. Zainteresowanie tym tematem zaczęło się przede wszystkim od własnych potrzeb stworzenia komfortowego i zdrowego stanowiska pracy. Na polskim rynku nie było sklepu oferującego ergonomiczne akcesoria i meble, a osób potrzebujących takich produktów jest coraz więcej. Bóle kręgosłupa, karku czy nadgarstków to był także nasz problem. Więc wspólnie ze znajomym specjalistą od projektów marketingowych wpadliśmy na pomysł sklepu.

1

Czym zajmowałaś się przed uruchomieniem sklepu?

Z wykształcenia jestem specjalistą ds. marketingu i w tej dziedzinie pracowałam. Miałam styczność zarówno z wielkimi korporacjami, jak i z mniejszymi firmami. Zdecydowałam się na bardziej kameralne towarzystwo i przez ponad rok przed uruchomieniem sklepu, pracowałam przy rozwoju popularnego serwisu internetowego. To doświadczenie dało mi wiedzę w zakresie tworzenia i zarządzania projektami internetowymi.

2

Ile trwało uruchomienie sklepu?

Od pomysłu do uruchomienia sklepu około 5 miesięcy. Najwięcej zajęło dostosowywanie sklepu do naszych potrzeb i oczywiście uzupełnianie oferty, a także szukanie dostawców i produktów.

Dlaczego wybrałaś właśnie tę branżę?

Branża ergonomii stanowiska pracy była mi bliska ze względu na charakter pracy, jaki wykonywałam. Kilkanaście godzin dziennie, jakie często musiałam spędzić przed komputerem sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak taka praca wpływa na moje zdrowie. Nie znalazłam wówczas zbyt wielu produktów poza fotelem biurowym, więc postanowiłam szerzej zgłębić ten temat i okazało się, że ergonomia to bardzo rozwojowa dziedzina.

3

Jaki asortyment znajduje się w Twoim sklepie?

Są to ergonomiczne akcesoria do pracy przy biurku, jak podkładki żelowe, podnóżki, podstawy pod laptopa czy dokumenty. W ofercie znajdują się także ergonomiczne fotele i krzesła biurowe. Są to produkty, które mają sprawić, że praca przy biurku będzie bardziej komfortowa, mniej męcząca, a tym samym także bardziej efektywna i bezpieczna.

Jakim budżetem dysponowałaś na początku e-handlowej działalności?

Kwota, która była potrzebna, to około 20 tys zł. W dużej części została ona przeznaczona na dostosowanie sklepu od strony graficznej i technicznej. Pozostała część została zainwestowana w towar.

5

Czy zdecydowałaś się na gotową platformę sklepową czy stworzyłaś własną?

Po długiej analizie zdecydowaliśmy się na gotowe rozwiązanie, zaproponowane przez firmę IAI. Do tej pory z tego korzystamy i jesteśmy zadowoleni. Oczywiście, wybrany został model, który w dużym stopniu pozwolił na modyfikację i dostosowanie go do naszych potrzeb. Pochłonęło to sporo czasu i finansów, ale było warto.

Ile zamówień pojawiło się w Twoim sklepie w pierwszym dniu/tygodniu po starcie?

Pierwsze zamówienia pojawiły się po kilku dniach. Uważam, że to sukces przede wszystkim dlatego, że start był ponad 5 lat temu, a ta branża była wówczas bardzo niszowa. Z początku były to pojedyncze zamówienia, ale z upływem czasu oraz dzięki działaniom reklamowym, zwiększających świadomość klientów, zamówienia wpadały już regularnie.

6

Jakie działania marketingowe są najbardziej skuteczne w Twoim sklepie/w przypadku tego asortymentu?

Na początku skupiliśmy się bardzo na tym, aby pokazać klientom, że takie produkty w ogóle istnieją i są łatwo dostępne. Co więcej, ergonomiczne stanowisko zapewnia polskie prawo pracy. Kampanie informacyjne dały nam dużo zainteresowania ze strony klientów oraz późniejsze zamówienia. Aktualnie najlepsze dla sklepu są działania związane z dobrą obsługą klienta. Naszą siłą okazują się klienci, którzy wracają oraz polecają sklep znajomym czy współpracownikom. Oczywiście, korzystamy z innych typowych działań marketingowych, jak obecność w porównywarkach, kampanie banerowe itp.

7

Gdybyś miała teraz robić swój e-sklep, to co zrobiłabyś inaczej?

Sądzę, że teraz byłoby nam dużo trudniej. Ergonomia stała się popularnym tematem, bo rynek szybko wychwytuje każdą niszę, a produkty są już w wielu innych sklepach. Pojawiły się też kopie naszego sklepu. Teraz potrzeba większych środków na marketing i reklamę i  na tym skupiłabym się bardziej od samego początku. Poza tym w ciągu 5 lat bardzo wiele się zmieniło, dostępne są nowe narzędzia reklamowe, większą rolę odgrywają serwisy społecznościowe. Myślę jednak, że mimo doświadczenia i wiedzy, uruchomienie sklepu, który odniesie sukces, byłoby teraz dużo większym wyzwaniem.

fotoMonika Sumera – z wykształcenia specjalista ds. marketingu. W praktyce od kilku lat skupia się ma marketingu w sieci oraz zagadnieniach e-commerce. Prywatnie jej pasją jest rysunek oraz zgłębianie technik kroju i szycia.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

Co trzeba wiedzieć płacąc kartą w Internecie?

logoWedług danych PayU* 4 na 10 kupujących w sieci skorzystało w ciągu ostatniego roku z płatności kartą online. W porównaniu do najchętniej wybieranej metody płatności w Internecie, czyli szybkiego e-przelewu, plastikowy pieniądz nie cieszy się jednak dużą popularnością. Wiele osób nie wie np., że transakcje kartowe, jako jedyne, chroni mechanizm chargeback, a za e-zakupy można zapłacić również zwykłą kartą debetową, nie tylko kredytową.

Według danych przedstawionych w raporcie netB@nk Polacy mają w portfelach ponad 27 mln kart debetowych oraz  6,3 mln kart kredytowych (dane za I kw. 2013 r.) Podczas, gdy z miesiąca na miesiąc przybywa kart płatniczych wydawanych do rachunku bankowego, to ilość „kredytówek” posiadanych przez Polaków topnieje –  od grudnia 2009 roku zanotowano 42 proc. spadek w tym obszarze. Przyczyn tego zjawiska, zdaniem Pawła Widawskiego ze Związku Banków Polskich, należy upatrywać zarówno po stronie wydawców kart, jak i konsumentów – ci ostatni ograniczając kredytowanie i tnąc konsumpcję pozbywają się droższych  (pod względem utrzymania) kart kredytowych.

Nie bez znaczenia był w tym przypadku również wzrost zagrożonych kredytów na kartach kredytowych, co jest wynikiem braku odpowiedniej edukacji posiadaczy kart kredytowych w momencie pojawienia się ich na rynku w 2009 r. Dziś skutkuje to, niesłusznie, ograniczonym zaufaniem do płatności kartowych, m.in. w Internecie. Potwierdzają to dane firmy PayU, krajowej instytucji płatniczej. Okazuje się, że płatności kartą w sieci są w Polsce mniej popularne niż za granicą, gdzie w wielu krajach stanowią najchętniej wybieraną metodę finalizacji zamówienia.

Obecnie najczęściej wybieraną metodą płatności w polskim Internecie jest szybki e-przelew, wykonywany bez konieczności ręcznego wypełniania formularza przelewu przez kupującego. W ten sposób w ciągu ostatniego roku płaciło 89 proc. kupujących online, podczas gdy karty użyło w tym czasie 40 proc. badanych osób. Jednym z czynników, który na to wpływa może być brak wiedzy na temat tego, że za zakupy internetowe można zapłacić nie tylko kartą kredytową, ale również zwykłą debetową, jaka jest wydawana niemal do każdego rachunku bankowego – mówi Wojciech Czajkowski, dyrektor zarządzający PayU SA, instytucji płatniczej współpracującej m.in. z platformą allegro.

Większość Polaków wciąż jednak kojarzy katy kredytowe jako te pozwalające na płatność przez Internet, a debetowe jako narzędzie do płatności w sklepie stacjonarnym lub wypłaty gotówki z bankomatu. Wynikać to może z funkcjonującego do nie tak dawna rozróżnienia na karty wypukłe oraz wklęsłe – dodaje Paweł Widawski,  Dyrektor ds. Systemów Płatniczych i Bankowości Elektronicznej w Związku Banków Polskich.

Na pewno potrzebna jest większa edukacja w tym zakresie tak, aby ilość transakcji kartowych w Internecie i nie tylko wzrastała. Jest to zadanie tak dla Organizacji Kartowych, Banków wydających karty, Agentów Rozliczeniowych, jak i samych sklepów. Warto zacząć od przewodnika po tym, jak wygląda płacenie kartą
w Internecie.

Rodzaje kart płatniczych – którą zapłacimy za zakupy w sieci?

Na rynku kart płatniczych funkcjonuje kilka rodzajów plastikowego pieniądza:

  • Karta debetowa – wydawana przez bank, w którym posiadamy rachunek. Korzystając z karty wydajemy fundusze już zgromadzone na koncie, które jest natychmiast obciążane sumą wydatków.
  • Karta kredytowa – w tym przypadku korzystamy z limitu kredytowego przyznanego nam przez bank. Zadłużenie można spłacić pod koniec okresu rozliczeniowego lub rozłożyć w czasie, licząc się wtedy z koniecznością opłacenia odsetek.
  • Karta pre-paid (przedpłacona)– karta zasilona określoną kwotą pieniędzy, niepowiązana z żadnym rachunkiem bankowym. Służy do wypłat gotówki lub płatności na określoną sumę. Jest niespersonalizowana, może nią płacić każdy, kto podpisze się jako jej użytkownik.
  • Karta obciążeniowa – łączy cechy karty kredytowej oraz debetowej, jest powiązana z kontem bankowym, z którego regularnie pobierane są środki na spłatę zadłużenia.

Wybierając się na zakupy internetowe możemy płacić niemal wszystkimi rodzajami kart, także płaskimi, bez wypukłych elementów i co warte podkreślenia, jest to bardzo szybka płatność.

 – Płatność kartą w sieci trwa zaledwie kilka sekund, a sprzedający od razu otrzymuje potwierdzenie zapłaty, dzięki czemu szybciej może przystąpić do realizacji zamówienia. Faktyczne przekazanie środków może nastąpić dopiero po jakimś czasie, jednak autoryzacja karty odbywa się natychmiastowo i jest wystarczająca, by zapewnić sklep o tym, że klient dokonał płatności – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Dyrektor ds. Produktów i Usług Płatniczych PayU SA.

Warto też wiedzieć, że transakcje kartowe angażują kilka podmiotów – kupującego, sklep, bank wydający kartę oraz centrum rozliczeniowe.– Nasze Centrum Kartowe odbiera dane i koordynuje kolejne etapy autoryzacji transakcji. Pośredniczymy tym samym pomiędzy sklepami i serwisami internetowymi (akceptantami płatności kartowych) a bankami-wydawcami kart płatniczych Visa i MasterCard. Efektem dokonania autoryzacji jest przekazanie do sklepu lub serwisu wiarygodnej informacji o tym, że na rachunku karty zabezpieczone zostały środki na pokrycie płatności za zakupione towary lub usługi – wyjaśnia Joanna Pieńkowska-Olczak.

CVV2, CVC2, SSL, PCI-DSS – by było bezpiecznie

Bezpieczeństwo transakcji kartowych regulują międzynarodowe standardy, takie jak chociażby certyfikat Payment Card Industry Data Security Standard (PCI-DSS), ustalony przez organizacje płatnicze (Visa, Mastercard) w celu ochrony danych posiadaczy kart. Kupujących w sieci chroni również dodatkowa metoda autoryzacji transakcji, czyli 3D Secure, która identyfikuje właściciela karty przy użyciu dodatkowego, najczęściej jednorazowego hasła wygenerowanego przez token lub otrzymanego SMS-em.

Jednym z częściej spotykanych zabezpieczeń transakcji wykonywanych przy użyciu kart jest wymóg podania kodu CVV2 / CVC2. Są to 3 cyfry, które można znaleźć na karcie przy polu podpisu – wyjątkiem są karty American Express, w przypadku których kod stanowią 4 cyfry umieszczone nad numerem karty. O podanie kodu CVV2 / CVC2 możemy być proszeni podczas dokonywania zakupu na etapie wpisywania danych karty (takich jak numer czy data ważności). To proste zabezpieczenie ma na celu sprawdzić, czy dany klient rzeczywiście jest posiadaczem fizycznej karty, czy dysponuje tylko jej danymi.

Strona logowania, na której podajemy dane karty musi być zabezpieczona specjalnym protokołem szyfrującym SSL, który zapobiega przechwyceniu wpisywanych danych przez osoby trzecie. Logując się na bezpiecznej stronie zauważymy skrót „https” w miejscu zwykłego „http” oraz dodatkowo symbol kłódki lub zielone pole w pasku adresu.

Reklamacja chargeback

Jak wskazuje Paweł Widawski ze Związku Banków Polskich – Konsumenci szybko pozyskują wiedzę na temat korzystnych dla nich aspektów płatności kartami, takich jak np. procedura chargeback. Karta traktowana jest także jako bezpieczny instrument. Pamiętajmy, iż ilość oszustw kartowych w Polsce jest dziesięciokrotnie niższa niż średnia unijna.

Wspomniany mechanizm chargeback, czyli tzw. obciążenie zwrotne, jest bardzo istotnym gwarantem bezpiecznych transakcji kartowych w sieci i nie tylko. Zabezpieczenie to pozwala na odzyskanie pieniędzy w przypadku, gdy nie otrzymamy zamówionego przedmiotu lub usługi, za które zapłaciliśmy lub też, gdy towar lub usługa nie zgadza się z warunkami przedstawionej wcześniej oferty. To bank, jako wydawca karty, jest w takiej sytuacji zobowiązany zwrócić środki na nasze konto w przypadku, gdy transakcja nie pójdzie po naszej myśli.

W sezonie wakacyjnym o chargebacku powinny pamiętać szczególnie osoby kupujące wycieczki w biurach podróży – płacąc kartą maksymalnie zabezpieczamy się przed ewentualnym bankructwem biura czy wykonaniem usługi niezgodnie
z warunkami zakupu.

W przypadku niezgodności warunków pobytu z opisem, by skorzystać z reklamacji chargeback w celu odzyskania wpłaconej kwoty za wycieczkę, należy zrezygnować
z pobytu i zażądać od biura podróży zwrotu pieniędzy. Jeśli biuro odmówi zwrotu, wtedy ratuje nas właśnie chargeback. Natomiast w przypadku bankructwa biura podróży proces chargeback można zastosować dopiero, jeśli zabraknie pieniędzy na wypłaty odszkodowań z Funduszu Gwarancyjnego lub ta wypłata będzie niepełna

– informuje Joanna Pieńkowska-Olczak z PayU.

Procedura chargeback może być uruchomiona zarówno w przypadku płatności kartą przez terminal w sklepach tradycyjnych, jak i przez internet i dotyczy wszystkich rodzajów kart. Zgłoszenie, które składa się w banku – wydawcy karty powinno zawierać dane dotyczące transakcji, m.in.: dane osobowe, oznaczenie karty płatniczej, kwotę, datę transakcji oraz uzasadnienie wszczęcia procedury.

*Badanie zostało wykonane w dniach 05 – 12 marca 2013 r. metodą CAWI na zlecenie PayU SA. Grupę badawczą stanowiło ponad  tysiąc użytkowników platformy handlowej Allegro deklarujących dokonywanie zakupów także w sklepach internetowych poza platformą

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)