eKomercyjnie.pl

Uwolnić Cenę: Case-study kampanii mailingowej w sklepie Morele.net

Czy pojedyncze narzędzie sprzedaży może mieć markę podobnie jak firma czy produkt? Przed wami małe case-study stałej kampanii mailingowej prowadzonej przez nasz sklep – Morele.net, której efekty okazały się bardzo zadowalające.

Badanie gruntu

Zawsze jest dobrze przyjrzeć się, jak w dziedzinie, którą chcemy zawojować radzi sobie konkurencja. Przeglądając newslettery dużych sklepów internetowych sprzedających elektronikę użytkową, można dojść do wniosku, że chociaż wiele z nich stosuje podstawowe zasady dobrego (czyli takiego, w którym nie popełnia się rażących błędów) e-mail marketingu, to tylko kilka ma pomysł na wyróżnienie swoich biuletynów i go realizuje.

Sklepy będące przedłużeniem dużych sieci stacjonarnych stosują mailing jako kolejny sposób dystrybucji swoich gazetek promocyjnych (co zresztą ma sens), inne je naśladują lub traktują newsletter jak śmietnik, do którego bez większego zastanowienia wrzuca się co lepiej sprzedające się produkty. Jeszcze gorzej, jeśli klient pod krzykliwymi nagłówkami „Promocja, Obniżka 30%, Najlepsza oferta” znajduje nie do końca odpowiadającą im rzeczywistość. Podczas sprawdzania newsletterów konkurencji okazywało się, że prosta operacja weryfikacji ofert w porównywarce cenowej odsłaniała ich słabości i nieadekwatność do tego, co obiecywała szumna grafika w wiadomości.

Nie chcąc powielać tych błędów, zainspirowani sukcesem zakupów grupowych przystąpiliśmy do tworzenia własnej formy komunikacji mailowej do naszych klientów.

Założenia

Przygotowując koncepcję naszego mailingu, który miał być wysyłany do całej bazy adresowej (nie chodzi tu o newslettery targetowane do poszczególnych segmentów klientów, jest to osobny temat), postanowiliśmy bezwzględnie trzymać się kilku podstawowych założeń:

1. Oferta powinna przyciągać oko i działać na potrzebę okazji za pomocą prostego, dominującego przekazu, jakim jest… obniżka ceny.

Wyszliśmy z założenia, że nasz sklep ma opinię taniego, a nasi klienci mają w zdecydowanej większości rozeznanie, co jest atrakcyjną ofertą, a co nią nie jest – należało to wykorzystać.
Aby produkt mógł być umieszczony w biuletynie, jego cena musi być odpowiednio niższa od cen konkurencji procentowo lub kwotowo, obniżka powinna być powyżej 20%. Stąd też nazwa serii – Uwolnić Cenę. Ponumerowanie „odcinków (czyli kolejnych newsletterów) daje poczucie ciągłości i zapada w pamięć użytkownikom.

2. Rabat udzielany jest już od jednej z najniższych cen na rynku za pomocą kodu rabatowego.

Nie chcieliśmy stosować polityki sztucznego zawyżania ceny i potem dawania rabatu w wysokości 70%. Profil użytkownika zakupów grupowych jest nieco inny, niż profil naszego klienta, dlatego powielanie ich rozwiązań nie miało sensu. Kod rabatowy umożliwia zakup tylko jednego produktu ze zniżką w zamówieniu. Pozwala to na uniknięcie zamówień hurtowych, które przy atrakcyjnych cenach mogłyby być składane
przez konkurencję.

3. Slogan reklamowy musi być zawsze adekwatny do tego, co oferujemy.

Jeżeli deklarujemy, iż produkt jest 20% tańszy od konkurencji, to musimy być pewni, że zainteresowany klient nie znajdzie oferty, która jest droższa od naszej tylko o 10%. Typowy klient sklepu internetowego potrafi skorzystać z porównywarki, przeszukać Internet i strony konkurencji w celu weryfikacji naszej prawdomówności :). Byliśmy pewni, że w wypadku nawet delikatnego „minięcia się” z prawdą zostaniemy zasypani negatywnymi komentarzami i mailami.

4. Seria mailingów powinna mieć tę samą nazwę i za każdym razem wykorzystywać ten sam szablon.

Zrezygnowaliśmy z przyciągającej oko grafiki na rzecz bardzo prostego szablonu, który miał spełniać jedynie podstawowe zadania: przedstawić kod promocyjny, zdjęcie, cenę i kilka podstawowych cech oferowanego produktu. Żadnych zbędnych wodotrysków. Przyświecała nam idea prostoty i funkcjonalności. Pozwoliło nam to również na maksymalne zoptymalizowane tego jednego szablonu pod różne programy
pocztowe.

Łatwo dla całej koncepcji wystosować zarzut, że nie sztuką jest sprzedać za pół darmo i że niejeden sklep internetowy już przejechał się na jakże skomplikowanej strategii „CCC” (Cena Czyni Cuda). Jednak przy budowaniu tego narzędzia chcieliśmy rozwiązać problem, z którym może borykać się wiele e-commerce’ów. Przy witrynie składającej się z kilkudziesięciu tysięcy stron i bardzo szerokiej ofercie produktowej, nie zawsze łatwo jest dotrzeć do klienta ze swoją super-hiper-mega ofertą w sposób przekonywujący, nawet jeśli owa oferta rzeczywiście taką jest.

Można popracować nad jej widocznością (wypozycjonowanie na liście produktów w kategorii, bannery na swoich stronach, post na Facebooku czy droga kampania display`owa), jednak z doświadczenia już wiemy, że żaden z kanałów komunikacji nie daje takiego oddźwięku, jak mailing – bezpośrednie wezwanie do działania. Inne kanały są też zazwyczaj bardziej problematyczne; nie będę tu wyjaśniał dlaczego, bo w każdej organizacji wygląda to inaczej – w naszej firmie, w której stworzenie i wysłanie mailingu zajmuje kilka minut i nie obciąża infrastruktury informatycznej, naturalnym wyborem była właśnie ta forma komunikacji. Postanowiliśmy zatem zainwestować w markę kanału, jakim jest newsletter. To proste – nasz newsletter ma być odbierany jako prawdziwy skarbiec okazji, podobnie jak to stało się z zakupami grupowymi. Klient musi po prostu wiedzieć, że otwierając naszą wiadomość znajdzie tam coś ciekawego.

Efekty

Od pierwszego odcinka, który okazał się dużym sukcesem sprzedażowym, mieliśmy nadzieję na zwiększenie parametrów określających skuteczność mailingu, a więc open rate (współczynnik maili otwartych w stosunku do wysłanych) oraz CTR (stosunek otwartych maili do ilości odwiedzin wygenerowanych przez mailing w ciągu dwóch dni). O współczynnik konwersji nie musieliśmy się martwić dzięki restrykcyjnej selekcji ofert.

Wzrost obu współczynników był nierównomierny. O ile OR wzrósł o zaledwie kilka procent, o tyle odwiedzin odnotowujemy o 1/3 więcej, niż na początku projektu. Należy przyznać, że nasze oczekiwania względem tych współczynników były większe. Wniosek jest taki, że samą jakością (czy wartością dla klienta) newslettera może nie udać się znacznie poprawić parametrów – potrzebne są tu dodatkowe działania na stronie internetowej sklepu i poza nią.

Kolejne odcinki serii Uwolnić Cenę wzbudzały żywe zainteresowanie klientów (wyrażane na Facebooku, którego używaliśmy jako papierek lakmusowy atrakcyjności oferty oraz w mailach do Działu Obsługi Klienta, w których coraz częściej zaczęły pojawiać się zapytania, kiedy pojawi kolejny odcinek i sugestie, co mogłoby się w nim znaleźć :)), a ich skuteczność przekroczyła nasze oczekiwania.

Najlepszy do tej pory odcinek wygenerował ponad 1000 leadów sprzedażowych, z czego ok. 10% zostało stworzonych przez nowe konta/nowych użytkowników – wiadomość o promocji rozeszła się wirusowo (tematy dotyczące promocji pojawiały się na forach internetowych i tablicach FB, nie tylko naszych fanów)… Taki nagły napływ zamówień był niezłym sprawdzianem skalowalności naszego magazynu. Jak widać, poza osiągniętym celem sprzedażowym, udało się nam pozyskać sporą liczbę nowych klientów.

Co uzyskaliśmy?

Udało się nam stworzyć bardzo skuteczne narzędzie do szybkiego komunikowania promocji i okazji (przy tym właściwie nie generujące żadnych kosztów). Narzędzie, które wzbudza pozytywne skojarzenia wśród klientów, pozwala na wyróżnienie się na tle konkurencji, zaktywizowanie fanów na Facebooku. I co najważniejsze – nasz mailing ma własną markę. Musimy uważać, aby jej nie zepsuć i dbać o jej renomę.
Możemy też zacząć używać jej do pozyskania nowych klientów.

Product managerowie w firmie zaczęli poszukiwać produktów mogących spełnić wytyczne do umieszczenia w serii, a przedstawiciele producentów w ciężkich dla siebie chwilach, jakimi są często końcówki kwartałów i innych okresów rozliczeniowych, zaczęli kojarzyć możliwość dobicia do targetu dzięki szybkiej sprzedaży w morele.net (o ile zagwarantują odpowiednie warunki). Tutaj kluczowy dla użyteczności narzędzia okazał się krótki czas, w jakim można zorganizować i wyemitować promocję.

Błędy i zagrożenia…

Niestety, przy całym projekcie nie udało się nam wystrzec kilku błędów. Do największych trudności, przynajmniej w początkowej fazie emisji serii „Uwolnić Cenę”, należało oszacowanie popytu. Jeżeli okazywało się, że po mailingu zostawało nam nieco towaru, to nic złego się nie działo. Ale gdy przytrafiło się, iż nie doceniliśmy atrakcyjności oferty i nasz stock był za mały w stosunku do napływających zamówień, musieliśmy przedwcześnie wyłączyć kod rabatowy, co zdenerwowało wielu klientów. Promocja (zwłaszcza jeśli wpadła nam w oko), z której nie możemy skorzystać, działa irytująco, zmniejsza zaufanie do firmy i zniechęca do dalszego śledzenia jej poczynań marketingowych. Od czasu mailingu, po którym nie mogliśmy całkowicie pokryć zapotrzebowania, zaczęliśmy puszczać dzień przed główną wysyłką mailing monitujący do niewielkiej grupy klientów i na podstawie jego statystyk określać spodziewaną sprzedaż. Sposób okazał się skuteczny i pozwolił na uniknięcie problemów. Należy o tym pamiętać, ponieważ każdemu przytrafiają się błędy i nawet doświadczony product manager może zawyżyć lub nie docenić atrakcyjności danej oferty.

Podsumowanie

Wszystkim w branży internetowej powinno zależeć na podniesieniu jakości newsletterów. Sukces jednej firmy może być sukcesem całej branży – im więcej klientów przekona się, że w swej skrzynce pocztowej może znaleźć coś naprawdę wartościowego, tym lepiej będą odbierane maile wszystkich firm. Z tą też
intencją został napisany ten artykuł. Oczywiście każda branża rządzi się swoimi prawami i nie chodzi o powielanie schematów. Najważniejsze jest mieć dobry pomysł i konsekwentnie go realizować.

Jesteśmy dopiero w połowie drogi, ale mamy nadzieję, że dalej będziemy w stanie rozwijać i udoskonalać tę serię newsletterów, a także tworzyć nowe. Być może, gdzieś w przyszłości, dobrym pomysłem mógłby być szerszy marketingowy przekaz, mający na celu wypozycjonowanie sklepu internetowego jako miejsca z okazjami, a nie posługiwanie się okazjami jako dodatkiem do podstawowej działalności?

Wojciech Pawlik – kierownik działu marketingu w sklepie internetowym morele.net. Wcześniej zajmował się SEM-em. Z wykształcenia kulturoznawca i polonista (UJ), stara się wprowadzać pierwiastek humanistyczny do ścisłego świata analizy liczbowej w reklamie internetowej. Pasjonuje się historią oraz socjologią, zwłaszcza tymi jej działami dotykającymi zagadnień poznawczych i reklamy.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #11. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Pokaż Swój Sklep [PSS]: Paweł Tyrakowski, Kelman.pl

W wywiadach z serii Pokaż Swój Sklep (PSS) staramy się regularnie promować sklepy internetowe z różnych branż, zaś odpowiedzi naszych rozmówców przy okazji pomagają też osobom, które dopiero rozważają start w e-handlu. Wszystkich, którzy chcieliby opowiedzieć nam o swojej działalności zapraszamy do kontaktu z redakcją. Tym razem na pytania odpowiedział Paweł Tyrakowski – Kierownik sklepu internetowego Kelman.pl.

Dlaczego zdecydowaliście się na działalność w sieci?

Uznajemy ten kanał sprzedaży za niezwykle rozwojowy, który cały czas się zmienia. Można bez wahania powiedzieć, że żyje własnym życiem, wychodząc poza ramy handlu tradycyjnego. Cechy te są istotne dla osób, które pragną rozwoju, wytyczania własnych, nowych celów i ciągłego podwyższania sobie poprzeczki. W salonach tradycyjnych nie da się zrobić tak dużo jak w internecie, a przynajmniej nie tak niskim kosztem. Można bowiem dobudować nową powierzchnię, przeprowadzić remont, zmienić wystrój lub aranżację. Możliwości te jednak są z różnych przyczyn ograniczone i bardzo kosztowne. Internet pozwala na ciągłe modyfikacje i wytyczanie nowych standardów.

Zdawaliśmy sobie także sprawę z potęgi tego kanału sprzedaży. Uznaliśmy, że dobrze wypromowany sklep internetowy może pomóc w sprzedaży tradycyjnej i tak też się dzieje. Często odwiedzają nas klienci z odległych miast, którzy nigdy by do nas nie trafili, gdyby nie sklep internetowy. Sklep internetowy czy katalog to także rozwiązanie na ograniczoną powierzchnię ekspozycyjną salonu. W ofercie mamy bowiem ok. 13 tys. produktów oraz ok. 70 producentów. Nie bylibyśmy w stanie pomieścić tego wszystkiego w salonie. Łatwy dostęp do produktów, łatwe filtrowanie oraz ceny przy każdym produkcie umożliwiają łatwiejszy dostęp do naszej oferty.

Ile trwało uruchomienie e-sklepu?

Uruchomienie sklepu trwało około roku. W perspektywie wypracowanych lat odważę się na stwierdzenie, że proces jego tworzenia trwa do tej pory. „Układanie” i uaktualnianie oferty to proces ciągły, wymagający sporego nakładu pracy.

Czy napotkaliście na jakieś trudności w trakcie jego tworzenia?

O ile samo programowanie czy projektowanie graficzne nie stwarzało większych problemów, o tyle tworzenie bazy danych z produktami to już proces bardzo powolny i czasochłonny. W branży tej nie ma bowiem automatów, nie ma importów xmli z gotową bazą produktową. Wszystkie dane, takie jak parametry techniczne, nazewnictwo, zdjęcia, opisy itp. tworzone są ręcznie z papierowych katalogów i cenników. Skomplikowana oferta – zwłaszcza mebli tapicerowanych, sprawia dużo problemów.

Czy zdecydowaliście się na gotową platformę sklepową czy stworzyliście własną?

W owym czasie nie było platformy, która by obsłużyła tak skomplikowaną branżę. Proszę sobie wyobrazić sofę, którą można wykonać w kilkuset wzorach tkanin, które to podzielone są na grupy cenowe. Generuje to istnienie 3-6 cen jednego produktu w różnej konfiguracji. Do tego ta sama sofa może wystąpić z funkcją spania lub bez. Można też dokonać wyboru wybarwień ozdobnego drewna oraz jej wielkości – 2 lub 3 osobowej. Nagle z jednego produktu robi się masa wariantów, których „zwykły” sklep nie byłby w stanie obsłużyć. Własne rozwiązanie umożliwia nieograniczone możliwości – a tego właśnie potrzebujemy.

Umożliwiacie swoim klientom wiele form płatności m.in. przedpłatę na konto sklepu, płatność kartą płatniczą/kredytową i zakupy w ratach. Jakie finansowanie zakupów najchętniej wybierają klienci w przypadku tego asortymentu?

Przede wszystkim jest to tradycyjny przelew. W obecnym e-commerce jest naprawdę dużo różnych form płatności umożliwiających zapłatę w sklepie. Jednym z nim są szybkie płatności elektroniczne. Trzeba jednak wziąć pod uwagę czas realizacji zamówień, które w tej branży wynoszą średnio 4-6 tygodni. W sytuacji, w której tradycyjny przelew dociera do nas na konto w maksymalnie 24 godziny, nie ma sensu wprowadzać takiej usługi, gdyż jest to dodatkowym, zbędnym kosztem dla sklepu.

Oprócz sklepu, prowadzicie również salon meblowy w Nowej Soli. W jaki sposób łączycie prowadzenie sklepów online i offline?

Tak jak wspomniałem wcześniej, sklep internetowy spełnia również rolę katalogu mebli sprzedawanych w salonie meblowym. Ułatwia dostęp do oferty dla klientów stacjonarnych, ale także reklamuje sam salon.
Nasza sztywna polityka cenowa, która jest identyczna w internecie jak i salonie meblowym nie powoduje konfliktów. Sprzyja dobremu rozwojowi.

Jak promujecie swój e-sklep? Jaką metodę promocji uważacie za najbardziej skuteczną?

Nasz sklep promowany jest głównie w internecie. Uczestniczymy w sieciach affilacyjnych, przeprowadzamy mailingi, kampanie SEM i SEO oraz swoją ofertę wystawiamy na najpopularniejszych porównywarkach cenowych. Korzystamy tez z działań PR. Myślę, że nie ma złotego środka na promocję. Zbierając jednak wszystko razem, daje to szansę zaistnieć, pokazać się klientom i promować się nie poprzez niskie ceny (bo do takich sklepów się nie zaliczamy), a jakość obsługi poprzez miły kontakt z naszym wykwalifikowanym personelem czy dowóz produktów własnymi autami, co ogranicza uszkodzenia mechaniczne. Pracujemy już nad tym piąty rok.

Jakie macie plany związane z rozwojem e-sklepu?

Pozwolą Państwo, że nie zdradzę naszych planów :). Trzeba jednak pracować nad zaufaniem, profesjonalizmem, łatwością w poruszaniu się po sklepie, zwiększaniem wiarygodności i dostępności oferty.

Jaki jest Wasz przepis na sukces w e-commerce?

Składa się na to mnóstwo czynników. Nie da się tego nazwać przepisem, gdyż nie jest to program „Gotuj z Kelmanem” :). Czasem jakieś działania sprzed nawet kilku lat powodują, że ich efekty obserwujemy teraz. Można jednak śmiało powiedzieć: ciężka praca, analiza i poświęcenie – ale to nic nowego, bo tak jest chyba w każdym biznesie…

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Sklep internetowy i blog. Jak to ugryźć?

Sklep internetowy i blog do tego. W zasadzie można pomyśleć, co ma piernik do wiatraka, ale pomysł zdaje się być skuteczny i coraz bardziej popularny. Jest to jedna z ciekawszych form reklamowania biznesu, ponieważ w zależności od asortymentu, może inspirować, uczyć, podpowiadać rozwiązania i tak naprawdę jest bez ograniczeń, jeżeli chodzi o pomysły.

Ścieżki połączenia bloga i sklepu internetowego są na ogół dwie:

1. Mam bloga i nie zawaham się go użyć.

Masz swoje miejsce w sieci, w którym pokazujesz swoją twórczość, np. własnoręcznie zrobioną biżuterię. Statystyki rosną, pojawiają się pierwsze zamówienia, więc zaczynasz się zastanawiać, czy nie potraktować swojego hobby bardziej profesjonalnie. Zakładasz firmę, otwierasz sklep z rękodziełem. Oczywiście, prędzej czy później pojawią się negatywne komentarze o „sprzedaniu się”, o reklamach i opłatach, ale na ogół należy je zbagatelizować i robić dalej swoje, szczególnie, gdy robi się to naprawdę dobrze.

2. Mam sklep i szukam pomysłu na reklamę.

„Surowy” sklep to w obecnych czasach za mało. Właściciele internetowych biznesów dwoją się i troją, aby pozyskać klientów, zdobyć zainteresowanie, wywalczyć swoje miejsce na rynku, słowem – osiągnąć sukces. Mamy bannery, newslettery, promocje, ale to oferuje praktycznie 90% sklepów. Jak się wyróżnić? Coraz popularniejszym sposobem promocji stają się blogi i portale okołosklepowe.

Oczywiście, najlepiej od razu zintegrować bloga ze sklepem internetowym. Dlaczego? Na poniższych przykładach postaram się to wyjaśnić.

Makelifeeasier.pl

Obok bloga Kasi Tusk i jej przyjaciółki Zosi trudno przejść obojętnie. Jedni zachwalają pomysł, inni krytykują pod każdym względem (zaczynając od robienia fałszywego PR-u, na tandecie skończywszy). Blog
makelifeeasier.pl bardzo szybko doczekał się młodszego brata, na którym zamieszczane są przepisy kulinarne. Pod adresem makecookingeasier.pl możemy znaleźć apetyczne zdjęcia i receptury na zarówno proste, jak i wysublimowane dania. Fanki bloga szybko zaczęły zachwalać zastawę autorki, dopytując o miejsca, w których kupiła poszczególne elementy. Bardzo szybko narodził się sklep (makecookingeasier.shop.pl) z póki co skromnym, ale szczegółowo dobranym asortymentem do pieczenia, gotowania i podawania. W przypadku tego bloga łatwo rozpoznać, co było najpierw, jajko czy kura, a całość jest z pewnością dobrze ukierunkowana na klienta.

Mniammniam.com

Na portalu mniammniam.com nie ma wyraźnego podziału na blog i sklep, ale obowiązująca zasada jest bardzo podobna. W jednym miejscu znajdujemy zarówno przepisy na różne potrawy, jak i artykuły o tematyce kulinarnej, sztuczki i porady oraz sklep, w którym klienci mogą zaopatrzyć się w niezbędne narzędzia, pozwalające każdemu obudzić w sobie Nigellę Lawson.

Malabelle.pl

Kolejnym przykładem na ciekawe połączenie bloga ze sklepem może być marka malabelle.pl, która oferuje akcesoria do upiększania domu, czyli wszystko to, co sprawi, że nasze cztery kąty staną się miejscem wyjątkowym. W pierwszym poście na blogu, który działa pod szyldem sklepu, właścicielka napisała: „Właśnie spełnia się moje marzenie… W końcu osiągnęłam pełnię zawodową. Odkąd zerwałam z korporacją i zaczęłam projektować do pełni szczęścia brakowało mi jeszcze miejsca, w którym mogłabym gromadzić wszystkie kolekcje rzeczy wyjątkowych i pięknych. Teraz dopełniłam swój świat sklepem z pięknymi artykułami dekoracyjnymi. (…) Od zawsze interesowały mnie wnętrza, sztuka i wszystko co z tą tematyką jest związane. Projektuję i pomagam moim klientom w upiększaniu wnętrz. Teraz mogę również dzielić się wyborem wyszukanych przeze mnie dekoracji. (…) Nowa droga, nowa przygoda, która może zaprowadzić mnie do fantastycznych, jeszcze nie odwiedzanych przeze mnie miejsc – co jest dla mnie fascynujące i pasjonujące. Serdecznie zapraszam do podróży razem ze mną…”.

W tym przypadku na blogu pojawiają się inspirujące zdjęcia. Dzięki takiemu zabiegowi rozbudzamy
w kliencie potrzebę zmian i jednoczesną chęć do kupienia gadżetu. Na stronie znajdziemy zatem
zdjęcia z różnymi wystrojami, z detalami, ale również z krajobrazami i smakołykami. Całość tworzy
świetną kompozycję, która pozwala na rozbudzenie natchnienia i zapału twórczego.

Scrap.com.pl

Kolejny blog połączony ze sklepem, który pobudzi nasze moce twórcze, znajdziemy pod adresem:
http://inspiracje.scrap.com.pl/main/. Tu zwróciłam uwagę przede wszystkim na szaty graficzne obu projektów, które zachwycają i tworzą świetną, tematyczną całość. W sklepie internetowym znajdziemy różnego rodzaju elementy, które pozwalają tworzyć w coraz bardziej popularnej sztuce, jaką jest scrapbooking. Mamy więc papiery, nożyczki, guziki i naklejki, mamy tusze, wstążki i dziurkacze. Przeciętny użytkownik powie „Ot, sklep papierniczy”, a dla fanów tej techniki zdobień to prawdziwa arkadia. Dla scrapbookowców i scrapbookowczyń papiery, nożyczki i wstążki, z guzikami czy bez, to pole do popisu. Robią z tego niemożliwe rzeczy, którymi chwalą się (i inspirują innych) na oficjalnym blogu sklepu. To przykład na świetny chwyt marketingowy, bowiem pod każdym dziełem znajdują się elementy (ze sklepu), dzięki którym zostało ono wykonane. Do tego wokół społeczności blogowej w łatwy i przyjemny sposób można prowadzić zachęcające do kupna promocje, wyprzedaże. Proste!

Pasart.pl

Domeną branży Do It Yourself powinno być nieszablonowe podejście do sprzedaży. Połączenie bloga ze sklepem to umożliwia. Na blogu spod szyldu pasart.pl (na którym znajdujemy różnego rodzaju akcesoria jubilerskie) pokazane są lekcje i tutoriale, jak krok po kroku zrobić bransoletkę, wisiorek, świecznik, również za pomocą wskazanych elementów. Ile osób, tyle pomysłów. Blog pozwala wejść w daną grupę użytkowników i klientów, a to daje szeroki wachlarz pomysłów i rozwiązań, jaki można przyciągnąć
do nas. Możemy organizować rozdania, konkursy na najlepszy tutorial (z nagrodą do wybrania w naszym sklepie). Tę machinę wystarczy napędzić na odpowiednie tory, a sukces jest gwarantowany.

Jestesmodna.pl

W branży modowej odpowiednio prowadzony blog to miejsce zetknięcia tego, co oferujemy w naszym sklepie z ciuchami i dodatkami, z rzeczywistością: z ulicą, z pracą, z randką. Na takich blogach najczęściej pojawiają się inspiracje i stylizacje, które pomagają czytelnikom w doborze ubrań. To szczególnie przydatne w przypadku, gdy nie jesteśmy w stanie (lub po prostu nie chcemy) śledzić ciągle zmieniających się trendów modowych. Blog sklepu jestesmodna.pl jest właśnie tak skonstruowany. W każdej stylizacji znajduje się jeden, czasem kilka elementów z asortymentu. Co ciekawe, jeden ciuch pokazany może być w wielu odsłonach, na różne okazje, na różnych dziewczynach. W ten sposób stworzona została świetna platforma, na której odbywa się ciągła wymiana informacji, zdjęć, pomysłów.

Deezee.pl

Za to na blogu sklepu deezee.pl poza stylizacjami i poradami, znajdujemy również nowinki ze świata mody oraz informacje o publikacjach, które dotyczą sklepu. Mamy zatem reklamę w reklamie.

Prowadzenie bloga przy sklepie internetowym nie jest błahą sprawą. Nie można tego robić od niechcenia i „byle jak”. Nasza pasja i zaangażowanie, które pokazujemy, powinny zarażać dalej i w ten sposób zachęcać do zakupów. Warto przemyśleć, czy nie potrzebujemy do pomocy dodatkowej osoby. Idealnym kandydatem na miejsce redaktora w prowadzeniu bloga jest osoba, która danym tematem jest faktycznie zainteresowana. Musi być jednocześnie fachowcem i pasjonatem. Po prostu musi znać się na rzeczy. Nie raz będzie na pierwszym froncie, z mnóstwem pytań i wątpliwości naszych klientów. Kupujący lubią dostać ekspercką ocenę przedstawianych produktów, dlatego śledzą blogi osób, które są dla nich w danym temacie autorytetami. Decydując się na postawienie bloga, właściciele sklepu dzielą się swoją wiedzą i robią to za darmo, co pozytywnie wpływa na odbiór.

Blog i sklep internetowy to dwa zupełnie inne miejsca, a każde z nich rządzi się zupełnie odmiennymi prawami. Połączenie ich pozwoli nam „wpływać” na klienta, pobudzić jego wyobraźnię i sprawić, by poczuł sympatię do produktu, który my oferujemy. Nieważne, czy będzie to but, bransoletka czy pieczeń ze śliwką. Schemat jest prosty: pobudzamy do działania, dajemy wzór, inspirujemy i zupełnie przypadkiem oferujemy dokładnie to, czego klient oczekuje.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #11. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

10 komentarzy do tekstu

  1. Bardzo fajny artykuł Paulino. Nie wiedziałem, że makelifeeasier jest przemyślanym tworem.

    Odpowiedz ↓

  2. Mi się wydaje, że wszystko zależy od tematyki i naszych możliwości. Jeżeli komuś sklep sprzedaje to ten będzie miał czas na blog, jeżeli sklep nie sprzedaje to właściciel sklepu jest skazany na ciągle szukanie klientów i nie ma czasu na takie ‚bajery”

    Odpowiedz ↓

  3. Blog zawierający ciekawe i przydatne dla klienta treści także może być zachętą do odwiedzenia sklepu. Umiejętne włączenie go do działań związanych z wyszukiwaniem to duża zaleta :)

    Odpowiedz ↓

  4. Agnieszka

    Ja mam sklep oparty o abonament i w sumie nie narzekam, ale mój znajomy powiedział żebym zainwestowała w indywidualny sklep. Wtedy mam większa swobodę, dostęp do plików FTP i takie tam. Własnie bloga tez można mieć. Nie znam się za bardzo na tym, ale faktycznie w abonamentowym klepie ciężko coś zmienić tak jak by się chciało. Siostra ma od niedawna sklep z akcesoriami dla niemowląt zrobiony przez agencję Travi Design http://travi-design.pl/ moge więc polecić ich usługi, a jak ktoś chce pąłcić abonament to ewentualnie może sStore. Chociaż jak dla mnie to kiepskie rozwiązanie. Jak kto woli.

    Odpowiedz ↓

    1. heh, słabawa próba szeptanego marketingu :D

      Odpowiedz ↓

  5. No i z takim sklepem nic nie zrobisz abonamentowym mało co zrobisz. Dotarcie do klienta przez takią platformę jest bardzo trudne i raczej musisz bazowac na nazwie niż na tym że ktoś Cię znajdzie po danym produkcje.

    Odpowiedz ↓

  6. Zdecydowanie najlepiej mieć blog w formie katalogu /blog, wtedy wpisy dają też większa moc stronie, jak również większy indeks dla strony głównej.

    Odpowiedz ↓

  7. Zgadzam się z Adamem, jednak wiem po sobie, że osobny sklep to zupełnie co innego i większe możliwości jeśli chodzi o zmianę jego wyglądu i dostosowanie ofert do swoich potrzeb.

    Odpowiedz ↓

  8. Według mnie blog w sklepie jest obecnie nieodzownym elementem … ciężko jest budować unikalny content, który będzie wysoko oceniany przez Google mając w ofercie sklepu np elektronikę czy inny ogólnie dostępny produkt (opisy są zazwyczaj takie same – czasem odrobinę zmieniane przez administratorów). Bez unikalnego contentu ciężko jest zebrać ruch z Google.
    Dodatkowo artykuły z bloga można wrzucać na forach czy grupach FB – admini przepuszczają taką ‚formę reklamy’.
    Jeszcze jednym dość istotną możliwością jaką daje blog w obrębie sklepu jest tworzenie landing page dla haseł kluczowych, które w sklepie mogą nie występować np w sklepie z agd możemy utworzyć wpis ‚porównanie pralek 2016’ – artykuł zbierze ruch z Google i poprowadzi użytkowników wprost do produktów w sklepie.

    Odpowiedz ↓

  9. Paulina, bardzo fajny artykuł! Osobiście uważam, że sklep internetowy jest długoterminowo lepszym rozwiązaniem z uwagi na koszty. Na Allegro od każdej transakcji pobierane są opłaty i prowizje. Własny sklep z kolei to jednorazowy (ale nie koniecznie) wydatek, który umożliwia dotarcie do większej ilości klientów. Plusem Allegro jest szybki i pewny dostęp do klientów.

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)