eKomercyjnie.pl

Gdyby zdobył się Pan na odrobinę kooperacji…

Ostatnio pojawiający się w moich skrzynkach e-mailowych SPAM sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad tym, czy: mam za słaby filtr antyspamowy, mam pecha, mam niski poziom tolerancji dla spamerów.

Spam, który mnie najbardziej denerwuje, to wbrew pozorom nie reklamy Viagry, oferty samotnych kobiet zza siedmiu mórz czy propozycje pomocy wyprowadzenia z nigeryjskiego systemu bankowego zagubionych w nim milionów dolarów. Nie! Najbardziej denerwuje mnie spam rozsyłany przez „szacowne” instytucje. Instytucje, które bez pytania o zgodę oferują mi np. przeróżne certyfikaty czy szkolenia.

Reklama

Dlaczego mnie tak bardzo denerwuje spam tego rodzaju? Szczerze: nie znoszę amatorszczyzny i partaniny.

„Mam ogromną przyjemność zaprosić przedstawicieli Pana (Pani) firmy na wrześniowe szkolenia zorientowane na praktykę stosowania prawa…”

Firma organizująca to szkolenie, mimo kilkukrotnego wezwania do zaprzestania przesyłania mi ofert, które na marginesie dyskredytują tę firmę jako źródło jakiejkolwiek wiedzy o prawie, odpowiada mi:

„Panie Marcinie, gdyby zdobył się Pan na odrobinę kooperacji, sprawę mielibyśmy dawno załatwioną. Raz jeszcze proszę o podanie adresu, który Pan przechwytuje.”

Najwyraźniej nie odbieram swojej poczty, a ją przechwytuję i odczytanie mojego adresu z e-maila przekracza możliwości tej firmy. Argumentowanie, że nie do mnie należy usuwanie z bazy adresów, które nigdy nie miały prawa tam się znaleźć, nie trafia do organizatora szkoleń… nadal dostaję zaproszenia na „profesjonalne” szkolenie.

„Nasz certyfikat to coś więcej niż potwierdzenie wysokiego poziomu bezpieczeństwa sklepu internetowego. To przede wszystkim dowód na to, że sklep dba o szybką i profesjonalną obsługę swoich klientów.”

Podobna historia. Tym razem kolejna organizacja chce mi sprzedać certyfikat – dowód mojego profesjonalizmu. Oczywiście chęć certyfikowania innych nie obliguje certyfikującego do przestrzegana prawa i jakiegokolwiek standardu, choć strona firmowa obwieszona jest „ekspertami”, „specjalistami”.

„Niestety nie jestem w stanie zidentyfikować Pańskich adresów e-mail. Oczywiście jeśli je poznamy to niezwłocznie usuniemy je z listy mailingowej. Bardzo proszę o ich wskazanie lub wypisanie się z listy poprzez wciśnięcie w feralnej wiadomości e-mail dedykowanego temu linku (na dole strony).”

I tak dalej, i tak dalej… przykłady można by mnożyć. Zapewne w Waszych skrzynkach również jest pełno takich e-maili i wiecie, jaki typ wiadomości mam na myśli. Być może nie denerwują Was one tak jak mnie, ale zastanówcie się, czy nie mam jednak racji.

Po pierwsze, większość tych e-maili dowodzi, że oferowany produkt oparty na wiedzy i profesjonalizmie najzwyczajniej nie istnieje. Ktoś próbuje nam sprzedać coś, czego nie posiada. Dla mnie pachnie to oszustwem.

Po drugie, jeśli zastanawiacie się czasami, dlaczego Wasz e-mailing wykonany zgodnie z zasadami sztuki nie odniósł zamierzonego efektu, to możecie być pewni, że zmęczony czytaniem spamu odbiorca najzwyczajniej przegapił Waszą wiadomość. Działania takie zmniejszają więc efektywność e-mailingu jako takiego, a to jest ze szkodą dla nas wszystkich.

Po trzecie, tracimy czas, a czas to pieniądz. Zapisany jestem do kilkudziesięciu newsletterów i mimo to muszę wyłuskiwać istotne dla mnie wiadomości wśród „śmieci”. I nie jest tak, że nie dbam o moją skrzynkę. Na serwerze pocztowym są aktywne filtry antyspamowe, mam zainstalowany dedykowany program do wyłapywania spamu, ThunderBird również jest odpowiednio skonfigurowany (filtry/reguły/pluginy). Wbrew pozorom, spore zasoby i czas są marnowane na prewencję.

Od pół roku bezwzględnie walczę ze spamerami. Wysyłam jedno ostrzeżenie, zawierające informacje o prawnych skutkach rozsyłania spamu i niechcianych informacji handlowych. Następnie zgłaszam adres jako rozsyłający spam, a jak mam chwilę wolnego czasu i zły dzień, składam doniesienie w prokuraturze. Walka z wiatrakami? Być może, ale zawsze miałem olbrzymi sentyment do Don Kichota i takie porównanie gotów jestem traktować jako nobilitujące.

Walki może nie da się wygrać, ale nie znaczy to, że nie należy jej prowadzić. Proszę poświęćcie chwilę czasu na przygotowanie szablonu wiadomości lub skorzystajcie z mojego (poniżej) i wysyłajcie wszystkim spamerom, a może jednak coś się zmieni.

„Witam!
Rozsyłanie SPAMu i niechcianych informacji handlowych jest karalne.
W przypadku niezaprzestania wysyłania informacji, na których otrzymywanie nie wyraziłem zgody, podejmę stosowne kroki prawne.
Pozdrawiam,
MAD”

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #13. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

PayLane wprowadza e-przelewy z polskich banków

PayLaneFirma PayLane.pl, dostawca płatności online dla e-biznesu, skupiała się dotychczas na rozszerzaniu swojej oferty o metody płatności charakterystyczne dla rynków zagranicznych. Teraz poinformowała o poszerzeniu oferty o szybkie przelewy z polskich banków.

Reklama

PayLane skupiało się dotychczas na rozszerzaniu swojej oferty o metody płatności charakterystyczne dla rynków zagranicznych (płatności kartami kredytowymi i debetowymi, Giropay, sofortbanking, iDEAL, PayPal i wiele innych). Zadbało także o zapewnienie klientom możliwości dokonywania transakcji i rozliczeń w 50 walutach z całego świata. Teraz dostawca płatności online skupił swoją uwagę na polskim rynku i dołączył do oferty e-przelewy w polskich bankach.

Bez względu na plany biznesowe rodzimych sprzedawców internetowych – rozwijania firmy lokalnie czy globalnie – mogą one liczyć na profesjonalne podejście do rozwiązania e-płatności. Oferta polskich przelewów online umożliwi lokalnym firmom obsługę klientów z obszaru całego kraju, natomiast biznesom spoza Polski wejście na rozwojowy rynek e-commerce.

„Dla PayLane jest to kamień milowy w rozwoju firmy. Wprawdzie jesteśmy firmą polską, jednak doświadczenie zdobywaliśmy na rynkach Europy Zachodniej. Stąd znamy światowe standardy płatności online. Cieszymy się, że teraz także polskim e-biznesom możemy zaoferować kompleksową usługę wysokiej jakości płatności online” – mówi Karol Zielinski, Dyrektor Zarządzający PayLane.

PayLane, znając specyfikę polskiego rynku e-commerce, dostosowało swoją ofertę do lokalnych potrzeb i przygotowało wtyczki do platform e-commerce. Dzięki nim sklepy online zbudowane na Magento, OpenCart, Zen Cart, osCommerce, PrestaShop czy WordPressie mogą zaimplementować system płatności w kilka minut. Udostępnienie polskich e-przelewów jest więc kolejnym ukłonem w stronę rodzimych sprzedawców internetowych.

Źródło: PayLane.pl

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

E-klienci w internetowych kolejkach

Polskie sklepy internetowe często działają zbyt wolno zniechęcając tym samym klientów do zakupów. Jak wynika z badań Monit24.pl zbyt wolne ładowanie się serwisu to najczęstszy błąd stron e-sklepów odpowiadający aż za 73% ich awarii.

Reklama

Dla e-biznesu dostępność i poprawne działanie witryny sprzedażowej to podstawa skutecznego funkcjonowania. Firma Monit24.pl specjalizująca się w monitoringu stron i serwisów internetowych zbadała strony polskich sklepów internetowych na potrzeby raportu eCommerce 2012. Wyniki pokazały, że witryny te borykają się z szeregiem różnorodnych problemów. W trakcie badania trwającego cztery tygodnie na przełomie sierpnia i września br. system wykrył przeszło 25 tys. awarii. Analizie poddanych zostało 100 największych sklepów internetowych (na podstawie zestawienia przygotowanego przez Gemius S.A.) i jedynie 14 z nich nie zanotowało żadnej awarii.

Najczęściej przyczyną błędu witryn było zbyt wolne działanie strony internetowej. Tego typu zdarzenia odnotowano ponad 18 tys. razy. Limit poprawnego ładowania się strony został ustawiony na 15 sek., warto jednak zaznaczyć, że według badań usability już dłuższe niż czterosekundowe otwieranie się serwisu powoduje dyskomfort u użytkowników, a z każdą kolejną sekundą rośnie prawdopodobieństwo, że użytkownik zrezygnuje z zakupów lub przejdzie na strony konkurencji.

Mimo to należy odnotować, że badane strony sklepów otwierały się średnio w czasie 0,8 sekundy. Najszybciej działający serwis odpowiadał średnio już po upływie 0,09 sekundy, a najwolniej działający otwierał się średnio w czasie 3,5 sekundy.

Podsumowując, strony sklepów internetowych były dostępne online przez 99,622% analizowanego czasu co oznacza średnią niedostępność rzędu 3 godz. miesięcznie. W najgorszym odnotowanym przypadku witryna jednego ze sklepów była niedostępna przez 67 godz. Dla internetowego handlu każda minuta przestoju przekłada się na realne straty sklepu.

– Jeżeli przyjmiemy na potrzeby statystycznego wyliczenia średnią liczbę 100 klientów na dobę, dokonujących zakupów o wartości 100 zł, to awarie odnotowane na stronach badanych sklepów wygenerowały stratę bezpośrednią rzędu 125 tys. zł. To poważna kwota, a nie obejmuje ona strat wizerunkowych jakie dla e-sklepów generują awarie – mówi Tomasz Kuźniar, Prezes Zarządu Monit24.pl.

Badanie uwypukliło błędy występujące na stronach polskich sklepów internetowych. Oprócz zbyt wolnego działania stron za awarie dość często odpowiadały również błędy funkcjonowania serwera aplikacji, które stały za 20% odnotowanych zdarzeń. Mimo rosnącej świadomości, jak ważna jest funkcjonalność strony, przedsiębiorcy przykładają znacznie więcej uwagi warstwie graficznej niż samemu działaniu serwisu nie zdając sobie sprawy na jakie straty się przez to narażają.

Źródło: Monit24.pl

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)