Google = Internet? - eKomercyjnie.pl : eKomercyjnie.pl

eKomercyjnie.pl

Google = Internet?

W związku z wczorajszą informacją o uruchomieniu Google Shopping przez największą na świecie wyszukiwarkę internetową, postanowiliśmy odświeżyć Wam bardzo dobry artykuł autorstwa Marcina A. Dobkowskiego, który był napisany w lutym bieżącego roku i znalazł się w szóstym numerze magazynu eKomercyjnie.pl. Jak zawsze, czekamy na Wasze opinie w komentarzach!

Kiedy bracia Al Legro i C. Eneo, na spółkę z No Kautem oraz S. Kąpcem przekonywali, że nie można prowadzić dochodowej działalności e-commerce bez korzystania z ich usług… wierzyłem i płaciłem! Cóż, nadal wierzę, że mają i będą mieć olbrzymie znaczenie dla powodzenia moich przedsięwzięć e-commerce i warto z nimi współpracować. Jednak, jak zapewne 99% polskich e-sklepów, zapomniałem, że zawsze jest większa ryba… Don Googleone nie pozostawił wątpliwości, kto jest najgrubszą rybą w globalnej wiosce, co bynajmniej nie oznacza, że reszta to leszcze!

Nie teraz, kiedy ustawiła się długa kolejka skruszonych petentów z wypchanymi kopertami, do prawej ręki Dona – Ada Wordsa, ale na pewno w najbliższej przyszłości zadbam, aby kolejny skromny tysiączek lub dwa trafiał co miesiąc na jego konto. Niedługo do naszego kraju zawita jego urocza asystentka, niejaka P. R. OductSearch. Mam zamiar ją gorąco przywitać i z miejsca się zaprzyjaźnić. „Friends with benefits” to właśnie układ, jakiego pragnę! Zaprzyjaźnimy się, to pewne! Zwłaszcza, że trojaczki F., M. i S. Commerce na razie tylko czarują wizjami świetlanej przyszłości.

Jak śpiewają moi ulubieni Python’owie „Always look at the bright side of life”! Cała „afera” z nałożeniem filtrów na wiodące polskie porównywarki cenowe mogła mieć miejsce, nie w zwyczajowo słabych pierwszych miesiącach roku, a w szczycie sezonu. Straty byłyby większe i nie byłoby pewnie okazji do poczynienia obserwacji oraz wyciągnięcia wniosków. Porzućmy więc już gangsterską retorykę, gdyż to nic osobistego, to tylko biznes… Nasz biznes!

Odnoszę wrażenie, że odfiltrowane porównywarki wbrew pozorom nie mają tak silnej pozycji na rynku, jakby się wydawało. Bazując na przekierowaniach do naszych sklepów, śmiem twierdzić, że co najmniej 60% ich ruchu pozyskiwały z pozycjonowania na long tail. Osobiście, jeżeli mam rację, jestem (prze)rażony.

Jak można być osobą zainteresowaną zakupem czegokolwiek w internecie i nie mieć w głowie lub zakładkach takich adresów jak ceneo.pl, nokaut.pl czy skapiec.pl? Zwłaszcza, że pierwsze nie jest stricte porównywarką cen, ale narzędziem (na polskim rynku najbardziej wiarygodnym) gromadzenia opinii o sklepach i zapewnia dodatkowo ochronę kupującego (POK) przed oszustwem. Nie zawsze wybieram najtańszą ofertę, ale skłamałbym, mówiąc, że nie korzystam z porównywarek w celu znalezienia oferty łączącej dobrą cenę i wysoką jakość obsługi.

Nie sposób nie zauważyć, że niemal wszechobecne Ceneo ucierpiało tak samo (patrząc po spadku procentowym liczby przejść do naszych sklepów), jak posiadające mniejszą widoczność Nokaut i Skąpiec. Ceneo ze swoim potężnym zapleczem, choćby w postaci wyświetlania ofert na Allegro, moim zdaniem powinno wykazywać mniejszy współczynnik straty.

Zakładając, że mam rację i większościowym źródłem ruchu dla porównywarek było Google, to niejako same nasuwają się pytania:

  • Jaka jest realna wartość tych porównywarek jako marek?
  • Jakie będą ich pozycje na długie frazy po zdjęciu filtra?
  • Jaką część ruchu odzyskają i jaki ruch (ilość/jakość) będą generować?
  • Jak wpłynie to na ich kondycję finansową i politykę cenową wobec sklepów?

Nie wiem, gdyż chyba nikt nie zna nakładów porównywarek na SEO. Zakładam jednak, że summa summarum było to dla nich najtańsze źródło ruchu. Odcięte od wyników organicznych Google porównywarki oczywiście skorzystały z AdWords. Czego nie omieszkały uczynić również liczne e-sklepy. Zaowocowało to (w przypadku dużej ilości słów kluczowych z naszych kampanii) wzrostem stawek za pierwsze miejsca o ponad 100%. Śmiało można stwierdzić, że na nałożeniu filtra ewidentnie zarobiło Google. Oczywiście nie tylko w taki sposób próbowano zamortyzować spadek ruchu, np. Nokaut podniósł znacząco stawki w swoim programie partnerskim. Zastanawiam się, czy oznacza to w najbliższym okresie wzrost stawek za „przeklik”?

Nie da się też ukryć, że afera filtrowa pozwoliła mi na sklasyfikowanie naszych klientów. Konwersja ze „zbanowanych” porównywarek wzrosła o 200-300%, a średnia wartość zakupów o blisko 80%. W tym samym okresie liczba wejść „direct” wzrosła o 45%, a wejść na różne wariacje naszych nazw (z google.pl/organic) o blisko 150%! Biorąc to wszystko pod uwagę, podzieliłem kupujących u nas na: „klientów”, „stałych klientów” i „klientów niedzielnych”.

„Klient” wie czego chce. Korzysta z porównywarki, aby znaleźć pożądany produkt w dobrej cenie. Wchodzi do sklepu, dokonuje zakupu i wychodzi. W naszym wypadku dodam, że najchętniej wybiera kuriera i płaci via PayU.

„Stały klient” kieruje się bezpośrednio sklepu. Nie zawsze wie, co chce kupić, dlatego spędza znacznie więcej czasu w sklepie niż „klient”. Nawet jeżeli kupuje za mniej, to kupuje częściej. Ta grupa w naszym przypadku generuje ponad 30% przychodu.

„Klient niedzielny” to taki odpowiednik pielgrzymujących co weekend do centrów handlowych. Do niedawna jego droga prowadziła przez Google –> porównywarka –> sklep (oczywiście odwiedził wszystkie, jakie tylko wyświetliły się na ekranie nawet te z ceną, której nie akceptował). Od czasu, kiedy porównywarek nie ma w Google, pewnie nie mogą trafić do nich i teraz zwiedzają strony z TOP10. Z porównania okresu sprzed i po filtrze mam wrażenie, że w większości przypadków taki klient nie kupował nic lub prawie nic (niezależnie od czasu pobytu na stronie, gdyż w tej kategorii mieszczą się zarówno „zerosekundowe” wizyty, jak i bardzo długie „zwiedzanie”). Nota bene, Ceneo już zawiesiło na stronie głównej baner z instrukcją w jaki sposób „zawsze ich znaleźć”.

Co prawda, luty się jeszcze nie skończył, ale śmiem twierdzić, że mimo spadku ruchu z porównywarek o około 60%, nasz przychód i zysk będzie wyższy, gdyż dodatkowo spadły koszty pozyskania klienta. Wynika z tego, że na „aferze filtrowej” zarobił nie tylko Google… Co jednak nie oznacza, że na dłuższą metę, taki właśnie rozkład źródeł ruchu nam odpowiada.

Ja tu gadu-gadu (z przezorności po ostatniej akcji Wedla w sprawie „Ptasiego Mleczka®” zaznaczam, że nie piję do znanego komunikatora), ale co właściwie możemy i powinniśmy zrobić na przyszłość? Szczerze, nie znam uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż zbyt dużo zależy od indywidualnych uwarunkowań. Moja lista zadań na najbliższy miesiąc jest dosyć krótka i opiera się na założeniu, że nie rewolucja, a świadoma ewolucja jest w stanie zabezpieczyć nas przed spadkiem przychodów i zysków przy kolejnych „aferach”:

  • Po pierwsze, rozbudujemy istniejące kampanie AdWords i przygotujemy się do skorzystania z Product Search, jak tylko będzie dostępne w Polsce.
  • Po drugie, poświęcimy więcej uwagi e-mail marketingowi i dokonamy poprawek w jego narzędziach.
  • Po trzecie, wdrożymy uproszczony i zintegrowany program lojalnościowy wykorzystujący synergię grupy.
  • Po czwarte, przebudowana zostanie ścieżka zakupowa i zmiany dotkną wszystkich obszarów, które według naszych danych stanowiły wąskie gardło w procesie zakupowym.
  • Po piąte, będziemy konsekwentnie zwiększać naszą aktywność w mediach społecznościowych.

Zapewne za miesiąc moja lista nie będzie pusta, a będą na niej kolejne „zadania” do wykonania, gdyż e-commerce jest najdynamiczniej zmieniającym się obszarem gospodarki i wymaga od nas wiecznej adaptacji. Niezależnie od zmian otoczenia (makro i mikro) biznesowego musimy pamiętać, że w wirtualnym świecie karty rozdaje Google. Decyzja tej firmy zmieniła diametralnie drogi przepływu co najmniej dziesiątek milionów złotych w polskim e-commerce. Sytuacja ta obnażyła wątłość istniejącego układu sił, a także nikłą moim zdaniem świadomość i lojalność klientów wobec tworów tak wirtualnych oraz bezosobowych, jak porównywarki cenowe. Pokazała, że powiedzenie „nie ma Cię w Google, nie ma Cię wcale” to nie do końca żart. Google, może jeszcze nie równa się „internet”, ale „prawie internet”… i „prawie” w tym wypadku robi tylko niewielką różnicę!

Oczywiście, problemem naszym pozostaje kwestia, jak sobie radzić w sytuacji, gdy koszty działań, które powinniśmy podjąć przekraczają nasze finansowe możliwości. Jak radzić sobie w sytuacji, kiedy wbrew pozorom nie ma tak wielu dostępnych rozwiązań, jakbyśmy chcieli? Jak alokować budżet na rynku, w którym dominują firmy gatunku „PanDa”? I wreszcie, jak zabezpieczyć się od błędów współpracujących z nami firm? Przecież porównywarki ktoś pozycjonował i ten ktoś korzystał ewidentnie z niedozwolonych metod SEO.

W świetle strat poniesionych przez ofiary „filtra” nie mogę, jako prawnik i przedsiębiorca, nie zadać sobie pytania o konsekwencje, jakie poniosą winni tej sytuacji. Pomijam świadomie, że porównywarki długo czerpały zyski z tego rodzaju pozycjonowania, gdyż równie dobrze filtr mógł zostać założony w pierwszym tygodniu trwania tego procederu. Pytanie o tyle zasadne, że w ostatnich tygodniach co chwila pojawiają się u nas oferty agencji SEO i SEM reklamujące się jako lek na całe zło, ale po zadaniu pytania o odszkodowanie w wypadku nałożenia filtra lub bana nagle rozpływają się w powietrzu jak kamfora.

Nie znam innej odpowiedzi, niż ta, że należy ciągle szukać nowych rozwiązań, udoskonalać stare i pracować nad biznesową sprawnością naszych firm. Zaniedbanym w Polsce obszarem jest współpraca i wspieranie się komplementarnych firm, klastrowanie i multiklastrowanie. Mam nadzieję, że w niedługim czasie się to zmieni, może również dzięki projektowi, w którym mam przyjemność uczestniczyć. Zbrójmy się, albowiem… Amazon ante portas!


Marcin A. Dobkowski – Absolwent prawa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W latach 2003-2008 prezes zarządu Browar Fortuna sp. z o.o. – członek BCC i SRB. Od 2008 roku interim menedżer specjalizujący się w zarządzaniu kryzysowym. Właściciel Genius Creations, współwłaściciel Madbooks.pl i Bookiatryk.pl).

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #6. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!





Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

E-mail marketing zgodny z prawem

Autorem artykułu jest Maria Lothamer z iSecure Sp. z o.o., specjalizującej się w doradztwie z zakresu ochrony danych osobowych.

Najprostszą i najwygodniejszą formą marketingu w obecnych czasach dla każdego przedsiębiorcy stał się e-mail marketing. Niestety w dalszym ciągu istnieją firmy, które korzystają z tej możliwości niezgodnie z prawem, co odbiorców e-mailingu mocno irytuje. Dlatego też, aby być uczciwym kontrahentem w stosunku do swoich przyszłych klientów, powinniśmy się dobrze przygotować zanim wyślemy jakąkolwiek informację handlową.

Stworzenie bazy marketingowej

Najbezpieczniejszą podstawą do rozpoczęcia działań e-mail marketingowych będzie stworzenie własnej bazy, tak abyśmy mieli pewność, że taka baza nie zawiera rekordów pozyskanych bezprawnie. Na początku powinniśmy się zastanowić, jakie dane będą nam potrzebne, aby móc taki e-mail marketing stosować i tylko takie dane od użytkowników zbierać. Zakres zbieranych danych oraz ich treść muszą być adekwatne do realizacji celu, w jakim będą one przetwarzane. Dane te będą stanowiły dane osobowe, ponieważ nawet jak będziemy zbierać wyłącznie adresy e-mail, to istnieją adresy, które taką daną według Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych (GIODO) stanowią, w związku, z czym, powinniśmy zgłosić do GIODO zbiór w celu jego rejestracji.

Abyśmy mogli wykorzystywać zebrane dane w celu marketingowym, to zgodnie z Ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (UODO) oraz Ustawą z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE), niezbędna nam będzie zgoda użytkownika na ten właśnie konkretny cel. Oznacza to, że zgoda nie może być domniemana lub dorozumiana oraz wynikająca z innej zgody. Warto też na samym początku zastanowić się nad wszystkimi celami, w jakich będziemy chcieli wykorzystywać zebrane dane, ponieważ jeżeli w przyszłości zechcemy naszą bazę udostępniać innym przedsiębiorcom, aby to oni mogli z niej korzystać, to już na samym początku powinniśmy o tym pomyśleć i zbieraną zgodę rozszerzyć również o stosowne informacje, a najlepiej zastosować w tym celu odrębną zgodę.

Już przy samej zgodzie warto również się zastanowić nad spełnieniem kolejnego obowiązku wynikającego z UODO, a mianowicie nad spełnieniem obowiązku informacyjnego. Jako przedsiębiorca zbierający dane osobowe mamy obowiązek poinformować osobę, której dane dotyczą o adresie swojej siedziby oraz pełnej nazwie, każdym możliwym celu zbierania danych, prawie dostępu do treści tych danych oraz – w przypadku bazy marketingowej – o dobrowolności ich podania. Taką informację możemy właśnie zamieścić w zgodzie na przetwarzanie danych lub w jakimkolwiek innym miejscu, ale tak, aby mieć możliwość udowodnienia, że taka informacja została przekazana osobie, której dane dotyczą.

Prawa osób

Gdy już stworzymy sobie taką bazę marketingową i rozpoczniemy wysyłkę informacji handlowych, musimy cały czas pamiętać o prawach przysługujących tym osobom, których dane będą znajdowały się w naszej bazie. Są to m. in. prawa do uzyskania informacji o tym, kto jest administratorem danych, jakie dane i w jakim celu są przetwarzane, jakie jest źródło danych, komu i w jakim celu dane zostały udostępnione oraz najważniejsze – prawo do sprzeciwu na dalsze przetwarzanie danych w celach marketingowych oraz ich usunięcie.

Ważną kwestią jest również bezpieczeństwo danych osobowych zawierających się w naszej bazie, dlatego całą bazę oraz proces jej przetwarzania powinniśmy odpowiednio zabezpieczyć zgodnie z wymaganiami określonymi w UODO oraz w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie dokumentacji przetwarzania danych osobowych oraz warunków technicznych i organizacyjnych, jakim powinny odpowiadać urządzenia i systemy informatyczne służące do przetwarzania danych osobowych.


Maria LothamerMaria Lothamer – Informatyk i audytor, partner zarządzający w firmie iSecure Sp. z o.o., specjalizującej się w doradztwie z zakresu ochrony danych osobowych.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

Google uruchamia Google Shopping – sprzedawcy internetowi muszą przygotować się na duże zmiany!

Google zapowiedziało dzisiaj zmiany, które będą miały wpływ na wszystkich przedsiębiorców sprzedających produkty w sieci. Już niedługo firma zastąpi rozwiązanie Google Product Search zupełnie nowym, Google Shopping, który może odmienić zwyczaje zakupowe internautów i wydaje się, że zepchnie porównywarki cenowe przynajmniej na drugi plan.

Obszerne wyjaśnienia na temat Google Shopping ukazały się na oficjalnym blogu firmy (link). Zmiany będą dotyczyły w pierwszej kolejności rynku amerykańskiego, ale pewnie szybko rozprzestrzenią się też na inne kraje.

Po wprowadzeniu Shopping strona z wynikami wyszukiwania w Google będzie wyglądała następująco:

Jak widzicie, nowości mają na celu łatwiejsze odnalezienie ofert konkretnych sprzedawców i ich szybsze porównanie z poziomu wyników wyszukiwania.

Jeżeli użytkownicy będą zaś poszukiwali w Google konkretnego produktu, to strona z wynikami powinna wyglądać tak:

Pełnoprawny start nowego rozwiązania zaplanowany jest w Stanach Zjednoczonych na 1 października bieżącego roku. Do tego czasu będą trwały testy oraz przenosiny sprzedawców z Google Product Search do nowego produktu.

W materiale opublikowanym na blogu Google’a możemy przeczytać, że Shopping umożliwi skuteczną rywalizację wszystkim biznesom, niezależnie od ich skali (czyli podobnie jak przy AdWordsach). Zaplanowane zmiany mają skrócić drogę od wyniku wyszukiwania do zakupu w konkretnym sklepie i – oczywiście – znacząco zwiększyć przychody Google’a w zakresie monetyzacji kanału e-commerce.

Więcej o tworzeniu reklam nowego typu możecie przeczytać też tutaj.

Czy podobają Wam się nowości, które szykuje Google? Jak Waszym zdaniem wpłyną na zwyczaje zakupowe internautów? Czy w wynikach wyszukiwania dalej będzie miejsce na sprzedażowych „pośredników”? Dajcie znać w komentarzach.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)