eKomercyjnie.pl

Internetowy Dom Handlowy przejmuje sklep Kolporter.pl i planuje być numerem 3 na polskim rynku

Wydarzeniem dnia w rodzimej branży ecommerce jest bez wątpienia przejęcie przez Internetowy Dom Handlowy 100 proc. udziałów w spółce Favente, która m.in. zarządza sklepem Kolporter.pl (oficjalna informacja dostępna jest m.in. tutaj). Kiedy po raz ostatni pisałem na temat IDH S.A. miałem wrażenie, że nad firmą zbierają się czarne chmury. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Zapraszam do przeczytania wywiadu eKomercyjnie z Dariuszem Leśniak-Paduch – przewodniczącym rady nadzorczej IDH SA, który skomentował ostatnie wydarzenia (łącznie z niezbyt ciekawym wątkiem upadku spółki zarządzającem serwisem Bileteria.pl).

Krzysztof Bartnik (eKomercyjnie.pl): Czy polski e-handel zdążył już Was pozytywnie lub negatywnie zaskoczyć?

Dariusz Leśniak-Paduch (IDH SA): Kadra zarządzająca Internetowego Domu Handlowego S.A. związana jest z rynkiem e-commerce od wielu lat. Polski e-handel zaskakuje nas dynamiką zmian. W ostatnim czasie zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni chociażby planowanym połączeniem Empiku i Merlina. Wynika z tego, że nie tylko my uważamy, że koncepcja działania, polegająca na łączeniu i konsolidacji sklepów internetowych, jest właściwą drogą rozwoju. Rynek e-commerce w Polsce jest na tyle rozdrobniony, że jego konsolidacja stanowi naturalny trend, który pozwoli w ciągu najbliższych lat wyłonić silnych liderów rynkowych. Ze swojej strony możemy zapewnić, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa w tym temacie. Początkowo zakładaliśmy, że do końca 2013 roku osiągniemy pozycję 5 lub 4 gracza na rynku e-commerce, natomiast po połączeniu dwóch największych graczy naszym celem jest miejsce trzecie.

KB: Dlaczego zdecydowaliście się na przejęcie dwóch sklepów z tej samej branży, tj. Stereo.pl oraz Kolporter.pl?

DL-P: Podejmując decyzję o przejęciu Favente, mieliśmy na uwadze nie tylko sklep działający pod domeną kolporter.pl, ale również system informatyczny umożliwiający nam zarządzanie dużą ilością sklepów oraz uruchamianie własnych sklepów opartych na tej technologii. Kolporter.pl jest dla nas bardzo cennym nabytkiem z uwagi na dużą rozpoznawalność marki oraz ilość użytkowników. Obecnie posiadamy podpisaną umowę, która stanowi, że do końca lipca 2011 roku będziemy świadczyć usługi typu extended sites w ramach sklepu kolporter.pl. Wynika z tego, że sklep ten będzie przez nas czasowo zarządzany. Stereo.pl, który posiada podobny do kolportera asortyment jest natomiast naszym własnym brandem. Zamierzamy stopniowo przekierowywać ruch z kolportera na nasze własne portale, takie jak właśnie stereo.pl, mareno.pl czy edvd.pl. Będzie to jednak proces długotrwały, a obecni klienci sklepu kolporter.pl będą obsługiwani tak jak do tej pory.

KB: W informacji prasowej mowa o tym, że zapewniliście sobie wykorzystanie domeny kolporter.pl przez rok. Co potem?

DL-P:Domena kolporter.pl będzie zarządzana w usłudze extended sites przez naszą spółkę zależną Favente Sp. z o.o. do lipca 2011 roku. Nasze działania będą prowadzić do tego, by przed upływem tego okresu czasu przekierować ruch obecny teraz na stronie kolporter.pl do innych serwisów, które są naszą własnością. Ponieważ do tego czasu również nasze sklepy będą działać w systemie extended sites, dla klienta – poza zmianą brandu – zmiana ta powinna być niezauważalna w sposobie i jakości obsługi.

KB: Co się stało z Bileteria.pl? W prasie było głośno o upadku serwisu, a później pojawiły się newsy na temat planowanej reaktywacji.

DL-P: Bileteria.pl Sp. z o.o., która zmieniła ostatnio nazwę na Zon Sp. z o.o. była bardzo źle zarządzana jeszcze w okresie, gdy nie należała do naszej grupy kapitałowej. Sytuacja finansowa spółki była na tyle trudna, że zarząd zamierzał zgłosić wniosek o upadłość spółki. Obecnie jednak Zon Sp. z o.o. nie jest własnością Internetowego Domu Handlowego S.A. i nie posiadamy informacji na temat dalszych kroków, jakie obecny właściciel planuje wobec tej spółki.

Według naszej oceny rynek sprzedaży biletów jest bardzo interesujący i będziemy starali się na nim zaistnieć, jednak kluczowym elementem jest tu kwestia przygotowania odpowiedniego systemu informatycznego, który mógłby być obsługiwany przez nie więcej niż 3 osoby. W Zon Sp. z o.o. w proces sprzedaży zaangażowanych było 6 osób. Z uwagi na to, że w przypadku sprzedaży biletów marże są na bardzo niskim poziomie, przy takim poziomie zatrudnienia spółka nie była w stanie pokryć nawet stałych kosztów funkcjonowania.

KB: Dlaczego sklepy Mareno.pl i eDVD.pl zmieniły się w partnerskie sklepy Kolportera? Nie mieliście pomysłu na zagospodarowanie tych domen? Jeszcze kilka lat temu to były czołowe e-sklepy w swoich kategoriach.

DL-P: Sklepy Mareno.pl i edvd.pl zostały pilotażowo uruchomione w obsłudze extended sites w momencie gdy rozpoczęliśmy negocjacje w sprawie zakupu zorganizowanej części przedsiębiorstwa zawierającej e-biznes Kolportera. Kolporter posiadał taki system informatyczny, jaki chcieliśmy od początku u nas wdrożyć jako podstawę do konsolidacji poszczególnych sklepów. Po wstępnych analizach okazało się, że przejęcie systemu od Kolportera oznaczać dla nas będzie oszczędność, zarówno finansową, jak i czasową.

Obecnie, po finalizacji transakcji i przejęciu e-commerce’owej odnogi Kolportera, która funkcjonuje teraz w naszej spółce zależnej Favente Sp. z o.o., posiadamy dobrze zarządzany „organizm”, który możemy rozwijać według naszych potrzeb. Do końca tego roku planujemy rozwijać usługę extended sites podłączając kolejne sklepy oraz przepiąć własne sklepy na ten system. Pozwoli nam to znacząco obniżyć stałe koszty działalności i skoncentrować się na nowej ofercie produktowej skierowanej do szerszej grupy klientów.

KB: Co się dzieje z pozostałymi sklepami, np. Pstryk.pl? Jako klient mam obawy przed zamawianiem tam towaru.

DL-P: Pstryk.pl to sklep, który również boryka się z problemami finansowymi związanymi z zadłużeniem , które powstało zanim staliśmy się właścicielami tej spółki i obecnie staramy się je restrukturyzować. Obecnie prowadzimy działania nad zmianą systemu, na którym pracuje sklep oraz jego layoutu. Rozważamy również dołączenie grupy towarowej oferowanej przez pstryk.pl, tj. sprzętu fotograficznego do usługi extended sites, jednak ostateczne decyzje w tym zakresie powinny zostać podjęte do końca października tego roku.

Do bieżącej obsługi sklepu dedykowane są dwie osoby, związane wcześniej z branżą fotograficzną, które bardzo dobrze sobie radzą. Zamówienia i wysyłka towaru realizowane są na bieżąco. Pstryk ma wielu stałych klientów, którzy niezależnie od zawirowań cenią sobie terminowość dostaw, fachowe doradztwo i konkurencyjne ceny.

KB: Czy 2 mln zł zapłacone za sklepy Mareno, eDVD i eZabawki było z perspektywy czasu dobrą decyzją?

DL-P: Z perspektywy 6 miesięcy, jakie minęły od przejęcia spółki Ecommerce Partner Sp. z o.o., w ramach której kupiliśmy mareno.pl, edvd.pl oraz zabawki.pl, oceniamy tę transakcję jako bardzo udaną. Są to sklepy internetowe, które posiadają bardzo dobrą pozycję w swoich kategoriach i są one dobrze wypozycjonowane. W wyniku naszych działań związanych głównie z reorganizacją pracy i późniejszą zmianą systemu działania na extended sites, sprzedaż przez nie realizowana kształtuje się na zadowalającym poziomie. Należy jednak zaznaczyć, że najlepszy okres sprzedażowy znajduje się dopiero przed nami.

KB: Czy nie boicie sie powtórzyć losów Zakupy.com, która też zapowiadała dużą spółkę e-handlową, a później szybko musieli się z tego wycofywać?

DL-P: Uczymy się na błędach innych i staramy się wykorzystywać w swoich działaniach to, co najlepsze. Dokładnie analizowaliśmy rynek, również pod kątem byłych i obecnych konkurentów – staramy się nie powtórzyć tych samych błędów. Nasza strategia rozwoju polega na konsolidacji sklepów internetowych z wykorzystaniem usługi extended sites, przyjęliśmy taki model działania i konsekwentnie będziemy go realizować. Mamy również bardzo silne zaplecze finansowe w akcjonariacie, co stanowi również czynnik dynamicznego rozwoju.

KB: Czy przejęcie poszczególnych sklepów przez IDH odbiło się na liczbie klientów w jakikolwiek sposób?

DL-P: Realizując przejęcia poszczególnych sklepów, przejęliśmy również bazy zarejestrowanych użytkowników poszczególnych sklepów internetowych. W swoich działaniach staramy się wykorzystywać efekt synergii między poszczególnymi sklepami. Całkowita baza użytkowników sklepów należących do Internetowego Domu Handlowego liczy około 0,5 mln osób. Daje to nam ogromny potencjał – każdy ze sklepów znacząco poszerzył swój zasięg działania, co ma odzwierciedlenie w sprzedaży.

KB: Dlaczego IDH nie zdecydował się na tworzenie własnych marek, tylko przejmowanie tych już istniejących i – nie ukrywajmy – walczących z problemami codziennej płynności, a nie patrzących w przyszłość (vide Bileteria)?

DL-P: Według naszej oceny łatwiej i szybciej jest reaktywować już istniejącą markę, przeprowadzić skuteczny proces reaktywacji i tchnąć w nią nowe życie, niż tworzyć nową markę ponosząc ogromne koszty związane z promocją i marketingiem. Takie podejście do biznesu oznacza, że wśród przejętych przez nas sklepów, z których większość posiadała pewnego rodzaju problemy, nie wszystkie z nich da się przywrócić do działania, jak choćby stało się to z Zon sp. z o.o. (dawniej: Bileteria.pl Sp. z o.o.). Cieszy nas jednak to, że w większości sklepów udało się nam zredukować stałe koszty działalności i sklepy te już wkrótce staną się rentowne.

KB: Na jaki cel planujecie przeznaczyć środki pozyskane ostatnio od inwestorów? Przejęcie Kolporter.pl wygląda na pierwszy krok większego planu…

DL-P: Środki pozyskane od inwestorów o wartości 6 mln złotych w dużej mierze zostały przeznaczone na restrukturyzację i rozwój przejętych sklepów. Pozostała część zostanie przeznaczona na poprawę funkcjonowania magazynu i logistyki. Nasz obecny magazyn o powierzchni blisko 600m2 przestaje już być wystarczająco duży i w niedługim czasie będziemy zmuszeni szukać nowego miejsca na przechowywanie i wysyłkę towaru.

KB: Załóżmy, że Empik dostał zgodę na przejęcie Merlina. Jak będziecie rywalizować z takim kolosem?

DL-P: Mamy bardzo dużo pomysłów na usprawnienie procesu obsługi klienta, wdrożenie programów lojalnościowych i innych, ale za wcześnie jeszcze na zdradzenie szczegółów. Do 2013 roku planujemy osiągnięcie miejsca w pierwszej trójce największych sklepów internetowych w Polsce. Będziemy również prowadzić prace nad zwiększeniem rozpoznawalności nie tylko poszczególnych brandów wchodzących w skład Internetowego Domu Handlowego, ale grupy sklepów jako całości funkcjonującej jak dom towarowy online.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

Pokaż Swój Sklep [PSS]: Filip Głowacz i Adrian Drózd, HandyChart.pl

Zapraszam do trzeciego już materiału z cyklu Pokaż Swój Sklep (PSS), którego zadaniem jest promocja nowych sklepów internetowych. Tym razem prezentujemy sklep HandyChart.pl, oferujący bardzo ciekawy produkt (połączenie białej tablicy z flipchartem). Jeżeli chcielibyście pokazać siebie i swój sklep w tej serii wpisów to zapraszam do kontaktu ze mną.

Krzysztof Bartnik (eKomercyjnie.pl): Czym zajmowaliście się przed uruchomieniem swojego sklepu?

Filip Głowacz i Adrian Drózd (HandyChart.pl): Od kilku lat związani jesteśmy z branżą internetową, jak i ogólnie pojętą przedsiębiorczością. Filip założył i prowadził Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości przy WSB we Wrocławiu, a Adrian stał się najmłodszym beneficjentem tej organizacji.

Jesteśmy młodymi osobami, jednakże mamy już na swoim koncie pierwsze poważne doświadczenia z własnym biznesem. Próbowaliśmy zmierzyć się z własnymi pomysłami na internetowy startup. Działaliśmy wtedy osobno, jednak jako przyjaciele wzajemnie siebie inspirowaliśmy i wspieraliśmy radami.

Bacznie śledziliśmy (i nadal to robimy) rynek zagranicznych startupów. To nasze hobby. Ponad rok temu postanowiliśmy, że połączymy siły w projekcie AnyIdea.pl, którego pierwszym etapem realizacji jest blog, na łamach którego prezentujemy ciekawe (naszym zdaniem) projekty na internetowy biznes, które powstały za granicami naszego kraju, a mogłyby zainspirować przeciętnego Kowalskiego do odpalenia podobnego pomysłu w Polsce.

KB: Dlaczego zdecydowaliście się uruchomić sklep internetowy?

FG i AD: Ukrytym dnem AnyIdea.pl było pobudzenie nas, czyli autorów bloga do poszukiwania inspiracji i spełnienia się w roli menadżera start-upa. Obaj mamy pewne doświadczenia związane z inwestorami, mediami i projektami internetowymi, które chcemy wykorzystać. Jednak tym razem zaczęliśmy jak typowi startupowcy – czyli w garażu, bez kasy z zewnątrz.

Współpracując razem często urządzaliśmy sobie burzę mózgów. Nie chcielibyście widzieć jak wiele zapisanych kartek wyrzuciliśmy, czy zmarnowaliśmy pracując nad różnymi koncepcjami, czy wariantami naszych projektów. Niestety, nie możemy zamontować białej tablicy (sucho ścieralnej), gdyż nie zawsze pozwalały na to warunki, a poza tym sesje robiliśmy różnych miejscach (w domu, w biurze inkubatora, na uczelni). Rozwiązanie przyszło z zagranicy. Filip zaprezentował mi specjalną folię, którą można nanieść na dowolną płaską nawierzchnię, a która po ściągnięciu nie zostawia śladu – http://magicwhiteboard.uk. Była to dla mnie niesamowita rewelacja, gdyż po ściągnięciu mogliśmy ją zawiesić u któregoś z nas w mieszkaniu bez żadnych dodatkowych mocowań. W dodatku każdy zapisany tekst można było swobodnie zmazać. Poręczność i praktyczność tego produktu pozwalała nam na swobodną zabawę z prezentacją naszych pomysłów.

Po konsultacji pomysłu z różnymi osobami zdecydowaliśmy się wystartować z własnym produktem HandyChart.

KB: Ile trwało uruchomienie Waszego sklepu?

FG i AD: Wydawało nam się, że postawienie sklepu z praktycznie jednym produktem jest dość prostym zadaniem. Szybko przekonaliśmy się, że przez złe decyzje dotyczące warunków współpracy z wykonawcą sklepu dzień startu przeciągał się z tygodnia na tydzień.

Mieliśmy zaplanowaną akcję w social media i chcieliśmy wystartować z początkiem lipca, jednakże zawirowania przy stawianiu sklepu spowodowały iż zmieniliśmy wykonawcę prac programistycznych. W związku z tym, że czasu było mało, a nam zależało na rychłym starcie zwróciliśmy się do znajomego, który polecił nam system PrestaShop i stwierdził, że jest w stanie postawić sklep w nieco ponad tydzień. Zabrzmiało to dla nas podejrzanie, aczkolwiek nie mieliśmy innego wyjścia niż mu zaufać. Sklep faktycznie powstał od podstaw w ok. 2 tygodnie. W tym czasie przetestowaliśmy system płatności, załataliśmy poważniejsze dziury i 9 sierpnia poinformowaliśmy o oficjalnym starcie.

Ogólnie rzecz ujmując proces znalezienia odpowiedniego produktu, stworzenie własnych opakowań, naklejek, grafiki i dopasowanie skryptu zajęło nam ok. 3 miesięcy.

KB: Jakim budżetem dysponowaliście na początku działalności?

FG i AD: Chcieliśmy wystartować z jak najmniejszymi kosztami i prawie udało nam się wypełnić nasze założenia – idąc zgodnie z ideologią 37signals.

Budżet, który pozwolił nam postawić sklep w takiej postaci jak jest obecnie dostępny i wypełnić nasz “magazyn” na start produktami to ok. 5 000zł. Ta inwestycja pozwoliła nam już w pierwszym miesiącu pokryć koszty działania firmy i wypracować zysk z działania sklepu, który w całości idzie na rozwój firmy.

Warto tutaj zaznaczyć, że gdyby nie możliwość skorzystania z Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości (który pozwolił obniżyć do minimum koszt działania firmy) oraz sprzyjającym nam ludziom (Krystian Podemski – programista; Dominik Wasienko – grafik) nie udałoby się osiągnąć tak niskich kosztów rozpoczęcia naszego projektu.

KB: Dlaczego postawiliście na sklep z tak specyficznym asortymentem, jakim jest HandyChart?

FG i AD: Obydwaj jesteśmy pasjonatami odkrywania luk rynkowych, które są jeszcze mało zagospodarowane. Okazało się, że produkt jaki oferujemy ma w sobie nieodkryty do końca potencjał i jest w Polsce mało znany. Wierzymy, iż dzięki naszemu uporowi i włożonym wysiłkom jesteśmy wstanie dotrzeć do świadomości klientów indywidualnych jak i firm z branży szkoleniowej/konsultingowej – chcemy pokazać im coś, czego być może wcześniej nie widzieli, a co tak bardzo ułatwiło nam pracę.

HandyChart pozwala nam się wyróżnić na tle tysięcy sklepów internetowych. Mamy nadzieję, iż pokazuje nas od kreatywnej strony, a nas samych uczy wiele pokory, cierpliwości i wytrwałości. Ta oryginalność ma również swoje słabe strony, otóż wiele wysiłku musimy włożyć by przekonać klienta do zakupu, który póki co podchodzi z wielką ostrożnością do naszego produktu – ale uwielbiamy wyzwania i od samego początku byliśmy na to przygotowani.

KB: Czy zdecydowaliście się na gotową platformę sklepową czy stworzyliście własną?

FG i AD: Od początku stawialiśmy na gotowe rozwiązania. Ze wszystkich przeglądniętych systemów i możliwości ostatecznie wybraliśmy PrestaShop i jesteśmy zadowoleni z tego wyboru. Zarządzanie sklepem jest proste, intuicyjne i przyjemne. Czas przystosowania skryptu do grafiki, postawienia na serwerze był decydującym czynnikiem. Dwa tygodnie i mieliśmy coś co sprawnie działało i dość dobrze się prezentowało.

KB: Gdybyście mieli teraz robić swój e-sklep, to co zrobilibyście inaczej?

FG i AD: Wyciągnęliśmy lekcję z pierwszego miesiąca działania naszego sklepu i teraz planujemy wprowadzić ważne poprawki by przekaz strony sprzedawał produkt. Gdy rozkręcimy bardziej HandyChart, to w niedalekiej przyszłości (korzystając ze zdobytego doświadczenia) chcemy odpalić kolejny sklep z dedykowanym produktem.

Uświadomiliśmy sobie jak ważny jest przekaz, który ułatwi klientowi podjęcie decyzji o zakupie – szczególnie przy tak specyficznym produkcie. Aktualnie pracujemy nad tym, abyśmy nie musieli walczyć z obawami klientów, którzy nie do końca są przekonani co do możliwości produktu. W tej chwili treść na naszej stronie nie sprzedaje produktu – przed nami jeszcze wiele pracy, by ten stan rzeczy zmienić.

P.S. Panowie z HandyChart.pl przy okazji wywiadu przygotowali kod rabatowy (5%) dla czytelników eKomercyjnie. Aby z niego skorzystać, podczas składania zamówienia wpiszcie “ekomercyjnie” w odpowiednim polu.





Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zobacz kolejny artykuł

Przez oszczędność do bankructwa, czyli o roli marketingu w sklepie internetowym

„Sklep internetowy to biznes idealny – trochę pracy na początku, a później już samo się kręci…” – ile setek sklepów internetowych zostało założonych przez tak myślących oportunistów z zerowym budżetem, brakiem umiejętności i pracą na etat na karku? Ilu zrezygnowało po kilku miesiącach wyczerpując budżet lub zniechęcając się brakiem wyników? Niejeden dostawca oprogramowania utrzymuje się na rynku dzięki wpłatom od sklepów, które nigdy nic nie zarobiły. Zastanówmy się co zrobić, żeby nie zostać jednym z bankrutujących sponsorów takich firm.

Jednym z głównych pomysłów na prowadzenie sklepu internetowego jest utrzymywanie kosztów na poziomie absolutnego minimum. Idea jak najbardziej słuszna, ale źle zrozumiana może łatwo doprowadzić do biznesowej tragedii. Postaram się pokazać na przykładach jak nie dać się sprowadzić na manowce poprzez skupianie się wyłącznie na kosztach. Zabawimy się w projektowanie uproszczonego modelu finansowego sklepu internetowego rozpoczynającego działalność. Zacznijmy od nakreślenia tła dla tych eksperymentów.

Nasz sklepowy biznes rozkręcamy na poważnie. Przede wszystkim – mamy 15 000zł kapitału. W ramach bardzo dużego uproszczenia zakładamy, że towar jest już na stanie magazynowym i nie mamy problemu z jego odtwarzaniem. Projektując własny model finansowy z pewnością ujmiecie to w obliczeniach, ale rozważanie wpływu terminów płatności faktur na płynność finansową wykracza poza zakres naszego dzisiejszego eksperymentu.

Dla czystości sumienia możecie założyć, że budżet był pierwotnie o 5000zł wyższy i ta kwota jest cały czas trzymana w towarze. Kapitał decydujemy się przeznaczyć na szeroko pojętą działalność sklepu, w tym utrzymanie naszej skromnej osoby, na co przeznaczamy 3000zł miesięcznie. Ta swoista „wypłata” pozwala nam się w pełni skupić na rozkręcaniu działalności w dążeniu do lepszego jutra, więc odważnie patrząc w przyszłość rzuciliśmy pracę na etacie. Wygospodarowany w ten sposób czas angażujemy na rzecz sklepu pracując nad zwiększeniem liczby odwiedzających. Popracowaliśmy nieco wcześniej tworząc ciekawe treści przyciągające naszą przyszłą klientelę do sklepu, więc już na początku możemy oczekiwać 2000 odwiedzających miesięcznie. Czas poświęcony na przyciąganie klientów procentuje i w naszej zabawie możemy się spodziewać, że ruch będzie wzrastał dzięki temu o 10% miesięcznie. Wiedząc co nieco o e-handlu i stosując tą wiedzę w praktyce oczekujemy umiarkowanej konwersji na poziomie 1,5% przy średnim zamówieniu wartym 150zł i całkiem atrakcyjnej marży 20%.

W pierwszym scenariuszu zdajemy się całkowicie na własne umiejętności i nie inwestujemy ani grosza w reklamę. Spójrzmy na projekcję liczby odwiedzin i zamówień w ciągu pierwszych dwunastu miesięcy działalności.

Wykres wygląda zachęcająco, a pierwszy rok skończymy realizując 85 zamówień w ostatnim miesiącu. Optymistycznie nastawieni decydujemy się na przyjrzenie się prognozie stanu finansów naszego sklepu, tym razem w nieco szerszym przedziale.

Nie wygląda to dobrze. W dziesiątym miesiącu działalności wyczerpany został budżet, co oznacza najzwyklejsze bankructwo. Teoretycznie osiemnaście miesięcy po uruchomieniu sklepu wracamy na prostą, ale w praktyce nieco ponad pół roku wcześniej stanęliśmy za ladą znanej międzynarodowej sieci fast-food na literę M i od tego czasu czekamy, aż zaczną do nas mówić „Panie kierowniku”, a w sklepie internetowym pojawiła się informacja „wracamy wkrótce”. Wygląda więc na to, że przy opisanych wyżej założeniach i ograniczeniach nie ma możliwości utrzymania tego sklepu na powierzchni. A może jednak?

W drugim scenariuszu decydujemy się część posiadanego kapitału zainwestować w reklamę. Podobnie jak wcześniej, podchodzimy do tego rozsądnie, dzięki czemu udaje nam się pozyskać odwiedzającego (nie klienta!) za 50gr „od głowy”. Do tych odwiedzających stosujemy tą samą wartość konwersji co do pozostałego ruchu, czyli 1.5%. Część z pozyskanych w ten sposób odwiedzających zasila szeregi osób, które odwiedzają sklep z własnej woli. Załóżmy, że będzie to 10% spośród nich – może kiedyś coś kupią. Na płatne działania reklamowe decydujemy się przeznaczać 500zł miesięcznie. Jak teraz prezentują się odwiedziny i zakupy?

Proporcje są oczywiście te same, ale tym razem po roku obsługujemy już 128 zamówień, czyli o 50% więcej niż w poprzednim scenariuszu. A jaki jest stan finansów dodatkowo obciążonych kosztami reklamy?

Niespodzianka! Wydając więcej jesteśmy bogatsi, a co ważniejsze – tylko ocieramy się o dno własnej kiesy, nie wpadamy jednak w otchłań długów. Porównując stan finansów z obu scenariuszy zauważysz, że w pierwszym na początku wydajemy mniej i dzięki temu wciąż mamy więcej pieniędzy na koncie. W drugim scenariuszu rozsądnie dobierając budżet reklamowy wydajemy pieniądze szybciej, ale jednocześnie szybciej zbliżamy się do punktu, w którym zysk ze sprzedaży przekracza koszty (naszą pensję + koszt reklam).

Tym artykułem chciałem pokazać, że trzymanie się minimalnych kosztów nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem w biznesie. Taka strategia wydaje się dobra, ale powoduje, że możemy nie doczekać owoców swojej pracy. Zawsze warto rozpatrzyć kilka scenariuszy i przeprowadzić kilka eksperymentów. Przygotowanie tego modelu finansowego wraz z napisaniem całego artykułu zajęło mi kilka godzin, ale czyż nie było warto? Bez tych danych mógłbym zdecydować się na opcję niskokosztową, a w ten sposób stracić 15 000zł i 10 miesięcy życia.

Dla mnie to był tylko eksperyment myślowy i okazja do pobawienia się wykresami, bo wcale nie zamierzałem zakładać sklepu internetowego. Poświęciłem jednak swój czas i jestem zadowolony z rezultatów. Czy uruchamiając biznes, niekoniecznie sklep internetowy, możesz sobie pozwolić na poddanie się koncepcji „jakoś to będzie”, czy może odrobisz własną lekcję?

Robert Janeczek – Prezes Zarządu G-Forces Web Management Polska sp. z o.o. i zubibu sp. z o.o. Zaangażowany od początku w projekt tworzenia nowoczesnej platformy e-handlowej e-Trade Pro, sprzedawanej z sukcesami również w Wielkiej Brytanii jako Tiger Commerce. Czasami jeszcze „dłubie w kodzie”, ale głównie zajmuje się planowaniem strategii produktowej zarządzanych spółek. Ostatnio wprowadza sklepy internetowe w erę mobile commerce oferując usługę zubibu pozwalającą błyskawicznie uruchomić mobilny sklep internetowy. Zapowiada, że wkrótce ujawni kolejne ciekawe projekty.

Autor wpisu

1 komentarzy do tekstu

  1. Kolejna bardzo ważna informacja dla początkujących.
    Dzięki.

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)