eKomercyjnie.pl

Kasa fiskalna w sklepie internetowym – kiedy jest konieczna? Zmiany od 2013 roku

Od 1 stycznia 2013 roku zmieniły się przepisy dotyczące konieczności stosowania kas fiskalnych. Dla przedsiębiorców dokonujących transakcji z osobami prywatnymi istotne jest zmniejszenie limitu obrotu, który uprawnia do zwolnienia z obowiązku instalacji kasy. Ważne jest także wprowadzenie proporcjonalnego sposobu obliczania kwoty limitu dla nowych firm.

AdvertisementReklama

Kasy fiskalne będą powszechniejsze

Nowe kryteria wprowadzane są przez Rozporządzenie ministra finansów z 29 listopada 2012 r. w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących.

Nie zmienia się ogólna zasada mówiąca, że zwolnienie ze stosowania kasy fiskalnej dotyczy przedsiębiorców, którzy prowadzą sprzedaż na rzecz osób prywatnych oraz nie przekraczają limitów określonych w rozporządzeniu. Ponadto, rozporządzenie wymienia branże dla których stosowanie kasy jest obligatoryjne oraz te, które są z tego obowiązku odgórnie zwolnione. W takich przypadkach nie mają znaczenia limity oraz to, czy odbiorcami są firmy, czy osoby prywatne.

Dla dużej grupy przedsiębiorców, o konieczności stosowania kasy fiskalnej decydują limity obrotu. Dotychczasowe przepisy przewidywały zwolnienie z konieczności instalacji kasy fiskalnej dla sprzedawców nieprzekraczających rocznego limitu obrotu w wysokości 40 000 zł (dla firm kontynuujących działalność) lub 20 000 zł (dla nowych przedsiębiorców – bez względu na długość prowadzenia działalności w pierwszym roku). Od 1 stycznia 2013 roku wprowadzona zostaje nowa wysokość limitu obrotu dla firm kontynuujących działalność, a sposób ustalania limitu dla nowych firm staje się bardziej restrykcyjny.

Nowe zasady przewidują tylko jedną kwotę limitu zwalniającego z konieczności instalacji kasy fiskalnej, która wynosi 20 000 zł. Odnosi się ona do:

  • przedsiębiorców którzy prowadzą działalność kolejny rok,
  • przedsiębiorców, którzy rozpoczęli działalność w roku 2012 i kontynuują ją w 2013 r. lub rozpoczynają działalność po 31 grudnia 2012 r. (wówczas limit wyliczany jest proporcjonalnie do czasu trwania działalności).

Innymi słowy, osoby, które zaczynają działalność gospodarczą muszą obliczać limit 20 000 zł zwalniający z kasy fiskalnej proporcjonalnie do czasu trwania działalności. Wcześniej limit ten nie miał związku z czasem funkcjonowania firmy.

Ponadto, firmy, które w 2012 r. osiągnęły obrót powyżej 20 000 zł ale poniżej 40 000 zł, będą musiały zainstalować kasy fiskalne, mimo że na starych zasadach nie musiałyby tego robić. W takim przypadku, należy rozpocząć ewidencję sprzedaży na kasie fiskalnej od 1 marca 2013 r. Natomiast przekroczenie limitu obrotu już po 1 stycznia 2013 roku zobowiązuje przedsiębiorcę do rozpoczęcia stosowania kasy fiskalnej najpóźniej do dwóch miesięcy po miesiącu, w którym limit został przekroczony.

Inne zasady dotyczące konieczności stosowania kas fiskalnych

Warto pamiętać, że istnieją takie branże, które nakazują instalację kasy fiskalnej niezależnie od tego na rzecz kogo prowadzona jest sprzedaż (osoby prywatne, firmy) oraz jaka wysokość obrotu została osiągnięta. Chodzi o sprzedaż takich towarów, jak:

  • gaz płynny, paliwa, dodatki do paliw;
  • części i akcesoria do silników, pojazdów mechanicznych, przyczep, naczep, (z wyłączeniem części do motocykli);
  • silniki spalinowe, nadwozia do samochodów, przyczepy, naczepy i kontenery;
  • sprzęt radiowy, telewizyjny i telekomunikacyjny;
  • sprzęt fotograficzny (z wyłączeniem części i akcesoriów);
  • wyroby z metali szlachetnych oraz zawierające te metale;
  • płyt CD, DVD, kart pamięci i inne nośniki z zapisanymi danymi lub zawierające oprogramowanie komputerowe;
  • wyroby tytoniowe i alkoholowe.

Firmy handlujące powyższymi towarami muszą instalować kasy fiskalne niezależnie od tego w jaki sposób dostarczają zakupy nabywcom.

Kasy fiskalne przy sprzedaży przez Internet

Nowe rozporządzenie nie zmienia sytuacji firm prowadzących sprzedaż za pośrednictwem Internetu, pod warunkiem, że jest to sprzedaż wysyłkowa. Zwolnienie ze stosowania kasy fiskalnej obowiązuje bez względu na limit sprzedaży. Sprzedawcy muszą jednak spełnić dwa warunki:

  • zapłata za towar została dokonana za pośrednictwem poczty, banku lub SKOK-u na rachunek bankowy przedsiębiorcy,
  • prowadzona jest ewidencja, która pozwala jednoznacznie zidentyfikować nabywców konkretnych towarów.

Zwolnienie to dotyczy tylko sprzedaży wysyłkowej. Jeśli firma oprócz formy wysyłkowej, dostarcza klientom towar także w inny sposób, to musi zwracać uwagę na obowiązujące limity.

Autorem powyższego materiału jest Sebastian Bobrowski, Dyrektor Finansowy inFakt – firmy oferującej księgowość z dostępem do dokumentów i finansów w aplikacji online, darmowym kurierem i profesjonalną obsługą księgową.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Idealna platforma sklepowa

„Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień,
pewnie byłabym
supermenem, tyle o kobietach wiem
jestem jedną z nich.”
Supermenka, Kayah

Jakże bym chciał, aby piosenka ta miała tytuł „Supersklep” i była śpiewana przez Moją Platformę Sklepową! Dlaczego? Ponieważ największym problemem we współpracy z platformami sklepowymi jest to, że niemal żadna z nich nie wyrosła z e-sklepu i nie zatrudnia na kluczowych stanowiskach osób, które e-sklep z prowadziły. Twórcy platform najczęściej nie mają pojęcia o tym, jak funkcjonuje e-sklep jako biznes. Nie wiedzą, czego tak naprawdę potrzebują ich klienci.

AdvertisementReklama

Trwająca na rynku wojna międzyplatformowa toczy się na „ilość”, nie jakość. Większość platform chwali się ilością sklepów, które na nich funkcjonują. Mam jednak wrażenie, że jakby zsumować wszystkie te sklepy, okazałoby się, że jest ich kilka razy więcej, niż realnie działa w całej Polsce. Na długiej liście funkcjonalności duża część to przysłowiowe „drzwi do lasu”, a ze względu na niedoróbki często nawet „drzwi do zagajnika”. Marketingowa potrzeba pompowania liczby funkcji i modułów prowadzi do absurdów np. „sklep posiada moduł koszyka”. Rewolucja! Panie i Panowie! W tym e-sklepie można kupować!

Kolejnym grzechem platform jest swoistego rodzaju arogancja. One wiedzą najlepiej! Ich rozwiązania są jedyne i słuszne! I co najważniejsze, nigdy nie popełniają błędów.

Nie sztuka jednak rzucać kamieniami. Należy pamiętać, że sama idea platformy sklepowej zawiera w sobie pewnego rodzaju ograniczenia funkcjonalne. Warto też zauważyć znaczenie platform dla rozwoju polskiego e-commerce. Chciałbym natomiast na jedną krótką chwilę zamienić się z platformami sklepowymi miejscem i wskazać najbardziej, moim zdaniem, zaniedbane obszary. Przyjmijmy dla ułatwienia, że moja wymyślona platforma nazywa się GCS.

W pierwszej kolejności postawiłbym na sprawny proces komunikacji z e-sklepami. Klienci powinni mieć dedykowanych opiekunów, a maksymalny czas odpowiedzi na zgłoszenie nieawaryjne powinien wynosić 24h. W obszarze zgłoszeń błędów i awarii wprowadziłbym system oceny wiarygodności oparty o zgłoszenia historyczne. Klienci nie mają interesu zgłaszać wyimaginowanych błędów, jednak zdarza się, że brak wiedzy powoduje zgłaszanie błędów. Niezależnie od rangi, każde zgłoszenie awaryjne powinno być przeanalizowane w duchu domniemania winy GCS.

Wprowadziłbym darmowe e-warsztaty w zakresie korzystania z platformy. Klienci chętniej korzystają ze szkoleń, niż samodzielnie przekopują się przez słowo pisane. Chciałbym, aby moi klienci umieli wykorzystać cały potencjał platformy, a jednocześnie szkolenia stałyby się kanałem otrzymywania informacji zwrotnej. Szkolenia w okresie testowym znacząco podniosłyby liczbę klientów, którzy przedłużyliby korzystanie z GCS.

Promowałbym GCS nie ilością, a jakością. Najlepszym sklepom zaoferowałbym lepsze warunki handlowe w zamian za możliwość wykorzystywania ich wizerunku w działaniach marketingowych. Budowanie pozycji rynkowej oparłbym więc o sukces swoich klientów. Dlatego w ramach platformy oferowałbym darmowe e-szkolenia w zakresie e-commerce. „Upadające” lub z ledwością wiążące koniec z końcem sklepy nie są dobrymi klientami. W obecnych realiach z łatwością można znaleźć partnerów i środki na sfinansowanie takich szkoleń.

GCS działałby w odmianach uwzględniających specyfikę najpopularniejszych w e- -commerce branż. Znane z reklam ACE „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” ma również zastosowanie w przypadku platform. Wiele elementów sklepu w zależności od branży powinno inaczej działać i wyglądać, np. wyszukiwarka czy karta produktu. GCS oferowałby więc wersje dedykowane najpopularniejszym branżom: odzież, rtv/agd, komputery, książki, kosmetyki… Pozwoliłoby to klientom na korzystanie z dostosowanego do ich potrzeb narzędzia bez konieczności ponoszenia dodatkowych nakładów.

Rozwój oprogramowania w zakresie nowych funkcjonalności determinowany byłby realnymi potrzebami klientów. Proces wdrażania oparty o system beta testów prowadzonych z udziałem zainteresowanych e-sklepów. Zachęcałbym do szeroko rozumianej współpracy, starając się zmienić „klientów” we „współgospodarzy”. Rozbudowanie relacji powinno owocować wzrostem lojalności.

GCS oferowałby jak największą liczbę integracji z przewoźnikami, dostawcami i zewnętrznymi systemami. Częstokroć o wyborze platformy decyduje, czy pozwala ona na kontynuowanie współpracy w określonej konfiguracji biznesowej. GCS zapewniałoby to dla nawet najbardziej egzotycznej konstelacji b2b.

Zgadza się! Prochu nie wymyśliłem. Tym bardziej dziwne jest, że nawet tego dosyć rudymentarnego poziomu istniejące platformy nie oferują. Trudno nie dostrzec, że na przeszkodzie stoi często model biznesowy oparty o niskie abonamenty i egalitarność. Nie twierdzę, że samo w sobie jest to złe podejście, jednak nie może ono być czynnikiem wpływającym na poziom świadczonych usług. Niestety „masowa produkcja” odciska wyraźne piętno na jakości oprogramowania i relacjach z klientem.

Oczywiście nie korzystam ani nie korzystałem ze wszystkich platform. Sporo z nich testowałem i wiele widziałem w akcji. Zapewne więc w ten czy inny sposób moje uwagi nie są trafne i nie odnoszą się do wszystkich funkcjonujących na naszym rynku. Taka niestety jest słabość syntetycznego podejścia do tematu. Byłoby jednak nieporozumieniem nie odnieść się na koniec do platformy, z której obecnie korzystam, czyli RedCart.

RedCart na pewno nie jest platformą idealną, bo żadna platforma taką nie jest. Największy problem stanowi komunikacja przebiegająca często w duchu Paragrafu 22. Występują również zaburzenia czasoprzestrzenne np. 7 dni w siedzibie RC = miesiąc dla reszty świata. Nie udało się też twórcom platformy zintegrować swoich klientów, chyba że w protestach. Rozwój oprogramowania jest chaotyczny i często z braku konsultacji z e-sklepami prowadzi do powstawania rozwiązań o znikomej przydatności. Marketing jest najczęściej prowadzony w stylu, który określam jako propagandowy.

Niemniej po roku korzystania z RedCart mogę również stwierdzić, że jest to platforma stabilna (99.99% dostępności) i wydajna (sklep potrafił przy podstawowym planie abonamentowym przyjąć w 1h nawet 10 tysięcy UU bez zadyszki). Funkcjonalność jest wystarczająca do prowadzenia nawet rozbudowanego sklepu. Zarządzanie sklepem (panel) posiada szereg rozwiązań pozwalających na oszczędność czasu. Liczba integracji oferowana przez RC jest bardzo duża i właściwie wyczerpuje nasze potrzeby. RedCart oferuje również za opłatą (czasami rozsądną, a czasami po zbóju) możliwość dodawania indywidualnych rozwiązań i modułów. Proces zgłaszania usterek i awarii działa poprawnie. Plany rozwoju są obiecujące, nawet przez pryzmat doświadczeń z ich realizacją. Relacja ceny do możliwości jest bardzo dobra.

Moje księgarnie przedłużyły umowy z RC na 2013 rok. Co nie zmienia faktu, że cały czas się rozglądam w poszukiwaniu idealnego „miejsca” dla MadBooks i Bookiatryk. Ostatnio bacznie obserwuję AtomStore, który wydaje się w dużej mierze realizować scenariusz działania, który sam bym napisał. Ale na ostateczną decyzję jest jeszcze za wcześnie…

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #15. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!





Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Po co w e-commerce misja firmy?

Chyba każdy przedsiębiorca miał kiedyś styczność z pojęciami: misja i wizja organizacji. Zapewne też w większości przypadków reakcja na te elementy jest w pierwszym momencie ironiczna. To w końcu „takie marketingowe idealistyczne przesłanie, które wypada mieć”. Czy misja może jednak wpłynąć na powodzenie biznesu, szczególnie e-commerce? Po co się ją tworzy, dlaczego jest tak ważna i dlaczego większość osób całkowicie niesłusznie traktuje ją płytko i powierzchownie?

AdvertisementReklama

Sklep internetowy — trochę (nie)typowy biznes

Wyobraźmy sobie typowego konsumenta online, który pragnie kupić perfumy. Ma do wyboru kilkadziesiąt mniejszych lub większych perfumerii. Przynajmniej w pięciu ceny kształtują się na bardzo zbliżonym poziomie, dostępność, warunki i koszty dostawy są praktycznie identyczne. Pytanie brzmi: który sklep wybierze?

Może oczywiście pomyśleć o sprawdzeniu reputacji firmy, prześledzić historię jej działań, reakcje na sukcesy czy nieudane transakcje. Przy okazji dowie się też, jaki jest wpływ firmy na otoczenie, w którym funkcjonuje (czy np. stara się być odpowiedzialna społecznie). Patrząc na te elementy, cel sprzedawcy jest oczywisty: szybko wyrobić sobie dobrą opinię na temat wiarygodności samej oferty, jak i sklepu. Właśnie dlatego misja firmy jest tak ważna w biznesie internetowym, gdzie wszechobecna możliwość inwigilacji i sprawdzania wszelkich doświadczeń z przeszłości pozwala na często mylne postrzeganie wartości przedstawianej oferty. Firma musi dbać o własną reputację, musi umieć stworzyć wizerunek partnera, dbającego o otoczenie, w którym funkcjonuje. Misja pozwala w sposób trwały wyróżnić markę na rynku.

Czym jest misja w sklepie internetowym?

Misja stanowi fundament istnienia firmy, to głębokie przesłanie, które pozwala odpowiedzieć na pytanie: „po co właściwie stworzyliśmy tę firmę?”. Bardzo często jest nienazwana, ale istnieje w organizacji jako swoisty „dobry duch”, który dodaje energii na podejmowanie kolejnych wyzwań. Dlatego jest tak istotna w polskim e-commerce, gdyż w większości przypadków sklepy są przedsiębiorstwami rodzinnymi. Rozwój może zostać spotęgowany przez odkrycie na nowo misji, która pozwoli lepiej i sprawniej ukierunkować działania biznesowe. Dobra misja stanowi gwarancję sukcesu firmy.

Jak misja może wpłynąć na działania biznesowe firmy?

Każda firma istnieje w pewnym konkretnym otoczeniu. Zarówno firma ma wpływ na otoczenie, jak i otoczenie oddziałuje na nią. Dobrze określona misja, która nie stanowi „wydmuszki” marketingowej, pozwala w lepszym stopniu łączyć działalność biznesową z budowaniem pozytywnej reputacji w otoczeniu. W konsekwencji długofalowo ma to wpływ na skuteczność biznesową.

Przykładowo: jeśli jakiś sklep internetowy nie tylko konsekwentnie stara się promować swoją ofertę, ale przy okazji rozwija całą branżę e-commerce (co ma pozytywny wpływ także na konkurencję), to długofalowo skuteczniej zacznie być postrzegany jako wiarygodny partner, lider i innowator. Taki wizerunek z kolei z pewnością przełoży się na zwiększony sukces finansowy.

Dlatego tak ważne jest określenie wiarygodnej misji, która nie będzie „pustym frazesem” napisanym w dziale„o nas”, ale obietnice w niej zawarte będą faktycznie realizowane. O tym, jak ważna jest dobra reputacja wielokrotnie przekonały się liczne sklepy internetowe np. z branży odzieżowej przy współpracy z blogerkami modowymi.

Warto także podkreślić, że misja ma znaczny wpływ na lojalność klientów wobec sklepu. Jeśli wartości sklepu są tożsame z wartościami uznawanymi przez konsumentów, to staną się oni bardziej lojalni. Lojalność wzrasta bowiem, kiedy społeczność skupiona wokół marki doskonale rozumie powody działania firmy.

„Delivering happiness”

„W Zapposie chodzi o dostarczanie światu szczęścia” — tak postrzega świat Tony Hsieh, twórca marki Zappos.com – sklepu, który głównie z handlu odzieżą i obuwiem ma ponad miliard dolarów przychodu rocznie. Sukces polegał na umiejętności przekucia tej misji w realne działania operacyjne firmy.

Tu nie chodzi tylko o fakt, że piękne i wygodne buty są prawdziwym szczęściem dla prawie każdej kobiety, ale także o stworzenie atmosfery dla pracowników, która daje jak najwięcej szczęścia. To dlatego firma starannie dba o każdy najmniejszy szczegół wspomagający komfort pracy – od różnorakich konkursów dla pracowników, poprzez doskonałą opiekę medyczną i stomatologiczną, możliwość ustalania premii uwarunkowaną podnoszeniem swoich umiejętności, aż po skrócenie czasu awansów, aby pracownicy mieli poczucie ciągłego rozwoju. Ale na tym nie koniec, bo Zappos uszczęśliwia też swoich klientów poprzez skrócenie czasu dostaw produktów do 24 godzin oraz wydłużenie czasu na zwroty do 365 dni w roku. To wszystko w myśl zasady „dostarczamy szczęście”.

Efekty? Zappos prawie 75% przychodów osiąga poprzez zakupy od lojalnych i stałych klientów, którzy zamawiają średnio 2,5 raza więcej, niż nowi klienci.

„Najlepsi projektanci dostępni dla każdego”

Made.com z kolei wyrósł na misji udostępnienia po przystępnej cenie mebli i akcesoriów wyposażenia wnętrz o najbardziej pożądanym wzornictwie, pochodzących od najlepszych projektantów.

Każdy klient wie, że firma robi wszystko, by spełnić tę obietnicę. Muszą być jednak zachowane odpowiednie reguły gry: Made.com stara się skrócić proces, poprzez bezpośrednie zamówienia u producentów, ale klient musi też dać coś od siebie w postaci dłuższego czasu oczekiwania na produkt. Zamówienia bowiem są składane co 7 dni, aby przez zakup grupowy umożliwić najlepsze negocjacje cenowe z producentami.

Czysta misja pozwala na klarowne zrozumienie powodów działania firmy. Efekty? Firma plasuje się w Top 50 najlepszych sklepów z wyposażeniem wnętrz według rankingu The Independent.

Przykłady, które potwierdzają, jak istotna jest misja i jej skuteczne wcielanie w życie można mnożyć. Istotne jest to, że dobrze określona misja stanowi gwarancję trwałego wyróżnienia się marki w e-commerce. Im szybciej zajmiesz się tym tematem, tym lepiej dla wyników Twojej firmy.

Marcin Piwowarczyk – strategy director w agencji Bold Brand Commerce, specjalizującej się w brandingu i designie dla e-commerce.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #15. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)