eKomercyjnie.pl

Pingwin kontratakuje

Siła pingwina wzbudziła u Was silne emocje. Liczba komentarzy (zarówno pozytywnych, jak i negatywnych) bardzo mnie zaskoczyła. Pisząc, nie zdawałem sobie sprawy z rozmiaru niewiedzy na temat Linux i siły nawyku korzystania z Windows. Początkowo starałem się odpowiadać na wszystkie uwagi i komentarze, ale szybko okazało się to nierealne. Postanowiłem więc, zebrać wszystkie krytyczne uwagi i ustosunkować się do nich zbiorczo. Przypominam dla porządku, że tekst dotyczył obniżania kosztów informatycznych w małych firmach i eKomercyjnie nie jest portalem ludzi IT, a ludzi e-biznesu.

Zarzut pierwszy: Linux nie jest bezpieczny

Napisałem, że korzystając z Linux nie trzeba kupować antywirusa. Niektórzy odczytali to jako deklarację braku wirusów i zagrożeń dla bezpieczeństwa w Linux. Nie jest to prawda. Faktycznie na Linux występują „wirusy”. Jest ich jednak bardzo mało i nie rozprzestrzeniają się tak szybko jak „oknowirusy”. Pingwin posiada również parę „antywirusów” czy raczej programów zwiększających bezpieczeństwo systemu, które są darmowe, również dla zastosowań biznesowych.

Linux ze względu na architekturę systemu i koncepcję dystrybucji jest znacznie bezpieczniejszy od Windows. Co nie znaczy, że w 100% bezpieczny. Legenda hackingu Kevin Mitnick napisał: „Łamałem ludzi, nie hasła”. Koniec końców systemem zarządza człowiek i bardzo dużo zależy od niego. Często użytkownicy mylą wirusy z programami spyware, malware, atakami phishing itp. W takich wypadkach należałoby powiedzieć jednak „to nie wirus, to głupota”. Instalowanie oprogramowania niewiadomego
pochodzenia, podawanie danych do logowania np. banku, wysyłanie pieniędzy nigeryjskim naciągaczom lub ślicznotkom z Białorusi… to przykłady atakowania najsłabszego – organicznego komponentu każdego systemu.

Linux jest systemem bezpiecznym, z dużą ilością darmowych narzędzi do podniesienia poziomu bezpieczeństwa na bardzo wysoki poziom. Liczba zagrożeń w stosunku do Windows jest znikoma. System ten jednak podobnie jak Windows nie jest odporny na brak wyobraźni użytkowników i choć skala zjawiska jest znacznie mniejsza, to jednak jeśli się postaramy, możemy paść ofiarą wyłudzenia lub oszustwa.

Zarzut drugi: Darmowe oprogramowanie nie jest tak dobre i funkcjonalne, jak płatne

Napisałem, że do standardowych prac biurowych nie potrzeba drogiego oprogramowania. Oczywiście są prace, które mogą wymagać dodatkowych funkcjonalności niedostępnych w darmowym oprogramowaniu. Istnieją firmy działające w obszarach, gdzie darmowego oprogramowania nie ma. Ile jednak będzie takich firm? Moim zdaniem to niewielki odsetek.

Według ostatniego amerykańskiego raportu dotyczącego wykorzystania oprogramowania komputerowego w niewyspecjalizowanych firmach (biurach): 35% czasu poświęca się na prace z pakietem biurowym, 30% przeglądarką internetową, 10% e-mailem (via klient, gdyż www jest uwzględnione w przeglądarce), 10% komunikatorem, 15% „innym”.

Linux ma dostępne „najlepsze” przeglądarki Windowsa (FF, Chrome), klienta poczty (Thunderbird), komunikatory (Skype, Pidgin, Kadu), istnieje szereg innych alternatyw i możliwość korzystania z programów Windowsa za pomocą Wine.

Open Office/Libre Office jest oczywiście inne niż MS Office i zapewne nie ma w nim niektórych funkcji. Pytanie tylko, czy są to funkcje, z których się korzysta i czy są warte ceny za pakiet Microsoft. Główny zarzut stawiany LO to problemy w pracy na formatach MS. Na bogów, a po co pracować na formatach MS, skoro dostępne są otwarte odt, ods, odp?! To tak, jakby zarzucać samochodowi z kierownicą po lewej stronie brak wygody w jeździe po angielskich drogach.

Komputera używam od 25 lat. Mam ponad dziesięcioletnie doświadczenie w biznesie. Zarządzam kilkoma firmami i uczestniczę w projektach biznesowych o wartości kilkunastu milionów. Nigdy nie czułem, aby darmowe oprogramowanie w opisanym zakresie było dla mnie za słabe. Zastanawia mnie więc atak na nie, zwłaszcza osób o znacznie mniejszym „materiale porównawczym”.

Zarzut trzeci: Za darmowe oprogramowanie trzeba płacić podatki

Na ten temat nic nie pisałem, gdyż od 2008 roku sprawa jest właściwie jasna. W przypadku wykorzystywania zgodnie z licencją oprogramowania dostępnego dla wszystkich nieodpłatnie obowiązek podatkowy tytułem nieodpłatnego świadczenia nie powstaje.

W praktyce oznacza to, że jeśli licencja programu rozpowszechnianego za darmo zezwala na wykorzystanie komercyjne, możemy spać spokojnie. Należy jednak odróżnić darmowe oprogramowanie od płatnego dostarczanego gratis. Libre Office jest darmowym programem, gdyż każdy może go ściągnąć i z niego korzystać. Sprezentowany płatny program, np. MSO z tego przywileju już nie skorzysta. Wydaje się więc, że najbezpieczniej będzie przyjąć, że zwolnione z podatku są programy na wolnych licencjach, np. GNU/GPL.

Zarzut czwarty: Pomijam „ukryte” koszty Linux

Według moich krytyków pominąłem koszty wyspecjalizowanej obsługi informatycznej niezbędnej przy korzystaniu z Linux. Pominąłem, gdyż z doświadczenia wiem, że jest absolutnie niepotrzebna. Przytaczany jako dowód wzrost kosztów informatycznych w jednym z niemieckich urzędów, który migrował na wolne oprogramowanie… mogę skomentować uśmiechem.

Przecież urzędnicy (niezależnie z jakiego kraju) są synonimem zaradności, gospodarności i oszczędności! Zakup zbytecznych usług serwisowych i szkoleniowych podniosły koszt migracji, ale nawet to nie zmienia faktu, że w dłuższej perspektywie czasu migracja przyniesie oszczędności.Proponowałbym skoncentrować się na firmach i korporacjach, które korzystają z rozwiązań opartych o Linux, np. Google czy IBM.

Zarzut piąty: Płatne nie jest wcale takie drogie

Nie polemizuję. Niewykluczone, że ktoś ma lepsze ceny na zakup programów, np. Microsoft niż te, które znam z ofert składanych moim firmom. Natomiast jestem absolutnie pewny, że darmowe oprogramowanie jest tańsze od najtańszego płatnego.

Zarzut szósty: Sprzęt nie traci tak gwałtownie na wartości

Napisałem, że po roku sprzęt jest warty w przybliżeniu połowę ceny zakupu. Nie będę się spierać, gdyż sporo zależy od sprzętu, o którym mowa. Mając dużą rotację sprzętu w firmach, z pokorą przyznaję, że po roku użytkowania, aby znaleźć nabywcę musimy sprzedawać go za 50% ceny zakupu. OK, jestem najwyraźniej nieudacznikiem.

Zarzut siódmy: Linux też wymaga mocnego sprzętu

Napisałem, że koszt stanowiska pracy na Linux jest o 50% mniejszy niż na Windows. Koszt stanowiska pracy obejmuje również koszt oprogramowania. Pomijając nawet ten aspekt, dzięki olbrzymiej różnorodności Linux działa nawet na „słabych” i starych komputerach. Ten tekst piszę na komputerze kupionym 6 lat temu i nie odczuwam najmniejszego dyskomfortu. System i uruchomione programy działają płynnie. Obecnie taki komputer lub komputer o podobnej mocy można kupić za 300-400 PLN.

Mam nadzieję, że niezależnie od tego czy na Linux, czy na Windows dacie szanse wolnemu oprogramowaniu. W zastosowaniach biznesowych sprawdza się znakomicie, w multimedialnych radzi całkiem dobrze, a niedługo za sprawą Valve i Steama postawi może nie pierwsze, ale długie kroki w świecie gier.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #15. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Pokaż Swój Sklep [PSS]: Tomasz Rutkowski, Fototapeta4u.pl

W wywiadach z serii Pokaż Swój Sklep (PSS) staramy się regularnie promować sklepy internetowe z różnych branż, zaś odpowiedzi naszych rozmówców przy okazji pomagają też osobom, które dopiero rozważają start w e-handlu. Wszystkich, którzy chcieliby opowiedzieć nam o swojej działalności zapraszamy do kontaktu z redakcją. Tym razem na pytania odpowiedział Tomasz Rutkowski, właściciel sklepu Fototapeta4u.pl.

Czym zajmowałeś się przed rozpoczęciem działalności w e-commerce?

Przez 10 – 12 lat zajmowałem się grafiką komputerową i reklamą. Pracowałem w kilku lokalnych drukarniach i agencjach reklamowych głównie jako grafik komputerowy, ale również jako „manager” czy „ten, który poradzi sobie z każdym zadaniem czy klientem”. Połowa tego czasu to praca w drukarni wielkoformatowej, gdzie od podszewki poznałem zagadnienia związane z reklamą wielkoformatową, technologie druku, materiały i podłoża, które dają nieskończenie szeroki wachlarz możliwości w zakresie reklamy czy dekoracji. Już wtedy w mojej głowie kiełkował pomysł na połączenie technologii druku wielkoformatowego z dekoracją wnętrz.

Dlaczego zdecydowałeś się na sklep internetowy?

To była trochę kwestia przypadku. Gdy w połowie 2008 roku w naszym kraju pojawił się kryzys, firmy zaczęły redukować etaty. Rok 2009 przywitałem z wypowiedzeniem posady w dłoni. Jako, że internet od zawsze był moim drugim „domem”, wybór dalszej drogi zawodowej był niejako oczywisty. Należało tylko znaleźć branżę, w której mógłbym się odnaleźć.

Skąd wziął się pomysł na taki asortyment? Dlaczego akurat fototapety? Czy sam je wykonujesz?

Pomysł na asortyment okazał się całkiem naturalną kontynuacją mojej dotychczasowej pracy czy moich doświadczeń. Połączenie druku wielkoformatowego z dekoracją wnętrz stało się faktem i tak powstał sklep oferujący fototapety produkowane na zamówienie. Konkurencja już wtedy była spora, ale miałem w sobie ogromną determinację by stworzyć sklep z rozpoznawalną marką.

Nie mam ambicji być producentem fototapet. Wysoką jakość naszych fototapet zapewnia jedna z najlepszych drukarni wielkoformatowych w tym kraju. Moją ambicją jest aby sklep Fototapeta4u.pl był najlepszym sklepem z fototapetami na zamówienie na polskim rynku. Mam też ambicję, żeby każdy klient był w 100% zadowolony z zakupionej fototapety, aby czuł się bezpiecznie, komfortowo i miał poczucie dobrze wydanych pieniędzy. Aby to osiągnąć, trzeba spełnić kilka kluczowych warunków m.in. zaoferować dobry produkt w dobrej cenie, zagwarantować bezpieczeństwo zakupów (wliczając w to gwarancję, że w razie jakichkolwiek problemów klient może liczyć na nasze wsparcie) a także rzetelną pomoc przed zakupem, choćby w wyborze materiału czy wzoru.

Czy długo szukałeś swojej niszy w e-commerce?

Nie. Jak mówiłem, dla mnie wybór działalności był naturalnym przedłużeniem mojej wcześniejszej pracy.

Ile czasu trwało uruchomienie sklepu?

Od podjęcia decyzji stworzenia sklepu do pierwszego zamówienia złożonego w sklepie minęło 4 miesiące. Pierwsza wersja sklepu była trochę „kanciasta” i staromodna, ale idea maksymalnego uproszczenia procesu zakupu była wdrożona od samego początku.

Czy zdecydowałeś się na gotową platformę czy stworzyłeś własną?

Sklep jest zbudowany w dość zaskakujący sposób, bo na platformie blogowej WordPress z zaimplementowanymi autorskimi rozwiązaniami służącymi do wyszukiwania grafiki czy w pełni samodzielnej konfiguracji zamawianej fototapety, począwszy od wyboru materiału, poprzez ustalanie wielkości aż po kadrowanie grafiki.

Jak wygląda proces zamówienia w Twoim sklepie? Ile fototapet zamawia przeciętny klient?

Proces zamówienia jest maksymalnie uproszczony. Zrezygnowaliśmy z niepotrzebnych gadżetów, które w założeniu powinny pomagać kupującemu, a w praktyce utrudniają decyzję, wydłużając sam proces zakupu lub co gorsza zniechęcając. Aby kupić fototapetę trzeba przede wszystkim wybrać odpowiednie zdjęcie. Tu pomocny jest czytelny podział zdjęć na kategorie oraz prosta wyszukiwarka. Przeglądanie zasobów rozpoczyna się już na stronie głównej sklepu, a każde zdjęcie można zapisać do własnej galerii „Ulubione”.

Następnym krokiem jest ustalenie parametrów fototapety, czyli: wielkość, rodzaj materiału i kadr zdjęcia. Trzecim i ostatnim krokiem jest wypełnienie prostego formularza w którym należy podać dane do wysyłki gotowej fototapety oraz ew. dane do wystawienia faktury. I to wszystko. Jako że jesteśmy sklepem „detalicznym” najczęściej jeden klient zamawia jedną fototapetę choć zdarza się, że klienci do nas wracają. Powracający klienci są dla nas ogromną radością bo oznacza to, że nam ufają.

Jak promujesz się w przypadku tego asortymentu?

Sklep jest promowany w wielu kanałach: wyszukiwarki, social media, portale tematyczne. Głównie skupiamy się na promocji w internecie, choć sporadycznie można o nas przeczytać również w periodykach drukowanych.

Jakie masz plany dotyczące rozwoju e-sklepu?

W tej chwili skupiamy się na budowaniu marki i zaufania wśród klientów. Także ciągle podnosimy jakość obsługi oraz samego produktu. Słuchamy naszych klientów bardzo uważnie i wychwytujemy uwagi czynione również „między wierszami”. Wiedza z tego wynikająca jest bezcenna i korzystamy z niej każdego dnia.

Co mógłbyś doradzić osobom, które dopiero rozważają otwarcie sklepu internetowego?

Hmm… Myślę, że przede wszystkim trzeba być bardzo, ale to bardzo cierpliwym i włożyć w pracę całego siebie. Inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Jak (i ilu) fanów polski e-commerce angażuje na Facebooku? Fanpage Trends za listopad 2012

Firma SmartNet Research & Solutions, która stworzyła i rozwija usługę Sotrender (dawniej Fanpage Trender), przysłała najnowszy raport zawierający ranking najpopularniejszych fan-page na Facebooku oraz opisujący działania ich administratorów w listopadzie 2012 roku. Zobaczcie, jak w poprzednim miesiącu radziły sobie oficjalne profile witryn e-commerce oraz serwisów zakupów grupowych.

Wydarzeniem kategorii jest oczywiście allegrowy milestone z 18 listopada – największy fanpage e-commerce’owy odtrąbił bowiem osiągnięcie pułapu miliona fanów. Pogratulować. Skala jest niedościgniona, a jej konsekwencją jest to, że fan page zajmuje także wysokie miejsce w innych rankingach – Allegro jest na liście stron z najwyższą ilością osób zaangażowanych i najwyższym talking about. Owa ilość zaangażowanych osób to jednak zaledwie 1% całej społeczności. Wszystko ma swoje wady i zalety, a „dużo”, w przypadku social media, niekoniecznie może znaczyć „dobrze”. Bo przecież oczywiście ma być interaktywnie, a nie ilościowo.

Niemniej strony z samej góry listy marek gromadzących dookoła siebie tych najbardziej zaangażowanych fanów nakręcają ich postami opartymi o komendę emotikony, która najwyraźniej przeciętnemu użytkownikowi jawi się magią. „Kto widzi pingwina?” – czyli napisz nam w komentarzu i zobacz co się stanie. Efekt – 30 tysięcy komentarzy i wszyscy widzą pingwina. Magia. Czyli, że chyba „dobrze.

E-commerce jest także kategorią, dla której charakterystyczny jest swoisty paradoks – strony, które wrzucają 6-10 postów dziennie – dajmy na to www.stylowebutki.pl i level77.pl – osiągają efekt odwrotny od tego, jakiego by się rozsądny człowiek spodziewał. Nie notują bowiem odpływu fanów zirytowanych nadmiarem spamu, lecz właśnie biją takim działaniem rekordy interaktywności. Najwyraźniej sporo osób zniesie 9 postów marki w swoim newsfeedzie, jeśli ten 10-ty zaanonsuje promocję. Czyli w zasadzie „dużo”, a „dobrze”. Niemniej „dobrze” to też nie zawsze „jakościowo”.

Źródło: SoTrender

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)