eKomercyjnie.pl

Rodan & Fields – kosmetyczny jednorożec

Żeby przebić się ze swoim produktem do klientów, trzeba mieć sporo pomysłów i metod. Towar musi być dobry, a często także niszowy, inny niż wszystkie. Potrzebna jest też dobra reklama i pomysł na to, jak wzbudzić w kupujących potrzebę. Jest wiele branż, w których „rotacja” produktów jest ogromna. Ciągle powstaje coś nowego, coś, co ma być wyjątkowe i wspaniałe. Do takich rynków należy między innymi sektor kosmetyczny. Tu nowi producenci mają ogromne pole do popisu, ale też sporą trudność, bo najwięksi gracze zgarnęli sporo.

To właśnie popularne marki mogą obniżać ceny, bombardować konsumentów reklamami w praktycznie każdym medium. Ponadto to one są najbardziej dostępne, można znaleźć je we wszystkich marketach i sklepach. Nadal dla wielu kupujących istotna jest przede wszystkim cena produktu, a opowieści o tym, że wegańska marka, która nie testuje swoich kremów na zwierzętach, sprowadza składniki zgodnie z zasadami uczciwego handlu, ma biodegradowalne opakowania, to po prostu elementy, które sprawiają, że dany produkt będzie droższy.

A jednak… Są na rynku niszowe brandy, które znalazły dla siebie drogę, mają pomysł i skutecznie go realizują. Jedną z takich marek, która sprawnie pokonała konkurencję i stała się przedsiębiorstwem, którego wartość przekroczyła miliard dolarów, jest Rodan & Fields. Sprawdź, jak tego dokonali!

Firma jednorożec

O Rodan & Fields mówi się, że to marka-jednorożec. Ponoć nikt o niej nie słyszał, a jednak – pierwsza duża bańka przychodów strzeliła!

Katie Rodan i Kathy Fields wystartowały ze swoim biznesem w 2002 roku. Dwie panie dermatolog postanowiły wówczas wypuścić na rynek produkt, który odpowie na wiele potrzeb konsumentów. Całość oparły na sprzedaży bezpośredniej. Jak? Klienci stali się konsultantami. Pokazując efekty działania poszczególnych produktów, w np. mediach społecznościowych, mogli dołączyć do zespołu. W ten oto sposób stali się zarówno pracownikami, jak i – dosłownie – materiałem reklamowym. Rodan & Fields zajmują się transakcjami, jest także sklep online (który generuje ok. 3 procent sprzedaży), ale siłą tego przedsięwzięcia są konsultanci, którzy płacą za „wprowadzenie” (+ ew. za stronę www) i otrzymują procent ze sprzedaży produktów.

I teraz możesz pomyśleć: „Hola, hola! Przecież tak samo działa wiele marek, na czele z Avon czy Mary Kay!” Ale o tych markach mówi się głośno. Są popularne, znane praktycznie na każdym kontynencie. A kto wcześniej wiedział o firmie Rodan & Fields?

Tymczasem „handel społeczny” (social commerce) w połączeniu z sukcesami konsultantów-klientów przełożył się na całkiem niezłe liczby. Przedsiębiorstwo w ciągu jednego roku zaliczyło spory wzrost, osiągając 1,2 miliarda dolarów przychodu ze sprzedaży, co daje skok o 80 procent w skali roku. Euromonitor, firma zajmująca się analizą wśród detalistów, nazwała Rodan & Fields marką numer 1 w Stanach Zjednoczonych. Nie ma co – to zobowiązujący i zaszczytny tytuł.

Podobno cała „tajemnica” i wszystkie sposoby pracy ukryte są w grupie marki na Facebooku. Trzeba przyznać, że to dość… nietypowe miejsce, nawet jak na współczesne czasy. I jak to jest możliwe, że firma, która sama o sobie mówi, że ma bardzo niską świadomość i popularność, która nie kładzie zbyt dużych środków na reklamę i PR, zalicza taki sukces? A mimo to ciągle jest nieznana! Jak tłumaczy Diane Dietz, CEO marki, kluczem stało się skupienie na współpracy z konsultantami.

15 lat budowania marki

W ciągu tych 15 lat, odkąd firma pojawiła się na rynku, zaliczyła ona kilka iteracji. Na przykład w latach 2002-2007 była własnością marki Estée Lauder, potem została sprzedana do domów towarowych, by finalnie zostać wykupioną przez właścicieli. Rok 2007 przyniósł pomysł na wprowadzenie sprzedaży bezpośredniej. Konsultanci byli rekrutowani wśród klientów. Efekty działania kosmetyków pokazywano na prawdziwej skórze prawdziwych osób. Do tego rozszerzono „spektrum” działania nie tylko na młode osoby, ale też na wszystkie pozostałe. Różne typy skóry, różne płaszczyzny, np. dla cer starszych, wrażliwych. To wszystko rozwinęło się w szybkim i sprawnym tempie i dziś Rodan & Fields ma 200 tys. konsultantów.

Co więcej, cała filozofia marki, jej zaplecze i know-how spowodowały, że bezpośrednia sprzedaż, przełożona do codziennego życia sprawdza się świetnie! Produkty sprzedają się bardzo dobrze, lepiej niż w innych markach korporacyjnych. I do tego Rodan & Fields mogą ciągle się rozwijać, bez zbędnych, wydłużających procedur. Oczywiście – sprzedaż bezpośrednia w branży kosmetycznej to żadna nowość. Rodan & Fields nie wymyślili od nowa koła, bo przecież wspomniane już Avon i Mary Kay robią to od lat, całkiem skutecznie. Jednak jest coś, co sprawiło, że to firma dwóch dermatologów, którą mało kto zna, została nazwana marką numer jeden!

To… siła influencera

Sprzedajesz towar własną twarzą, własną skórą. Nie musisz pokazywać wydrukowanych badań klinicznych – pokazujesz to, w jaki sposób krem, serum, żel, płyn, czy cokolwiek innego, wpłynęło na kondycję Twojej skóry. To właśnie to miejsce, o którym zapominają Avon i Mary Kay. Szczególnie w branży beauty wpływ influencera jest wyraźny i ceniony. Do tego dołóżmy media społecznościowe, chociażby Facebooka, sprzedaż typu „real-life” i proszę. Sposób na sukces, który jest jeszcze prostszy niż przepis na kanapkę.

Żyjemy w dość bezprecedensowych czasach, w których platformy cyfrowe pomagają wielu modelom sprzedaży, a ten, który preferuje Rodan & Fields, jest szczególnie lubiany. Klienci branży beauty szukają twardych dowodów na to, że dany produkt działa. Nie chcą zdjęć, które są wyretuszowane do granic przyzwoitości. Chcą przy pomocy własnych zmysłów, szczególnie wzroku i dotyku, sprawdzić efekty. Rodan & Fields daje tę możliwość. Strategia ta, rozwijana i ulepszana w ciągu wielu lat prowadzenia działalności, dała sukces.

Właścicielki podkreślają, że istotne dla nich są np. wyniki grup fokusowych, które organizowane są wśród sprzedawców, a także szybkie reakcje. Decyzje mogą zapadać wcześniej, co daje kontrolę nawet zwykłej konsultantce. Przy wprowadzaniu na rynek produktu, który miał poprawiać stan rzęs – serum LashBoost – cała kampania marketingowa opierała się na pokazywaniu realnych rezultatów w social media. Po roku produkt osiągnął 200 mln dolarów sprzedaży. Żaden inny brand tego nie osiągnął.

Oczywiście, marka jest tak dobra jak jej produkt. Liczy się pomysł, dopracowanie go, przeniesienie go do realiów. I to nie jest tak, że każdy klient może być konsultantem. Nie wszyscy sprawdzą się w tym modelu, bo to klasyczna wielopoziomowa piramida, ale ekipa, która wdroży się w sprzedaż bezpośrednią, szczególnie opierając ją na własnych doświadczeniach – ale tych realnych, a nie wyuczonych na szkoleniach – może osiągnąć niebywały sukces.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

HappySocks.com, czyli skarpetki warte miliony

Czy 10 lat temu ktoś rozmyślał nad takimi błahostkami jak skarpetki? Każdy ma swoje upodobania, jeśli chodzi o tę część garderoby. Jedni lubią cieńsze, inni grubsze, białe, czarne, wysokie lub niskie. Skarpetki? Czy ktoś do tego elementu garderoby przywiązuje jakąkolwiek uwagę? Mają spełniać tylko jedno oczekiwanie. Przecież to TYLKO skarpety!

Zbudować imperium w 9 lat

Tymczasem pewna szwedzka marka postanowiła odświeżyć trend i dać nam coś więcej. Miało to miejsce 9 lat temu i w ciągu tych lat ze „zwykłej firmy, która produkuje skarpetki” Happy Socks stał się potentatem wartym miliony.

Zacznijmy może od liczb. W roku 2008 szwedzki brand dopiero zaczynał. Od tego czasu firma sprzedała ponad 40 milionów par skarpetek klientom z 90 krajów. 12 tysięcy sprzedawców na całym świecie. Znane twarze wśród fanów. I bardzo silny trend, który nie tylko szturmem wdarł się w serca klientów, lecz sprawił także, że tak błaha sprawa, jaką są skarpety, okazała się strzałem w dziesiątkę. A to z kolei sprawia, że osoby zajmujące się sprzedażą, reklamą i handlem, klaszczą w dłonie.

Chcesz skarpetki w kropki? Bardzo kolorowe, które idealnie „zluzują” Twój biurowy look? A może szukasz niebanalnego prezentu, jakim zachwyci się każdy? Przecież takie skarpetki to już nie jest zwykła para czarnych, których nikt nie zauważy. Happy Socks poszli o krok dalej – wypuścili serię bielizny, która idealnie komponuje się ze zwariowanymi kolorami i wzorami skarpetek. I takim sposobem pozbyli się raz na zawsze nudy, która królowała w szufladach z tymi częściami garderoby.

O tym, że tego typu towary staną się świetnym pomysłem na prezent, właściciele i założyciele marki wiedzieli od początku. Fajne, inne wzory, taki „luz” w sprzedaży, ciekawe opakowania – to idealny pomysł na „gag gift”, który sprawdzi się zawsze.

Skarpetki przestały być tylko skarpetkami. Stały się istotnym elementem mody, codziennego ubioru, który także może przykuć uwagę. Skarpety „wyszły” na ulicę wraz z trendsetterami, blogerami, fashionistami, ludźmi, którzy kochają kolor i printy, niebanalność i jacy ponad wszystko cenią wolność – także w ubiorze.

Trudno więc się dziwić, że… wkrótce pojawiła się konkurencja. I to spora. Duże szychy, które wygrywały przetargi na bycie „oficjalnym dystrybutorem skarpet” dla np. NBA. Takie, które robiły deale z wielkimi gwiazdami, będącymi akurat wtedy na topie. Ci, którzy mają popularne i chwytliwe nazwisko, bo w biznes skarpetkowy wszedł nawet brat Kim Kardashian. Pojawiły się także marki z zapędami etycznymi, jak startup Bombas, który działa prosto: jedną parę kupujesz, drugą oddajemy potrzebującym. W ten sposób rozdali 3 miliony skarpetek m.in. bezdomnym.

Biznes skarpetkowy zaczął być – delikatnie mówiąc – zatłoczony.

Czy to w jakikolwiek sposób ostudziło Happy Socks? Nie. Współzałożyciel marki, Mikael Söderlindh podkreśla, że to ich tylko nakręca. Konkurencja rośnie, ale bez konkurencji spoczywa się na laurach – i ta myśl powinna wejść w głowę każdego przedsiębiorcy.

Patrząc na Happy Socks właśnie z perspektywy analizy rynku, można bez problemu dostrzec różnicę. To, co wyróżnia szwedzką markę, to… inność. To nie są zwykłe skarpety. To kreatywność, sztuka, design i zabawa. Tak sprzedawany jest ten produkt i jest to filar, który trzyma – z sukcesami – całą konstrukcję. Jasność przekazu wynika ze spójności. Firma może rosnąć, może podbijać kolejne rynki, mogą zmieniać się elementy „w tle”, ale etos pozostaje. Skarpety Happy Socks to bardzo zwykły produkt, który ujmuje swoją niezwykłością. To element, dzięki któremu… się uśmiechasz. I przy okazji łapiesz niebywały styl.

Söderlindh wyjaśnia to w prosty sposób. Rano otwierasz szufladę z bielizną. Czy zastanawiasz się nad tym czy Twoje stare skarpety są odpowiednie? Czy te są „czarniejsze” od tamtych? Czy czasem nie mają dziury, czy nie są źle sparowane? A potem uzupełniasz swoją szufladę w skarpetki w kropki. W paski. W ananasy. W fantazyjnych kolorach. I rano, stojąc nad tą samą szufladą, zaczynasz się uśmiechać, bo hej, możesz mieć garnitur, klasyczne jeansy, możesz zbierać się na trening, a na Twoich nogach znajdzie się taki uroczy, fajny, modny gadżet, który odróżni Cię z tłumu. Bo przecież nie każdego dnia widzisz kogoś, kto nosi skarpety w ananasy, prawda?

I prędzej czy później w ciągu dnia ktoś je zauważy. Ktoś cicho wyszepcze „Widzisz tego kolesia? Ma skarpety w ananasy!”. A może ktoś powie Ci to wprost: „Ej stary, świetnie to wygląda!”.

Oto i tajemnica marki. Styl, inność, oryginalność. Coś, co sprawia, że Ty uśmiechasz się rano, ubierając się, że ktoś uśmiecha się do Ciebie, gdy Cię widzi. To daje pozytywnego kopa na cały dzień.

Faceci pokochali kolorowe skarpetki

Happy Socks bardzo szybko podbiło rynek męski. Faceci zakochali się w tym elemencie garderoby, bo dał im możliwość wyrażenia siebie, pokonania nudy, pokazania swojego stylu i charakteru. Ale marka cały czas walczy o… kobiety. Okazało się, że modele unisex to zbyt mało. Szwedzi chcą więcej! Chcą wszystkiego, zupełnie jak w XVII wieku!

Flagowym produktem Happy Socks są skarpetki klasyczne, do połowy łydki, model unisex, kolorowe. Style dla kobiet to zaledwie 30% całości. Szwedzi chcą popracować nad tym wynikiem i robią to przy pomocy pewnych zmian. Pojawiają się nowości, jak np. linia Hysteria, która ma wejść jesienią. Marka postawiła między innymi na nowe materiały: wiskozę, drukowany nylon, delikatną bawełnę. Coś, co można nosić z obcasami, z wąskimi butami. Do tego kolory i wzory. Hysteria ma także własną komunikację, m.in. profil na Instagramie, unikatowe ekspozycje handlowe i ciekawą kampanię. To ukłon w stronę kobiet, które twierdziły, że asortyment Happy Socks jest zbyt unisex, zbyt męski, zbyt uliczny. Hysteria ma stać się stylem życia, który uzupełnia wysokiej jakości doświadczenie.

Coś, co bez wątpienia pozostaje, to kolor. Wielokolorowe wiry, z których marka jest znana na całym świecie. Ciekawe wykończenia, przezroczystości, delikatny połysk. W kuluarach mówi się także o… rajstopach! Myślę, że niejedna trendsetterka właśnie zaciera ręce.

„Skarpetkowy” biznes, podobnie jak ten, który dotyczy kolorowej, zabawnej bielizny (np. kultowe Period Panties), kwitnie.
I mimo tego, że na pierwszy rzut oka rynek jest dość wypełniony, każdy znajduje swój własny zakątek z wiernymi fanami. Robert Kardashian postawił na napisy na spodzie. NOVELTY sprzedają skarpety, które zachwycą każdego fana popkultury i mają w ofercie np. wściekle żółte skarpetki z Minionkami i całą paletę z superbohaterami kina. A Happy Socks daje pole do popisu fanom koloru. Co kto lubi. Ale to, co łączy te brandy, to niebanalne podejście. To słuchanie głosów klientów. To reagowanie na ich potrzeby, ale też kreowanie ich. To postawienie wszystkiego na mocny filar, z którego marka jest znana. A także na emocje. Bo gdy pod bożonarodzeniową choinką znajdą się zwykłe skarpety, doklejasz uśmiech i mówisz przez zaciśnięte zęby „Dziękuję”. A gdy otworzysz paczkę od np. Happy Socks – zachwycasz się. I może na początku nie czujesz tej odwagi i myślisz „Cholera, mam 40 lat i mam nosić skarpetki w różowe kropki?”, to zmienisz zdanie, gdy pierwszy raz je wybierzesz na element Twojej codziennej garderoby.

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Prasówka e-commerce #18

Zapraszamy do lektury osiemnastej prasówki e-commerce. Dziś przeczytacie o wynikach Amazon, a także o ich serwisie Amazon Spark. Dodatkowo opisujemy preferencje zakupowe Europejczyków i sklep internetowy, w którym wszystko kosztuje… 3 dolary.

Prenumeruj nasz newsletter!

Nasz cykl jest także na bieżąco przekazywany do wszystkich subskrybentów newslettera – spodziewajcie się wiadomości od eKomercyjnie.pl co tydzień w swojej mailowej skrzynce odbiorczej. Jeżeli jeszcze nie jesteś prenumeratorem newslettera, to możesz zapisać się tutaj.

Sklep internetowy, w którym kupisz wszystko za 3 dolary

Brandless to nietypowy e-sklep, który oferuje produkty w cenie 3 dolarów za sztukę. W ofercie znajdują się produkty spożywcze, kosmetyki, czy też drobne elementy wyposażenia domu i biura. Większość produktów, które sprzedawane są w e-sklepie, jest ekologiczna, pozbawiona konserwantów, glutenu i nie jest modyfikowana genetycznie. Na wirtualnych półkach można znaleźć też artykuły koszerne oraz wegańskie i organiczne. Skąd cena 3 dolarów? Założyciele sklepu postawili na brak marki, każde opakowanie jest minimalistyczne i pozbawione logotypów. Dzięki pozbyciu się „markowości” niektóre produkty są nawet 370% tańsze, niż ich markowe odpowiedniki. Warto dodać, że każde złożone w sklepie zamówienie, to jeden posiłek dla głodujących na świecie osób.

Nastroje konsumenckie w krajach UE – raport

Jak podaje unijna komisarz ds. konsumenckich Vera Jourova – obywatele Unii Europejskiej coraz chętniej dokonują zakupów w sklepach z innych krajów, lecz sprzedawcy internetowi są nadal bardzo nieufni, jeśli chodzi o tego typu transakcje. Wiele portali unika transakcji międzynarodowych bojąc się oszustw, a także trudności z wyegzekwowaniem zapłaty, różnic w przepisach podatkowych, prawa handlowego i praw ochrony konsumentów w poszczególnych krajach.

Zmiany przepisów oraz ochrona kupujących sprawiła, że wzrosło ich zaufanie do e-zakupów. W przypadku zakupów dokonywanych w tym samym kraju jest to wzrost o 12,4 punktów procentowych, natomiast w przypadku zakupów za granicą – o 21,1 punktów w skali roku. W raporcie przeczytać można, że 13% kupujących spotkało się z odmową przyjęcia zapłaty przez zagraniczny e-sklep, 10% z odmową wysyłki towaru do innego kraju.

Pomimo tych trudności widać tendencję zwyżkową, bowiem w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba kupujących w sieci zwiększyła się niemal dwukrotnie, z 29,7% w 2007 r. do 55% w 2017 r.

Amazon ze świetnymi wynikami

Można powiedzieć, że Amazon sprostał oczekiwaniom Wall Street, bowiem przychody firmy w drugim kwartale wyniosły 38 miliardów dolarów, a analitycy oczekiwali, że ich wielkość będzie równa 37,18 miliarda dolarów. Wyniki te stanowią 25% wzrost przychodów. W przypadku Amazon Web Services firma podała informację o przychodach rzędu 4,1 miliarda, wobec spodziewanego 4,08 miliarda dolarów, oznacza to wzrost o prawie 42% w stosunku do roku ubiegłego.

Tesco z same day delivery w całym kraju

Jak zapowiada sieć Tesco – usługa same day delivery zostanie rozszerzona na 300 sklepów zlokalizowanych w całym kraju. Dzięki temu rozwiązaniu nawet 99% gospodarstw domowych będzie mogło skorzystać z tego typu zakupów. To pierwsza sieć z branży FMCG na Wyspach, która oferuje szybkie dostawy na taką skalę. Aby klienci mogli otrzymać zakupy jeszcze tego samego dnia, będą oni musieli złożyć zamówienie do godziny 13-tej. Tesco nie wprowadziło żadnych limitów, jeśli chodzi o wielkość i ilość produktów. Usługa z dostawą tego samego dnia będzie kosztować od 3 do 8 funtów.

Amazon odpala Spark

Dokładnie 12 dni temu Amazon uruchomił serwis Spark, który jest skierowany do użytkowników Amazon Prime. Jego celem jest informowanie o produktach i pomoc w odkrywaniu nowych, a wszystko za pomocą aplikacji przypominającej Instagram, która opiera się na wysokiej jakości zdjęciach, które mogą zachęcić do zakupu produktów. Co ciekawe Amazon od razu skupił się na mobilnych klientach, a aplikacja dostępna jest tylko na tablety i telefony. To krok, który pokazuje, że rynek mobilnych zakupów połączonych z kanałami social media rośnie i to on jest ważny w tej chwili dla tych największych graczy.

Spark zachęca do publikowania swoich „historii”, które mogą być komentowane przez innych użytkowników. Na początku nowi użytkownicy muszą wybrać pięć zainteresowań, kategorii, do których będą dopasowywane wyświetlające się treści. Można między innymi wybrać „technologię”, „książki”, „koty” itd. Aplikacja jest tak przygotowana, aby jak najszybciej przenieść klienta do produktów na stronie Amazon. Działania te mają na celu przyciągnięcie klientów ponownie do sklepu. Dzięki ikonie „torby z zakupami” od zdjęcia do zamówienia dzieli użytkowników tylko jeden klik. Obecnie tylko użytkownicy Amazon Prime mogą komentować i dodawać zdjęcia do tablic. Osoby bez tego statusu mogą jedynie przeglądać zdjęcia i historie innych osób, ale nie mogą dokonywać interakcji. Nie oznacza to jednak, że nie mogą kliknąć w ikonkę torby zakupowej, by zamówić przedstawiony produkt. Jak będzie wyglądać przyszłość Spark? Zobaczymy.

Prasówka e-commerce powstaje dzięki:

Refericon.plRefericon.pl – jest nową aplikacją dla sklepów, które chcą zwiększyć swoją sprzedaż wykorzystując do tego marketing referencyjny. Marketing referencyjny jest zorganizowaną formą promowania produktów za pośrednictwem klientów. Instalacja aplikacji trwa niecałe 6 minut i istnieje możliwość przetestowania jej 30 dni za darmo.

Autor wpisu

2 komentarzy do tekstu

  1. Dzięki pozbyciu się „markowości” niektóre produkty są nawet 370% tańsze, niż ich markowe odpowiedniki.

    Kurcze, chciałbym coś tak taniego kupić ;))

    Odpowiedz ↓

  2. Całkiem przypadkiem trafiłam na waszą prasówkę i muszę przyznać, że dodaje ją do codziennej listy prasy marketingowej. Bardzo dziękuję za pigułkę wiedzy e-commerce. Pozdrawiam Mama Marketing

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)