eKomercyjnie.pl

Stawiamy na promocję polskich projektantów – Magda Mazurek oraz Maciej Graczykowski, Conceptshop.pl

Conceptshop.pl to platforma z ubraniami projektantów, która wiosną wkroczyła z impetem na rynek. Produkt jest najnowszym dzieckiem e-commerce Wirtualnej Polski. Magda Mazurek oraz Maciej Graczykowski opowiadają nam o tym flagowym projekcie. Oboje pracują w Dziale E-commerce WP.PL, od początku tworzą i zarządzają produktem.

Reklama

Dawid Marut: Czym jest conceptshop.pl?

Magda Mazurek: Conceptshop.pl to platforma z ubraniami i dodatkami z pracowni młodych projektantów. Pośredniczymy w sprzedaży produktów i pomagamy artystom dotrzeć do potencjalnych klientów. Co ważne, conceptshop.pl jest też „machiną promocyjną” o ogromnym zasięgu, który zapewnia twórcom Wirtualna Polska, jeden z największych portali internetowych w kraju.

Skąd się wziął pomysł na taki rodzaj działalności?

MM: Wirtualna Polska nieustająco rozwija obszar e-commerce. Szuka niestandardowych – jak na duży portal internetowy – pól działania, stara się zagospodarowywać nisze. Pomysł na conceptshop.pl narodził się, jak to bywa w takich sytuacjach, trochę przez przypadek. Zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego polscy projektanci nie sprzedają online, mimo że w ich produktach drzemie ogromny potencjał. I czemu w Polsce nie ma serwisu pokroju amerykańskiego net-a-porter. Od słowa do słowa, szybko zaczął nam się nakreślać zarys serwisu i zaczęliśmy działać :)

Maciej Graczykowski: Mimo, że sam pomysł był spontaniczny, to późniejsza praca mocno osadziła go w samym portalu. Mamy duże serwisy kontentowe skierowane do kobiet, ogromny zasięg reklamowy – to był nasz mocny kapitał startowy, na którym bazowaliśmy.

Czy na rynku są już podobne konkurencyjne sklepy?

MM: O podobnym profilu biznesowym? Niewiele. W każdym razie nikt na rynku nie oferuje tylko i wyłącznie ubrań oraz dodatków dla pań. Wizytówką conceptshop.pl są oryginalne fasony i wyjątkowa oferta, eksponowana w serwisie nieraz w chwilę po wyjściu z pracowni projektanta. Skutecznie powiązaliśmy ze sobą młodych, zdolnych twórców, internetowy kanał sprzedaży oraz ceniące niezależny styl kobiety.
Mówiąc szczerze – mamy już na tyle stabilną sytuację w branży, że nie musimy bać się konkurencji.

Jak długo trwa przygotowanie i wdrożenie takiej platformy? Mamy przecież do czynienia nie tylko ze sklepem, ale i mini-portalem informacyjnym na temat mody.

MM: Najwięcej czasu zajęły prace IT. Tym bardziej, że platformę tworzyliśmy od początku. W pracy nad nią pomogli nam sami projektanci, którzy na bieżąco zgłaszali nam uwagi. Serwis jest zresztą cały czas dopieszczany, dopracowywany. Zależy nam na ergonomii i jego funkcjonalnościach.

MG: Za nami już prawie rok ciężkiej pracy, a przed nami jeszcze długa droga. Jak wiadomo, sama strona to nie wszystko – najważniejsi zawsze są klienci. Praca nad takim serwisem to przede wszystkim wprowadzanie nowych narzędzi dla użytkowników. Aby nie stać w miejscu, musimy wsłuchiwać się w ich uwagi i opinie; być otwartymi na pomysły współpracujących z nami projektantów oraz samych internautów.

Sklep jest tylko platformą pośredniczącą pomiędzy kupującym a sprzedającym. Jak sprawdza się taki system w praktyce? Jak wygląda sam sposób realizacji zamówień?

MG: Budowaliśmy platformę od „zera”. Dzięki temu mogliśmy dopracować wszystkie elementy i stworzyć serwis w taki sposób, by maksymalnie zautomatyzować interakcję pomiędzy sprzedającym a kupującym. Efekt przerósł nasze oczekiwania. Mimo, że miesięcznie mamy kilkaset zamówień, nad bieżącą obsługą serwisu czuwa zaledwie jedna osoba, czyli Magda. Moim zadaniem było (i jest nadal) tak uprościć wszystkie procesy zarządzania systemem, aby praca administracyjna zajmowała jak najmniej czasu.

Czy w ramach tej działalności pobierane są jakieś prowizje od sprzedających?

MM: Działamy na zasadzie typowego „revenue share” – nie pobieramy opłat za wystawienie przedmiotu oraz za – czasami naprawdę szeroko zakrojoną – promocję projektanta i jego produktów. Bierzemy tylko procent ze sprzedaży produktów. To jedyny rozsądny model i będziemy się go trzymać. Zarabiamy tylko wtedy, kiedy zarabia projektant.

MG: Ten system działania zmusza nas, de facto, do promowania nie tylko samego serwisu, ale przede wszystkim poszczególnych projektantów. Przekłada się to na korzyści dla obu stron. Zysk sprzedającego, jak by nie było, implikuje nasz. Co więcej, model biznesowy, który przyjęliśmy, wspiera niezależność projektanta. On sam ustala cenę swoich produktów. W żaden sposób w to nie ingerujemy.

Jak wygląda system reklamacji, jeśli takowe się pojawiają?

MM: Jako platforma pośrednicząca w transakcjach między sprzedawcami a kupującymi, stosujemy się do ogólnych zasad reklamacji przyjętych przez polskie prawo. Jeśli projektant sprzedaje w naszym serwisie jako firma – kupujący ma standardowe 10 dni na zwrot zakupionego towaru. Jeśli jest osobą prywatną, teoretycznie nie musi tej reguły respektować. Nie spotkaliśmy się jednak z przypadkiem, w którym sprzedający odmówiłby przyjęcia zwrotu.

Oczywiście sytuacja wygląda inaczej w przypadku rzeczy wykonywanych na indywidualne zamówienie, np. w nietypowym rozmiarze. Wtedy projektant nie musi przyjmować zwrotu. Wszystko zależy od jego dobrej woli.

Należy jednak pamiętać, że w conceptshop.pl nie ma rzeczy z „sieciówek”. Większość projektantów prowadzi jednoosobowe działalności gospodarcze. Co z tego wynika? Po pierwsze, ich ubrania pochodzą z krótkich serii. Każda rzecz jest „dopieszczona” – starannie wykonana, przemyślana. Po drugie, artystom zależy na satysfakcji klienta. Nie dość, że ten może wrócić po kolejne produkty, to jest też szansa, że poleci markę znajomym.

Kto może dołączyć do grona sprzedawców, projektantów na platformie? Czy trzeba spełnić jakieś szczególne wymagania, aby nasze nazwisko znalazło się w zakładce Projektanci?

MM: Trzeba mieć talent:) Ponieważ jednak o gustach się nie dyskutuje, a my nie uważamy się za wyrocznie w dziedzinie mody, projektant musi przede wszystkim spełnić kilka „przyziemnych” warunków. Po pierwsze,
opisać sprzedawany przedmiot, przynajmniej w minimalnym zakresie i dodać choć jedno jego zdjęcie, na którym będzie dobrze widać, co tak naprawdę oferuje. Zła jakość zdjęć jest w praktyce najczęstszym powodem, przez który niektórzy projektanci nie są od razu przyjmowani do grona sprzedawców conceptshop.pl.

MG: Ważne jest też to, aby projektant faktycznie posiadał choć jedną sztukę sprzedawanego produktu – nawet jeśli jest on przygotowywany wyłącznie na indywidualne zamówienie. Nie chcemy, by nasi użytkownicy kupowali przysłowiowego „kota w worku”, opierając się jedynie na szkicach lub wizualizacjach sprzedawanego produktu.

Twarzą serwisu jest blogerka Alice Point (Alicja Zielasko), a ambasadorem młodych twórców Łukasz Jemioł. Dlaczego właśnie oni? Czy brane były pod uwagę też inne osoby z tak prężnie rozwijającej się modowej blogosfery?

MM: Kiedy zastanawialiśmy się nad wyborem „twarzy” do promocji conceptshop.pl, od razu przyszły nam do głowy te dwie osobowości. Alicja jest jedną z najpopularniejszych polskich blogerek. Ma zdefiniowany, oryginalny styl i nie jest zagorzałą fanką sieciówek, na czym nam zależało. Natomiast Łukasz Jemioł, mimo ogromnej popularności, jaką się cieszy, jest jeszcze bardzo młody i doskonale pamięta problemy, jakie napotykał na początku swojej kariery.

W jaki sposób reklamowana jest platforma?

MM: W naszej strategii stawiamy na promocję projektantów i ich produktów, które można znaleźć na naszej platformie. W reklamie wykorzystujemy prasę modową oraz online. Artystów współpracujących z serwisem wspieramy również redakcyjnie w serwisie kobieta.wp.pl. Jesteśmy też aktywni w mediach społecznościowych – w końcu tam jest nasz target. Długofalowym celem działań promocyjnych jest dotarcie do potencjalnych kupujących i przekonanie ich do conceptshop.pl, stąd aktywnie poszukujemy wszystkich dróg, które do nich prowadzą.

Poza tym jesteśmy na imprezach branżowych i targach mody, gdzie pozyskujemy do współpracy nowe marki i nowych klientów. Ostatnio byliśmy patronem medialnym Sopot Fashion Days. Zdajemy sobie sprawę, że rynek na produkty z conceptshop.pl nie jest jeszcze duży, dlatego musimy promować się w wielu kanałach.

W jaki sposób conceptshop.pl pozyskuje nowych projektantów?

MM: Trzymamy rękę na pulsie. Staramy się być na wszystkich imprezach branżowych – tych mniejszych i większych. Wypatrujemy tam nowe, obiecujące marki. Do wszystkich projektantów, których uda nam się wytropić, wysyłamy zaproszenie. Oczywiście trudno nam śledzić wszystkich… Ci, którzy wejdą na conceptshop.pl i klikną w „dołącz do nas”, przejdą cały proces rejestracji bez naszego udziału.

Ile osób w tej chwili zajmuje się obsługą conceptshop.pl? Jak wygląda możliwość kontaktu z biurem obsługi klienta?

MM: Bieżącą obsługą zajmuję się tylko ja. Oczywiście cały czas pracujemy nad rozwojem i promocją serwisu, w co zaangażowane są osoby z marketingu, PR-u i programiści. Aby się z nami skontaktować, wystarczy napisać na: kontakt@conceptshop.pl i poczekać na odpowiedź. Na wszystkie emaile odpisujemy
ASAP.

Czy planowany jest dalszy rozwój platformy? Może inne działy i inne produkty?

MM: Planów jest wiele, ale, jak w przypadku projektów biznesowych bywa, pozostaną owiane tajemnicą. Powiem tylko, że niedługo można się spodziewać bardzo dużych zmian, które ułatwią pracę zarówno naszym projektantom, jak i zakupy wszystkim użytkownikom conceptshop.pl.

MG: Rozwój platformy to moja działka. Nie ukrywam, iż dążymy do tego, by wspólnie z użytkownikami stworzyć miejsce, w którym świat wielkiej, acz często jeszcze nieznanej, mody, łączy się z ludźmi, którzy na co dzień chcą przez strój i dodatki podkreślać swój indywidualizm.

Jak wygląda sklep w liczbach?

MG: Statystyki zmieniają się dynamicznie praktycznie z dnia na dzień, ale spokojnie możemy pochwalić się współpracą z prawie 300 artystami specjalizującymi się w modzie damskiej i oferującymi ponad 1,6 tys. unikalnych produktów. Wspólnie z projektantami realizujemy kilkaset transakcji miesięcznie.


Magda Mazurek – Specjalista ds. Rozwiązań Internetowych w Dziale eCommerce
WP.PL. Skutecznie wykorzystuje swoje uzależnienie od Internetu i zakupów na gruncie
zawodowym. Miłośniczka dobrego jedzenia, dalekich podróży i polskich projektantów.

Maciej Graczykowski – Product Manager w Dziale eCommerce WP.PL. Odpowiedzialny
za zaprojektowanie i konsekwentny rozwój serwisu conceptshop.pl. Jak sam
przyznaje, nie zna się na modzie, ale projekty e-commerce nie mają dla niego tajemnic.
Prywatnie zapalony biegacz, podróżnik i fascynat najnowszych gadżetów technologicznych.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #11. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Nowe możliwości dla sprzedających nieruchomości w morizon.pl

Najdynamiczniej rozwijająca się wyszukiwarka nieruchomości – morizon.pl, jako pierwsza w Polsce wprowadza innowacyjną funkcjonalność, ułatwiającą ogłoszeniodawcom pozyskanie wartościowych klientów. Market Zapytań – najnowszy owoc pracy zespołu, powstał z myślą o usprawnieniu kojarzenia stron transakcji na rynku nieruchomości, na czym skorzystać mają zarówno biura nieruchomości, jak i osoby poszukujące lokum.

Reklama

„Część zapytań trafia do naszego serwisu po wypełnieniu formularza kontaktowego. W założeniach naszej nowej funkcjonalności leży idea, aby zapytania do ofert, które nie zostały odczytane przez ogłoszeniodawcę w określonym czasie, jak również zapytania z programu „Znajdziemy nieruchomość za Ciebie” trafiały do Marketu Zapytań, oczywiście o ile autor zapytania wyrazi na to zgodę. W Markecie każde biuro nieruchomości, będzie mogło przeglądać zapytania, wybierać te, jakimi jest zainteresowane i kontaktować się z potencjalnymi klientami, aktywnie poszukującymi nieruchomości.” – wyjaśnia Bolesław Drapella, Prezes morizon.pl.

Funkcjonalność ta ma wpłynąć na skrócenie czasu reakcji na przesyłane zapytania, jak również większą dbałość o obsługiwanych klientów, co przełoży się nie tylko na przychody serwisu, ale przede wszystkim na wyższą jakość obsługi klientów. Jest to także odpowiednie rozwiązanie dla pośredników w obrocie nieruchomościami. Będą oni mogli sami zadecydować, które zapytanie jest dla nich atrakcyjne i dla jakiego klienta rzeczywiście mogą mieć odpowiednią ofertę. Market Zapytań daje również szukającym szansę szybszego i łatwiejszego znalezienia odpowiadającego im lokum, a oferentom analogicznie – ułatwia sprzedaż, poprzez precyzyjne dotarcie do właściwych dla ich oferty klientów.

„Szczególnie w wymagających rynkowo czasach nie można pozwolić na to, aby klient poszukujący nieruchomości nie został profesjonalnie obsłużony. Dlatego promujemy sprawną obsługę osób poszukujących nieruchomości, staranne dopasowanie odpowiedniej dla nich oferty, a także wsparcie profesjonalistów z branży obrotu nieruchomościami, którzy pomogą przy transakcji zakupu lub najmu nieruchomości. W zagranicznych wyszukiwarkach nieruchomości takiego rodzaju rozwiązanie stało się już standardem i jest efektywnie wykorzystywane. Jesteśmy przekonani, że równie efektywnie pomoże użytkownikom morizon.pl, zarówno tym kupującym, jak i sprzedającym znaleźć pole zbieżnych interesów.” – dodaje Drapella.

Źródło: morizon.pl

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Uwolnić Cenę: Case-study kampanii mailingowej w sklepie Morele.net

Czy pojedyncze narzędzie sprzedaży może mieć markę podobnie jak firma czy produkt? Przed wami małe case-study stałej kampanii mailingowej prowadzonej przez nasz sklep – Morele.net, której efekty okazały się bardzo zadowalające.

Reklama

Badanie gruntu

Zawsze jest dobrze przyjrzeć się, jak w dziedzinie, którą chcemy zawojować radzi sobie konkurencja. Przeglądając newslettery dużych sklepów internetowych sprzedających elektronikę użytkową, można dojść do wniosku, że chociaż wiele z nich stosuje podstawowe zasady dobrego (czyli takiego, w którym nie popełnia się rażących błędów) e-mail marketingu, to tylko kilka ma pomysł na wyróżnienie swoich biuletynów i go realizuje.

Sklepy będące przedłużeniem dużych sieci stacjonarnych stosują mailing jako kolejny sposób dystrybucji swoich gazetek promocyjnych (co zresztą ma sens), inne je naśladują lub traktują newsletter jak śmietnik, do którego bez większego zastanowienia wrzuca się co lepiej sprzedające się produkty. Jeszcze gorzej, jeśli klient pod krzykliwymi nagłówkami „Promocja, Obniżka 30%, Najlepsza oferta” znajduje nie do końca odpowiadającą im rzeczywistość. Podczas sprawdzania newsletterów konkurencji okazywało się, że prosta operacja weryfikacji ofert w porównywarce cenowej odsłaniała ich słabości i nieadekwatność do tego, co obiecywała szumna grafika w wiadomości.

Nie chcąc powielać tych błędów, zainspirowani sukcesem zakupów grupowych przystąpiliśmy do tworzenia własnej formy komunikacji mailowej do naszych klientów.

Założenia

Przygotowując koncepcję naszego mailingu, który miał być wysyłany do całej bazy adresowej (nie chodzi tu o newslettery targetowane do poszczególnych segmentów klientów, jest to osobny temat), postanowiliśmy bezwzględnie trzymać się kilku podstawowych założeń:

1. Oferta powinna przyciągać oko i działać na potrzebę okazji za pomocą prostego, dominującego przekazu, jakim jest… obniżka ceny.

Wyszliśmy z założenia, że nasz sklep ma opinię taniego, a nasi klienci mają w zdecydowanej większości rozeznanie, co jest atrakcyjną ofertą, a co nią nie jest – należało to wykorzystać.
Aby produkt mógł być umieszczony w biuletynie, jego cena musi być odpowiednio niższa od cen konkurencji procentowo lub kwotowo, obniżka powinna być powyżej 20%. Stąd też nazwa serii – Uwolnić Cenę. Ponumerowanie „odcinków (czyli kolejnych newsletterów) daje poczucie ciągłości i zapada w pamięć użytkownikom.

2. Rabat udzielany jest już od jednej z najniższych cen na rynku za pomocą kodu rabatowego.

Nie chcieliśmy stosować polityki sztucznego zawyżania ceny i potem dawania rabatu w wysokości 70%. Profil użytkownika zakupów grupowych jest nieco inny, niż profil naszego klienta, dlatego powielanie ich rozwiązań nie miało sensu. Kod rabatowy umożliwia zakup tylko jednego produktu ze zniżką w zamówieniu. Pozwala to na uniknięcie zamówień hurtowych, które przy atrakcyjnych cenach mogłyby być składane
przez konkurencję.

3. Slogan reklamowy musi być zawsze adekwatny do tego, co oferujemy.

Jeżeli deklarujemy, iż produkt jest 20% tańszy od konkurencji, to musimy być pewni, że zainteresowany klient nie znajdzie oferty, która jest droższa od naszej tylko o 10%. Typowy klient sklepu internetowego potrafi skorzystać z porównywarki, przeszukać Internet i strony konkurencji w celu weryfikacji naszej prawdomówności :). Byliśmy pewni, że w wypadku nawet delikatnego „minięcia się” z prawdą zostaniemy zasypani negatywnymi komentarzami i mailami.

4. Seria mailingów powinna mieć tę samą nazwę i za każdym razem wykorzystywać ten sam szablon.

Zrezygnowaliśmy z przyciągającej oko grafiki na rzecz bardzo prostego szablonu, który miał spełniać jedynie podstawowe zadania: przedstawić kod promocyjny, zdjęcie, cenę i kilka podstawowych cech oferowanego produktu. Żadnych zbędnych wodotrysków. Przyświecała nam idea prostoty i funkcjonalności. Pozwoliło nam to również na maksymalne zoptymalizowane tego jednego szablonu pod różne programy
pocztowe.

Łatwo dla całej koncepcji wystosować zarzut, że nie sztuką jest sprzedać za pół darmo i że niejeden sklep internetowy już przejechał się na jakże skomplikowanej strategii „CCC” (Cena Czyni Cuda). Jednak przy budowaniu tego narzędzia chcieliśmy rozwiązać problem, z którym może borykać się wiele e-commerce’ów. Przy witrynie składającej się z kilkudziesięciu tysięcy stron i bardzo szerokiej ofercie produktowej, nie zawsze łatwo jest dotrzeć do klienta ze swoją super-hiper-mega ofertą w sposób przekonywujący, nawet jeśli owa oferta rzeczywiście taką jest.

Można popracować nad jej widocznością (wypozycjonowanie na liście produktów w kategorii, bannery na swoich stronach, post na Facebooku czy droga kampania display`owa), jednak z doświadczenia już wiemy, że żaden z kanałów komunikacji nie daje takiego oddźwięku, jak mailing – bezpośrednie wezwanie do działania. Inne kanały są też zazwyczaj bardziej problematyczne; nie będę tu wyjaśniał dlaczego, bo w każdej organizacji wygląda to inaczej – w naszej firmie, w której stworzenie i wysłanie mailingu zajmuje kilka minut i nie obciąża infrastruktury informatycznej, naturalnym wyborem była właśnie ta forma komunikacji. Postanowiliśmy zatem zainwestować w markę kanału, jakim jest newsletter. To proste – nasz newsletter ma być odbierany jako prawdziwy skarbiec okazji, podobnie jak to stało się z zakupami grupowymi. Klient musi po prostu wiedzieć, że otwierając naszą wiadomość znajdzie tam coś ciekawego.

Efekty

Od pierwszego odcinka, który okazał się dużym sukcesem sprzedażowym, mieliśmy nadzieję na zwiększenie parametrów określających skuteczność mailingu, a więc open rate (współczynnik maili otwartych w stosunku do wysłanych) oraz CTR (stosunek otwartych maili do ilości odwiedzin wygenerowanych przez mailing w ciągu dwóch dni). O współczynnik konwersji nie musieliśmy się martwić dzięki restrykcyjnej selekcji ofert.

Wzrost obu współczynników był nierównomierny. O ile OR wzrósł o zaledwie kilka procent, o tyle odwiedzin odnotowujemy o 1/3 więcej, niż na początku projektu. Należy przyznać, że nasze oczekiwania względem tych współczynników były większe. Wniosek jest taki, że samą jakością (czy wartością dla klienta) newslettera może nie udać się znacznie poprawić parametrów – potrzebne są tu dodatkowe działania na stronie internetowej sklepu i poza nią.

Kolejne odcinki serii Uwolnić Cenę wzbudzały żywe zainteresowanie klientów (wyrażane na Facebooku, którego używaliśmy jako papierek lakmusowy atrakcyjności oferty oraz w mailach do Działu Obsługi Klienta, w których coraz częściej zaczęły pojawiać się zapytania, kiedy pojawi kolejny odcinek i sugestie, co mogłoby się w nim znaleźć :)), a ich skuteczność przekroczyła nasze oczekiwania.

Najlepszy do tej pory odcinek wygenerował ponad 1000 leadów sprzedażowych, z czego ok. 10% zostało stworzonych przez nowe konta/nowych użytkowników – wiadomość o promocji rozeszła się wirusowo (tematy dotyczące promocji pojawiały się na forach internetowych i tablicach FB, nie tylko naszych fanów)… Taki nagły napływ zamówień był niezłym sprawdzianem skalowalności naszego magazynu. Jak widać, poza osiągniętym celem sprzedażowym, udało się nam pozyskać sporą liczbę nowych klientów.

Co uzyskaliśmy?

Udało się nam stworzyć bardzo skuteczne narzędzie do szybkiego komunikowania promocji i okazji (przy tym właściwie nie generujące żadnych kosztów). Narzędzie, które wzbudza pozytywne skojarzenia wśród klientów, pozwala na wyróżnienie się na tle konkurencji, zaktywizowanie fanów na Facebooku. I co najważniejsze – nasz mailing ma własną markę. Musimy uważać, aby jej nie zepsuć i dbać o jej renomę.
Możemy też zacząć używać jej do pozyskania nowych klientów.

Product managerowie w firmie zaczęli poszukiwać produktów mogących spełnić wytyczne do umieszczenia w serii, a przedstawiciele producentów w ciężkich dla siebie chwilach, jakimi są często końcówki kwartałów i innych okresów rozliczeniowych, zaczęli kojarzyć możliwość dobicia do targetu dzięki szybkiej sprzedaży w morele.net (o ile zagwarantują odpowiednie warunki). Tutaj kluczowy dla użyteczności narzędzia okazał się krótki czas, w jakim można zorganizować i wyemitować promocję.

Błędy i zagrożenia…

Niestety, przy całym projekcie nie udało się nam wystrzec kilku błędów. Do największych trudności, przynajmniej w początkowej fazie emisji serii „Uwolnić Cenę”, należało oszacowanie popytu. Jeżeli okazywało się, że po mailingu zostawało nam nieco towaru, to nic złego się nie działo. Ale gdy przytrafiło się, iż nie doceniliśmy atrakcyjności oferty i nasz stock był za mały w stosunku do napływających zamówień, musieliśmy przedwcześnie wyłączyć kod rabatowy, co zdenerwowało wielu klientów. Promocja (zwłaszcza jeśli wpadła nam w oko), z której nie możemy skorzystać, działa irytująco, zmniejsza zaufanie do firmy i zniechęca do dalszego śledzenia jej poczynań marketingowych. Od czasu mailingu, po którym nie mogliśmy całkowicie pokryć zapotrzebowania, zaczęliśmy puszczać dzień przed główną wysyłką mailing monitujący do niewielkiej grupy klientów i na podstawie jego statystyk określać spodziewaną sprzedaż. Sposób okazał się skuteczny i pozwolił na uniknięcie problemów. Należy o tym pamiętać, ponieważ każdemu przytrafiają się błędy i nawet doświadczony product manager może zawyżyć lub nie docenić atrakcyjności danej oferty.

Podsumowanie

Wszystkim w branży internetowej powinno zależeć na podniesieniu jakości newsletterów. Sukces jednej firmy może być sukcesem całej branży – im więcej klientów przekona się, że w swej skrzynce pocztowej może znaleźć coś naprawdę wartościowego, tym lepiej będą odbierane maile wszystkich firm. Z tą też
intencją został napisany ten artykuł. Oczywiście każda branża rządzi się swoimi prawami i nie chodzi o powielanie schematów. Najważniejsze jest mieć dobry pomysł i konsekwentnie go realizować.

Jesteśmy dopiero w połowie drogi, ale mamy nadzieję, że dalej będziemy w stanie rozwijać i udoskonalać tę serię newsletterów, a także tworzyć nowe. Być może, gdzieś w przyszłości, dobrym pomysłem mógłby być szerszy marketingowy przekaz, mający na celu wypozycjonowanie sklepu internetowego jako miejsca z okazjami, a nie posługiwanie się okazjami jako dodatkiem do podstawowej działalności?

Wojciech Pawlik – kierownik działu marketingu w sklepie internetowym morele.net. Wcześniej zajmował się SEM-em. Z wykształcenia kulturoznawca i polonista (UJ), stara się wprowadzać pierwiastek humanistyczny do ścisłego świata analizy liczbowej w reklamie internetowej. Pasjonuje się historią oraz socjologią, zwłaszcza tymi jej działami dotykającymi zagadnień poznawczych i reklamy.

Powyższy artykuł pochodzi z Magazynu eKomercyjnie #11. Zapraszamy do przeczytania całego numeru!

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)