eKomercyjnie.pl

Zalety i wady systemów płatności internetowych

Klienci sklepów internetowych obdarzają systemy płatności coraz większym zaufaniem i chętnie z nich korzystają. Nic dziwnego, że firmy obsługujące szybkie przelewy w sieci rywalizują ze sobą o dominację na rynku. Obok dobrze znanych marek, takich jak PayPal, Płatności.pl, Dotpay czy Przelewy24, ciągle pojawiają się nowe podmioty, oferujące swoje usługi e-sprzedawcom.

Reklama

W ostatnim wpisie podałam, że ok. 1/3 klientów sklepu GameClub.pl wybierała płatność kartą kredytową lub szybkim przelewem za pośrednictwem jakiegoś systemu płatności. W naszym przypadku były to Płatności.pl albo Płacę z Allegro (na aukcjach).

Chciałabym spojrzeć na ten temat nieco szerzej i przedstawić plusy i minusy systemów płatności. W zestawieniu wzięłam pod uwagę punkt widzenia obu stron transakcji.

Tab. 1. Zalety i wady systemów płatności internetowych.

Sprzedawca Klient
Zalety
  • zamówienie zostaje opłacone najczęściej w ciągu kilku minut po złożeniu,
  • przelewy są automatycznie księgowane w systemie sklepowym, nie ma potrzeby przeglądania historii rachunku bankowego w poszukiwaniu wpłaty,
  • zamówienie można zacząć realizować praktycznie od ręki,
  • w razie opóźnień w przetwarzaniu transakcji sprzedawca może sprawdzić jej aktualny status (w większości systemów);
  • klient może zapłacić z góry bez obaw, że wydłuży to czas realizacji zamówienia (o czas oczekiwania na przelew z innego banku),
  • nie trzeba ręcznie wpisywać kwoty przelewu ani danych sprzedawcy, co zapobiega powstawaniu błędów przy wpłatach*,
  • szybkość, wygoda i bezpieczeństwo (w przyjaznym systemie jedyne, co klient musi zrobić, to zalogowanie się na stronie banku i wpisanie kodu potwierdzającego przelew – reszta, łącznie z wylogowaniem, odbywa się automatycznie);
Wady
  • wysokie prowizje (zazwyczaj ok. 3% wartości transakcji),
  • wolne procesowanie kart kredytowych (zwłaszcza warianty typu protected payment – czasami do kilkunastu godzin);
  • w niektórych systemach na wypłatę zgromadzonych środków czeka się nawet kilka dni;
  • klient może poczuć się zdezorientowany, kiedy w polu „Odbiorca Przelewu” widzi dane firmy zewnętrznej, a nie sklepu, w którym robi zakupy,
  • w razie problemów z przetworzeniem transakcji klient nie otrzymuje stosownych informacji (w większości przypadków otrzymuje je tylko sprzedający albo nikt),
  • niektóre systemy wprowadzają dodatkowe, płatne opcje (m. in. ubezpieczenia transakcji), co jednym kupującym się podoba, a innych może mylić;

* Nie wszystkie systemy automatycznie wprowadzają potrzebne dane, w niektórych przypadkach klient musi wpisywać je samodzielnie.

Szybki przelew lub karta kredytowa to, moim zdaniem, najwygodniejsza forma przesyłania pieniędzy dla obu stron transakcji. Jeśli wybrany system jest dobrze dostosowany do naszych potrzeb oraz w pełni zintegrowany z systemem sklepowym, praca przy obsłudze zamówień to czysta przyjemność. Wszystko odbywa się automatycznie i jedyne nasze zadanie to wydrukowanie stosownych dokumentów oraz spakowanie przesyłki. Dla kupującego jest to także spore udogodnienie, bo nie musi on szukać danych do przelewu w e-mailu czy na stronie sklepu, system przeprowadza go przez transakcję krok po kroku, a sprzedawca w ciągu kilku minut otrzymuje informację o dokonaniu wpłaty.

Niestety, nie da się ukryć, że istnieją też wady omawianych rozwiązań. Dla sprzedających są to przede wszystkim wysokie prowizje od dokonanych transakcji oraz wolne przekazywanie środków na konto bankowe (coś za coś – albo wysoka prowizja i wypłata środków następnego dnia, albo długi czas oczekiwania na przyjście pieniędzy w zamian za niską prowizję).

Dla kupujących problem mogą stanowić nieprzyjazne formularze transakcji. Niektóre systemy w ogóle nie ułatwiają życia klientom e-sklepów i wymagają ręcznego wpisywania danych, samodzielnego otwierania witryn banków w nowych oknach i w efekcie puszczania zwykłych przelewów, tyle, że na konto firmy obsługującej płatność. Trudno wtedy powiedzieć, że taka forma płatności jest wygodniejsza z punktu widzenia kupującego, bo musi się on tak naprawdę więcej napracować. Osobiście w ogóle nie rozumiem, dlaczego to wszystko nie odbywa się automatycznie, ale może istnieją jakieś bariery techniczne i potrzeba czasu, żeby to zmienić.

Jak widać, systemy płatności posiadają zarówno plusy, jak i minusy. Niemniej jednak, jeśli chcemy być poważnym e-sprzedawcą, to takiego rozwiązania w swoim sklepie potrzebujemy, chociażby do obsługi kart kredytowych.

Przy podejmowaniu decyzji, jaki system wdrożyć, pomyślmy jednak nie tylko o sobie (czyli prowizjach, szybkości przekazywania środków i łatwej obsłudze panelu sprzedawcy), ale także o naszych klientach, bo w końcu to oni będą najczęściej z systemu korzystać. Oczywiście, jeśli nie lubimy transakcji opłacanych przy pomocy systemów szybkich płatności, wybierzmy rozwiązanie, które skutecznie zniechęci kupujących. Wówczas za jego pośrednictwem zapłacą tylko najbardziej zdeterminowani. Jeśli jednak zależy nam na zadowoleniu klientów, zadbajmy także o komfort płacenia. Im bardziej przyjazny system, tym częściej będzie używany – a chyba właśnie na tym nam wszystkim zależy?

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Amazon przejął Woot.com – popularny amerykański sklep z okazjami

UPDATE: Serwis TechCrunch (powołując się na zaufane źródło) podał, że kwota transakcji wynosiła 110 milionów dolarów (gotówka).

Amazon.com po raz kolejny w swojej historii wybrał się na zakupy. Tym razem przejął Woot.com – sklep internetowy, który stał się popularny dzięki oferowaniu klientom jednego produktu dziennie w ekstra cenie (do wyczerpania zapasów).

Reklama

Informacja o przejęciu Woot przez Amazon pojawiła się na oficjalnym blogu tego pierwszego sklepu. Niestety, nie są znane szczegóły transakcji (w tym kwota zapłacona przez firmę Jeffa Bezosa).

Woot.com, podobnie jak przejęte przez Amazon sklepy Zappos.com czy Audible.com, ma zachować swoją dotychczasową autonomię. Jedyna zmiana ma polegać na księgowaniu wypracowywanego wyniku finansowego po stronie Amazonu (według danych Business Insidera Woot miał 164 miliony USD przychodów za 2008 rok). To oznacza pozostawienie bez zmian unikatowego stylu Woot, łącznie z zostawiniem tekstów w stylu „mumbo jumbo” w stopce sklepu.

O tym, że w tym zakresie nic się nie zmienia świadczy przede wszystkim wpis na firmowym blogu autorstwa Matta Rutledge’a (CEO Woot.com). Krótki prztłumaczony fragment:

„Oni [Amazon] nie chcą, żeby ich pracownicy przyszli i kierowali Wootem, chyba, że sami ich o to poprosimy. To się może stać przypadkowo jeżeli wyłączycie światło w łazience i wypowiecie słowo „Kindle” trzy razy z rzedu; wtedy gotowy do pomocy pracownik Amazonu pojawi się w lustrze.”

Jak widać, nawet tak poważna sprawa jak przejęcie przez Amazon nie odbiła się na stylu prowadzenia Woot.com. Nic dziwnego, że tym sposobem sklep zbudował wokół siebie dużą i aktywną społeczność (i cały czas przyciąga nowych użytkowników).

P.S. Przy okazji zapraszam do przejrzenia zdjęć prezentujących siedzibę Woot.com. Nieźle to wygląda.

P.P.S. Teledysk stworzony z okazji tego newsa przez pracowników Woot:

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Jak wyglądał ShopCamp z perspektywy organizatora? (wywiad)

Ostatnia, piąta impreza z pierwszej edycji ShopCampu odbyła się w połowie maja. Cały czas czekamy na materiały wideo z tego eventu (prezentacje dostępne sa tutaj), a w szeroko pojętym międzyczasie postanowiłem zapytać Adama Zygadlewicza o to, jak ShopCamp wyglądał „od kuchni”, z perspektywy organizatora.

Reklama

Krzysztof Bartnik (eKomercyjnie.pl): Skąd wziął się pomysł na ShopCamp? Czy robiliście jakieś badanie rynku, żeby dowiedzieć się, że taka impreza jest potrzebna?

Adam Zygadlewicz: Wszystko zaczęło się od nawiązania znajomości z firmą Dotpay, z którą współpracowaliśmy nad legendarnym już FlakMeczem (czyli charytatywnym meczem Internauci kontra Artyści na rzecz chorej na raka studentki architektury i blogerki Pauliny Pruskiej), chcieliśmy kontynuować współpracę i tak się złożyło, że e-commerce został kolejnym fundamentem działań. W tym czasie serwis Flaker (serwis mikroblogowy prowadzony przez nas) ogłaszał przy mocnym współudziale Virena Bhandari swoje plany udostępnienia funkcjonalności „social ecommerce”. Pomysł na spotkania dla i na temat e-commerce wyszedł w trakcie naszych rozmów z Virenem.

Formuła spotkań nie była wyzwaniem (szczególnie, że mieliśmy za sobą 21 barcampów w Poznaniu, democamp, BridgeCamp), ale silne sprofilowanie pod tematykę e-commerce i objazdowy charakter cyklu spotkań (5 ośrodków miejskich), podział na część otwartą i zamkniętą wprowadziły do barcampowego świata pewną świeżość…

Potrzeba takich spotkań nie była do końca zbadania ale w przypadku spotkań barcampowych (których koszt organizacyjny jest nieporównywalnie mniejszy od kosztu organizacji spotkań typowo konferencyjnych) nie jest to problemem – robi się jedno spotkanie (nawet nie mając sponsora) i widać czy jest sens robić kolejne :) Z drugiej strony wiemy, ile jest sklepów internetowych w Polsce i wiemy mniej więcej jaka jest ich dochodowość. Mamy bardzo dużo „drobnicy” która stanowi dla wielu alternatywę pracy na etacie i nie może urosnąć nawet do skali małego przedsiębiorstwa i duże – skostniałe – konglomeraty, które stanowią antyprzykład w wielu dziedzinach (ale funkcjonują z uwagi na rozpoznawalną markę czy synergię grupy). Brakuje środka. Było dla nas więc całkiem oczywiste, że ci mali robią coś źle i trzeba im pomóc, otworzyć oczy, pokazać że nie trzeba mieć dużego kapitału, aby zwiększyć skalę – wystarczy znajomość efektywnych narzędzi marketingowych, dobra analiza strategiczna wnętrza i otoczenia i ciężka praca połączona z wytrwałością w budowani marki sklepu. Z perspektywy pięciu spotkań ShopCamp wiemy, że ShopCamp był i jest potrzebny.

KB: Co było najtrudniejsze w kwestiach organizacyjnych?

AZ: W rozpoczynaniu każdego nowego cyklu *campów zawsze najtrudniejsze jest zorganizowanie pierwszego spotkania. Myślenie nad formułą, zapraszanie pierwszych prelegentów, zainteresowanie potencjalnych uczestników zawsze pochłania najwięcej energii na samym początku… Później jest już pewien samograj – to uczestnicy sami dopytują się o kolejne spotkania, formuła jest moderowana w oparciu o odczucia własne oraz sugestie uczestników tych pierwszych spotkań z cyklu.

W przypadku ShopCamp najtrudniejsza była świadomość, że organizator nie jest praktykiem ecommerce sensu stricte, a jedynie bacznym obserwatorem tego segmentu naszej branży. Na szczęście wokoł pierwotnej wizji ShopCampu i pierwszych działań znalazło się bardzo wiele wspomagających dusz, które służyły sugestiami co warto omówić, co warto pokazać, kogo zaprosić. Abstrahując od przygotowań i wchodząc w materię samej imprezy największym wyzwaniem jest trzymanie się agendy. ShopCamp pobił moje wszystkie wewnętrzne wyobrażenia i standardy w tym względzie. W wielu przypadkach agenda była moderowana hiper-dynamicznie:)

KB: Czy dzięki spotkaniom zmieniło się Twoje postrzeganie branży ecommerce?

AZ: ShopCamp bardzo mocno poszerzył moją wiedzę na temat rzeczywistej postaci polskiego ecommerce. Przyznam się do tego, że publikowane regularnie dane analityczne i statystyczne tego segmentu gospodarki nigdy mnie emocjonalnie nie wciągały, natomiast praca 1 na 1 ze sklepami internetowymi to było coś bardzo angażującego i otwierającego oczy na to, jak naprawdę wygląda ecommerce w Polsce. Nie jestem w stanie scharakteryzować przeciętnego uczestnika cześci otwartej ShopCamp, ale patrząc na ponad 50 sklepów, które otworzyły się przed nami na warsztatach i pokazały nam jak funkcjonują mogę powiedzieć, że dość często powtarzały się podobne wyzwania i problemy.

Powszechnym zjawiskiem jest wiara w automatyczne skrypty do pozycjonowania w wyszukiwarkach, które można kupić np. na Allegro. Dość często właściciele sklepów inwestowali we własny software, który był w wielu kluczowych miejscach niedopracowany, niezoptymalizowany pod SEO, niezgodny z utartym procesem zakupowym. Prawie nagminną rzeczą jest krótkowzroczność – egzystencja w nisko marżowych segmentach, poleganie wyłącznie na porównywarkach, brak środków na skuteczną budowę marki i zakładanie, że „jakoś to będzie”. Te sklepy mogą nigdy nie przebić się do wspomnianego „środka”, o ile w ogóle będą w stanie przetrwać.

Znamienite były też błędy stricte marketingowe – brak świadomości kim jest mój klient, brak jasno zdefiniowanego segmentu, do którego kieruję swoją ofertę, brak jasnej i rzeczowej komunikacji czym się wyróżniam spośród setki podobnych sklepów. Brak dopasowania look&feel serwisu do charakteru oferty czy potrzeb mojego klienta były niestety powszechne. Te podstawowe błędy powodują, że wszelkie rozważania i mentoring dotyczący budowy rozpoznawalności marki, wykorzystania social media w ecommerce stają się trochę irracjonalne bo wybiegają poza chwilową rzeczywistość. Nie można zbudować nic trwałego na kruchym i podmokłym fundamencie. Ci wszyscy, którzy widzą podobne błędy u siebie powinni przede wszystkim nauczyć się obserwować innych (tych, którzy robią to dobrze) i eksperymentować. Nawet mały ecommerce ma do dyspozycji cały arsenał efektywnych narzędzi do tego, aby przebić się w roku lub dwa lata do e-commercowego main-streamu. Długi ogon, reklama CPA, adwords, mailingi, działania pro-lojalnościowe, kreatywna reklama… Nade wszystko kluczowe wydaje mi się hasło: „wyróżnij się albo zgiń” – trzeba wiedzieć jaką wartość dodaną oferujemy i czy w ogóle oferujemy. Konkurowanie wyłącznie ceną jest drogą donikąd.

Bardzo polecam shopcampowe prezentacje Wojtka Kyciaka (na temat BezOkularow.pl) oraz Artura Kurasińskiego (na temat Apteo.pl i Fitwell.pl), które mocno oddają to co napisałem powyżej. Trzeba badać, sprawdzać, eksperymentować i nie bać się ostrych zmian, które mogą dotyczyć nawet przycięcia asortymentu, całkowitego repozycjonowania i rebrandingu (a nawet zmiany nazwy sklepu) i zaczynania w pewnym sensie od początku.

Adam Zygadlewicz, organizator ShopCampu

KB: Dlaczego w trakcie kolejnych edycji zmieniała się formuła imprez?

AZ: Staramy się wsłuchiwać w opinie uczestników organizowanych przez nas *campów i nie inaczej było z ShopCampem. Pamiętam, że po pierwszym czy drugim ShopCampie było kilka głosów, że spotkanie jest mało burzliwe (w tym miejscu pozdrawiam Jakuba z Tuszmarkt :)), brakuje dyskusji a prezentacje mają charakter zbyt promocyjny. Ten drugi argument jakoś nigdy do mnie nie dotarł bo osobiście uważam, że barcamp to również miejsce na prezentacje narzędzi komercyjnych, które mogą się przydać w działalności uczestników, a posądzanie o faworyzowanie rozwiązania x nad y jest tak stare jak świat i trzeba je po prostu ignorować. Ktoś musi wybrać co będzie pokazywane a preferencje i poglądy nie zawsze są spójne między organizatorem a uczestnikami.

Co do argumentu a propos braku dyskusji – na kolejnych spotkaniach ShopCamp pojawiły się panele dyskusyjne, które wypadły całkiem fajnie (duża w tym zasługa Marcina Balawejdera i Wojtka Kyciaka, którzy je moderowali). Same zamknięte warsztaty w ramach ShopCamp także regularnie zmieniały formułę. Zaczynaliśmy od zbiorowych konsultacji Właściciele sklepów kontra Trenerzy (czego plusem była świetna czasami interakcja właściciel sklepu kontra właściciel sklepu), a skończyliśmy na pracy w mniejszych grupach (czego plusem była większa bezpośredniość, większa szczerość i możliwość zaproponowania bardzo specyficznych rozwiązań i pomysłów dla danego sklepu). W kolejnej edycji ShopCamp warsztaty przybiorą jeszcze inną formułę, ale nie chciałbym jej zdradzać, bo ponoć mamy mieć konkurencję :)

KB: Ile osób ogólnie odwiedziło wszystkie ShopCampy?

AZ: W 5 spotkaniach udział wzięło ponad 700 osób. Warto w tym miejscu podkreślić, że dzięki wsparciu super zespołu Eventio wystąpienia prelegentów ShopCamp są dostępne w Internecie i uzyskały cyfrową nieśmiertelność. Do dnia dzisiejszego wszystkie filmy miały kilka tysięcy wyświetleń co jest naprawdę rewelacyjnym wynikiem. ShopCampowy kanał video znajduje się pod tym adresem.

KB: Którą edycję ShopCampu oceniasz najlepiej ze strony organizatora?

AZ: Dla mnie najważniejszym był zdecydowanie ShopCamp w Warszawie, czyli finałowy ShopCamp. Na tym ShopCampie Marcin Balawejder (wcześniej znany w świecie internetu i ecommerce jako „Tomek Komercyjny”) opowiedział o historii Ulubiony.pl i zapowiedział rewitalizację tej marki połączoną z bezprecedensowym planem naprawy szkód powstałych za czasów poprzedniego jej właściciela. Marcin to niesamowity człowiek i głęboko wierzę, że mu się uda. Bardzo ważny był też dla mnie ShopCamp w Gdańsku, na którym wystąpił Piotr Majewski z bardzo obiektywnym spojrzeniem na temat Social Media i doboru narzędzi promocji w Internecie. Przyznam się, że to było moje pierwsze spotkanie face2face z Piotrem, poprzedzone pewnym uprzedzeniem do jego osoby i stylistyki marketingu, jaką wyznaje, ALE od momentu ShopCamp Gdańsk jestem ogromnym zwolennikiem sposobu myślenia Piotra Majewskiego. Nie powinno się iść z owczym pędem i patrzeć tylko na trendy, trzeba obiektywnie ocenić jaka forma promocji będzie dla mnie skuteczna i stosować nawet te narzędzia, które zostały już teoretycznie uśmiercone przez „Ekspertów”. Teoretyczne, bo praktycznie są i nadal mogą być bardzo efektywne (tak, mowa o targetowanych mailingach). Piotr wspomagał nas wtedy także podczas warsztatów i sypał świetnymi pomysłami i rozwiązaniami jak z rękawa.

Co do tzw. „fuckupów organizacyjnych” to naprawdę było ich wiele i nie chciałbym zanudzać Twojego Czytelnika (hihihi). Na pewno jest co poprawiać przy okazji kolejnej edycji ShopCamp – na pewno organizator jest człowiekiem z krwi i kości i błędy popełnia :)

No i od strony after-party – bez którego nie ma dobrego barcampu – wszystkie edycje pobił Gdańsk. To właśnie podczas after party ShopCamp Gdańsk powstało legendarne shopcampowe sformułowanie „wszyscy siedzimy w piwnicy” (którego autorem jest Norbert z Neosport.pl). Wtedy rzeczywiście siedzieliśmy w piwnicy, ale to stwierdzenie było podsumowaniem wykraczającym poza mury budynku. Coś w tym jest, że polski ecommerce ciągle wygląda jak garażowy startup… jest zapał i niewiele więcej.

KB: Którą edycję ShopCampu najlepiej oceniali uczestnicy (najwięcej gości, największy feedback)?

AZ: Najlepszy feedback był zdecydowanie po ShopCamp Wrocław. Dlaczego? Na ShopCamp Wrocław było kilka bardzo „mięsnych” prezentacji, m.in.: Tomka Jaromina z intymnie.com, Macieja Idzikowskiego i Sabiny Krupy z Neo24.pl oraz Kamila Matysika z KrainaHerbaty.pl – takie prezentacje zawsze się podobają i są długo i głośno dyskutowane bo zawierają materię, z którą można się zmierzyć i można polemizować. We Wrocławiu był też panel dyskusyjny (bardzo zasobny w uczestników) na temat logistyki i automatyzacji procesów i pamiętam, że była bardzo dobra interakcja nie tylko między panelistami, ale także pomiędzy nimi a resztą uczestników. Rekord uczestników padł zdecydowanie w Poznaniu, tamtejszy ShopCamp odwiedziło blisko 200 osób i wiem, że się podobał choćby za sprawą bardzo wnikliwych i analitycznych prezentacji Tomka Frontczaka (MaxROY) na temat SEM, „adwordsów”, „długiego ogona” czy Marcina Deręgowskiego na temat SEO. O indywidualnych ocenach ShopCampu i tego, jak było można przeczytać w historyjce ShopCamp na Flakerze.

KB: Jak wyglądała część zamknięta (dlaczego warto było wziąć w niej udział)?

AZ: Filozofią części zamkniętej było pochylenie się nad konkretnym przypadkiem, konkretnego sklepu i zasugerowanie tematów do przemyślenia i do możliwie natychmiastowego wdrożenia. Analizę generalnych problemów sklepów, które brały udział w warsztatach poczyniłem powyżej więc nie chciałbym jej powielać, natomiast chciałbym powtórzyć, że mocno wierzę w sens istnienia tego typu warsztatów, bo wypełniają lukę, której nikt jeszcze nie zagospodarował, a która odpowiada na podstawowe potrzeby większości sklepów internetowych: szybka konfrontacja, impulsy do zmian, wymiana wiedzy pomiędzy sklepami. Szkolenia indywidualne bywają bardzo drogie, szkolenia na których jest się jednym z 40 uczestników i słucha się prawd powszechnych są mało efektywne (i też bywają niestety drogie)… Warsztaty shopcamp przynajmniej od strony koncepcji i podejścia są nową jakością i nową propozycją.

Dlaczego warto było w nich wziąć udział? Myślę, że przede wszystkim po to aby usłyszeć „you are doing it wrong!” i zobaczyć na innych przykładach jak można to poprawić. Tak jak wspominałem powyżej, w większości przypadków nie udało nam się przebić do zaawansowanego mentoringu na przykład z zakresu social media bo w koncepcie biznesowym widzieliśmy fundamentalne błędy bez poprawienia których rzucanie się na social media mogłoby mieć tragiczne skutki.

KB: Ile sklepów wzięło udział w części zamkniętej? Czy dostaliście odzew z ich strony (np. że wdrożyli proponowane zmiany i zwiększyła się liczba zamówień)?

AZ: W warsztatach zamkniętych w ramach ShopCamp wzięło udział około 50 sklepów. Profil sklepów był bardzo różny – od bardzo świeżych pomysłów, które dopiero wystartowały, po ugruntowane e-biznesy, których właściciele szukali wiedzy na tematy nowe czyli na przykład jak wykorzystywać społeczności internetowe w budowaniu i podtrzymywaniu relacji z klientami lub do budowania rozpoznawalności marki sklepu. W zasadzie wszystkie sklepy były zadowolone z produktu jaki powstał w ramach warsztatów, wiem że kilka sklepów wdrożyło nasze zalecenia w całej rozciągłości, kilka wdrożyło to co można zrobić szybko (poprawki w procesie zakupowym, poprawki w usability, zmiana dostawcy usług SEO, SEM, rezygnacja z programów partnerskich, które niczego nie dają, a jedynie zamydlają kontakt ze sklepem). Większość sklepów biorących udział w warsztatach ShopCamp pojawiła się także w social media i kilka naprawdę znakomicie sobie radzi – jak choćby eobuwie.pl (http://flaker.pl/eobuwie_pl) czy zoologiczny.sklep.pl Huberta Wilczyńskiego (http://flaker.pl/hubus, http://tinyurl.com/3yofd5f).

Koncepcja i idea warsztatów jest świeża i potrzebna choć z pewnością największym wyzwaniem dla nas – organizatora i trenerów – oraz sklepów jest zapewnienie ciągłości współpracy – tak aby pomagać sklepom wprowadzać te trudniejsze, czasochłonne, zmiany. Myślę, że w stosunku do tego pojawi się niedługo oferta z naszej strony.

KB: Czego zabrakło na ShopCampie? Czy będą następne edycje?

AZ: To czego mi zabrakło to „unconference,” czyli pracy w małych grupach i omawiania tematów około-ikomersowych w bardziej otwartej i bezpośredniej formule (w ramach części otwartej) może w drugiej edycji ShopCamp uda się to zrealizować. Zdecydowanie chciałbym pokazać więcej konkretnych „kejsów” na temat strategii rozwoju, finansowania, optymalizacji procesów i pokazać jak planować uruchomienie własnego ecommerce i jak zbudować strategię wzrostu, którą będzie można codziennie obalać i negować w drodze świadomych eksperymentów i dobierania narzędzi promocji, które w danym momencie są najbardziej efektywne i potrzebne. Bardzo chciałbym pokazać też tematy pozornie oddalone od ecommerce, ale świeże i potencjalnie przydatne, jak na przykład psychologia sprzedaży, internetowy merchandising. Jest już prawie pewne, że ShopCamp powróci :)

Poza planem:

Przy okazji tego wywiadu, który stanowi chyba jedyne zwarte podsumowanie ShopCampu, chciałbym serdecznie podziękować firmie Dotpay za okazane zaufanie, sponsorom spotkania sklepy.gratka.pl, Ogicom, SpeedUP IQbator, bez których nie moglibyśmy zorganizować ShopCamp w formule tournee po Polsce i networkingować przy ulubionej pizzy z DaGrasso :)

Bardzo dziękuję wszystkim „warsztatującym” sklepy: Marcinowi Balawejderowi, Virenowi Bhandari, Jakubowi Górnickiemu, Wojtkowi Kuśmierkowi, Konradowi Latkowskiemu, Piotrowi Majewskiemu, Grzegorzowi Rusieckiemu oraz Jakubowi Ślusarkowi. Daliście czadu, Panowie!

Specjalne podziękowania dla Norberta Trudzińskiego z Neosport.pl, którego wsparcie od chwili jak poznaliśmy się na warsztatach w ramach ShopCamp Poznań było dla mnie naprawdę ważne. Dzięki, Norbert!

Specjalne podziękowania dla Roberta Janeczka (gForces, sklepy.gratka.pl), który chyba jako jedyny sponsor-prelegent w historii organizowanych przez nas spotkań postanowił wykorzystać swój prezentacyjny czas na rzeczywiste dzielenie się wiedzą, przez co wsparł nas i uczestników co najmniej dwukrotnie. Tak trzymać :)

Autor wpisu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)