eKomercyjnie.pl

Zapraszamy Ciebie i Twój sklep do udziału w akcji Dzień Darmowej Dostawy 2016! Zgłoś się już teraz »

Jak księgować zwroty i reklamacje w sklepie internetowym?

infakt-logoO ile zwroty czy reklamacje w stacjonarnym sklepie nie stanowią dużego problemu, o tyle w sklepie internetowym sprzedającym wysyłkowo mogą stanowić pewien kłopot. Chodzi o to, że sprzedawca powinien skłonić klienta nie tylko do odesłania towaru, ale także do dopełnienia kilku innych obowiązków.

Klienci sklepów internetowych zwracają towary z różnych przyczyn. Przede wszystkim, gdy mowa o sprzedaży wysyłkowej i umowie zawieranej na odległość, klienci zwykle mają prawo do zwrotu zakupu bez podania przyczyny (więcej – w tym artykule). Oprócz tego, powodem zwrotu mogą być także rozmaite wady towarów i wtedy mówimy o reklamacjach. Przedsiębiorcy, którzy spotkają się z taką sytuacją muszą dopełnić szeregu obowiązków. Ich zakres zależy od tego, czy sklep korzysta z kasy fiskalnej.

Zwroty i reklamacje w sklepie internetowym, który posiada kasę fiskalną

Ogólnie, kasa fiskalna z powodów technicznych nie pozwala ani na anulowanie sprzedaży, ani na jej poprawienie. Do marca 2013 r. przedsiębiorcy radzili sobie z tym faktem korzystając z zaleceń urzędów skarbowych i praktyki innych sprzedawców. Choć nie było to uregulowane przepisami, błędy, zwroty, czy reklamacje zapisywano w tzw. zeszycie korekt i na jego podstawie modyfikowane były zapisy w księgach podatkowych oraz rejestrach VAT. Korekty zapisów kas fiskalnych zostały jednak niedawno uregulowane.

Nowe rozporządzenie z 14 marca 2013 r. w sprawie kas rejestrujących uregulowało kwestię prowadzenia ewidencji zwrotów i reklamacji u osób prowadzących sprzedaż na kasie fiskalnej. Co prawda przepisy te nakładają na przedsiębiorców dodatkowe obowiązki, ale dzięki temu nie pozostawiają wątpliwości w jaki sposób działać.

Zgodnie z rozporządzeniem, w przypadku zwrotów i uznanych reklamacji wskutek których przedsiębiorca zwraca nabywcy całość lub część wartości towaru, należy prowadzić odrębną ewidencję. Ewidencja zwrotów i reklamacji towarów musi zawierać:

  • datę sprzedaży;
  • nazwę towaru pozwalającą na jego identyfikację;
  • termin zwrotu lub reklamacji;
  • w przypadku zwrotu całej kwoty – wartość brutto towaru oraz wartość podatku należnego;
  • w przypadku zwrotu części zapłaconej kwoty – wartość zwróconej kwoty oraz wartość podatku należnego, który przypada na zwróconą część;
  • dokument potwierdzający dokonanie sprzedaży;
  • protokół przyjęcia towaru podpisany przez nabywcę i sprzedawcę.

Oprócz tego, przepisy precyzują także co zrobić w razie pomyłki przy „nabijaniu” sprzedaży na kasę, czyli wydruku błędnego paragonu. Korekty błędów dokonuje się przez odrębną ewidencję, w której zapisów dokonuje się niezwłocznie po wykryciu pomyłki. Ewidencja błędów powinna zawierać:

  • wartość błędnego paragonu oraz kwotę podatku należnego;
  • oryginał paragonu oraz wyjaśnienie przyczyny błędu.

Po wpisaniu błędu do ewidencji, na kasie należy zapisać sprzedaż ponownie, w prawidłowy sposób.

Dowód sprzedaży i protokół, czyli problematyczna ewidencja zwrotów

Jak widać, przypadki błędnych paragonów nie są dużym problemem przedsiębiorców, gdyż ewidencja wymaga niewielkiej liczby elementów, np. obędzie się bez spisywania protokołu. Znacznie więcej problemów sprawiają jednak zwroty i reklamacje, zwłaszcza, gdy mowa o sprzedaży internetowej z dostawą wysyłkową. Jak postępować, aby ewidencja zwrotów była poprawna?

Z przywołanych zasad wynika, że sprzedawca powinien zadbać o uzyskanie podpisanego protokołu zwrotu. Można to rozwiązać np. wysyłając klientowi protokół zwrotu e-mailem z prośbą o jego wydrukowanie, podpisanie i odesłanie razem ze zwracanym towarem. Taki protokół może być także umieszczony na stronie internetowej sklepu, aby klienta od razu poinstruować jak postępować w przypadku zwrotu, czy reklamacji.

Nieco bardziej problematycznym aspektem może być uzyskanie paragonu od klienta, który oddaje lub reklamuje towar. Np. reklamacja może następować nawet kilka lat po sprzedaży i nabywca może już po prostu nie posiadać paragonu. Czy paragon jest w takim przypadku niezbędny? Oczywiście, jeśli nabywcą jest konsument (a tylko na rzecz konsumentów wystawia się paragony), to paragon nie jest niezbędny do uwzględnienia zwrotu lub reklamacji. Sprzedawca ma obowiązek uwzględnić reklamację także wówczas, gdy konsument w inny sposób udowodni, że dokonał zakupu. Może to zrobić np. przedstawiając dowód przelewu, czy korespondencję ze sprzedawcą z której wynika, że zakup miał miejsce.

Jaką to ma konsekwencję dla sprzedawcy korzystającego z kasy fiskalnej? We wspomnianym rozporządzeniu jest mowa o tym, że ewidencja reklamacji i zwrotów musi zawierać „dokument potwierdzający dokonanie sprzedaży”. W świetle powyższej zasady, można założyć, że nie musi to być paragon, skoro sprzedawca musi uznać reklamację również wówczas, gdy konsument nie przedstawia paragonu. Nie zmienia to faktu, że do ewidencji zwrotów i reklamacji trzeba załączyć  dokument potwierdzający sprzedaż, np. dowód przelewu wykonanego przez klienta.

Przedsiębiorca, który pomimo braku dowodu potwierdzającego sprzedaż lub podpisu na protokole wpisuje zwrot lub reklamację do ewidencji, nie prowadzi tej ewidencji zgodnie z przepisami. Tym samym naraża się na to, że w razie kontroli urzędnicy zakwestionują zaistnienie zwrotu, a w konsekwencji zmniejszenie podatków do zapłaty.

Zwroty i reklamacje w sklepie internetowym, który działa bez kasy fiskalnej

Dużo mniej problemów sprawiają zwroty i reklamacje u przedsiębiorców niekorzystających z kas fiskalnych. W przypadku sprzedaży internetowej jest to stosunkowo częsta sytuacja, ponieważ sprzedawcy mają możliwość skorzystania ze zwolnienia z instalacji kasy fiskalnej, gdy:

–        sprzedaż nie zalicza się do kategorii bezwzględnie nakazującej instalację kasy fiskalnej (np. płyty CD/DVD, towary akcyzowe),
–        dostawa towaru następuje wysyłkowo, a płatność następuje przelewem,
–        przedsiębiorca prowadzi ewidencję, pozwalającą na identyfikację nabywcy, przedmiotu transakcji i płatności w przypadku każdej ze sprzedaży.

Oprócz tego, przedsiębiorcy sprzedający towary nienakazujące odgórnie instalacji kasy fiskalnej mogą korzystać ze zwolnienia opartego na limicie kwotowym. Kasy nie trzeba wówczas instalować, o ile łączna kwota sprzedaży nie przekroczyła 20 000 zł w danym roku podatkowym.

Jeżeli sprzedawca internetowy spełnia te warunki, może prowadzić sprzedaż bez kasy fiskalnej, a to znacznie ułatwia ewidencjonowanie reklamacji i zwrotów. W przypadku sprzedaży bez kasy fiskalnej nie istnieją przepisy szczególne dotyczące ewidencjonowania zwrotów i reklamacji. Mimo tego, na potrzeby dokumentacji firmowej warto  prowadzić odrębną ewidencję, w której zapisywane są zwroty i reklamację.

Przedsiębiorca sam może zadecydować w jaki sposób prowadzić ewidencję zwrotów. Może to być ewidencja podobna, jak w przypadku prowadzenia kasy fiskalnej. Jednak zupełnie wystarczająca jest po prostu lista zwrotów i reklamacji, a także zwróconych kwot. Nie potrzeba tu podpisów klientów na protokole zwrotu, ani rzecz jasna paragonów – których klienci nie otrzymują. Oprócz tego, jeśli na daną sprzedaż została wystawiona faktura lub rachunek, należy wystawić fakturę korygującą lub analogiczny rachunek i przekazać dokument klientowi. Jeżeli faktura korygująca zmniejsza kwotę podatku VAT do zapłaty, trzeba postarać się, aby klient potwierdził odbiór takiego dokumentu (wystarczy np. e-mail). Na tej podstawie można zmodyfikować zapisy w księgach podatkowych i ewentualnie w rejestrach VAT – o ile przedsiębiorca jest VAT-owcem.

 

Autorem powyższego materiału jest Sebastian Bobrowski, Dyrektor Finansowy inFakt – firmy oferującej księgowość z dostępem do dokumentów i finansów w aplikacji online, darmowym kurierem i profesjonalną obsługą księgową.

Autor wpisu

10 komentarzy do tekstu

  1. Czy klient ma obowiązek podpisać i dostarczyć nam taki „protokół przyjęcia towaru podpisany przez nabywcę”?

    Co zrobić kiedy klient przesłał do nas produkt na reklamację i twierdzi, że w paczce był paragon, a nie było go? On zamawiał za pobraniem więc nie ma potwierdzenia przelewu.

    Odpowiedz ↓

    1. Pani Olgo,

      Z pewnością, uzależnianie przez przedsiębiorcę prawa do odstąpienia od umowy zawartej z konsumentem na odległość od okazania paragonu/faktury może zostać uznane za tzw. klauzulę niedozwoloną – przykłady na poparcie tego poglądu znajdziemy w rejestrze klauzul niedozwolonych zamieszczonym na stronach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Nieco inaczej sprawa ma się jeśli chodzi o podpisane oświadczenia o odstąpieniu. W ustawie z dnia 02 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, a konkretnie w art. 7 ust. 1 znajdujemy:

      Konsument, który zawarł umowę na odległość, może od niej odstąpić bez podania przyczyn, składając stosowne oświadczenie na piśmie w terminie dziesięciu dni, ustalonym w sposób określony w art. 10 ust. 1. Do zachowania tego terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem.

      Tym samym wymóg oświadczenia na piśmie jest wymogiem ustawowym a nie widzi mi się przedsiębiorcy. Oczywiście nie ma przeszkód, aby przedsiębiorca w ramach ukłonu w stronę konsumentów odformalizował tą procedurę poprzez umożliwienie konsumentom składania takich oświadczeń drogą mailową ale to zapewne niezbyt częste przypadki.

      Odpowiedz ↓

  2. Przy częściowym zwrocie paragonu (1 produkt), kto zatrzymuje oryginał paragonu ?

    Odpowiedz ↓

  3. Pani Olgo, wydaje mi się że ma taki obowiązek bo inaczej to by był martwy przepis. Ktoś by to wypełniał??

    A odnośnie drugiego to jest pokwitowanie odbioru/nadania paczki.

    Odpowiedz ↓

  4. I kolejne niedopracowane (lekko mówiąc) rozporządzenie.
    Nie wiem co kierowało tymi co je pisali.

    Musi być podpis klienta – po co?
    Podpisy mam, nieczytelne w większości, bo tak może być i jest OK.
    Nie mam podpisu klienta, ale za to mam potwierdzenie przelewu z pełnymi danymi adresowymi klienta + w tytule za co jest zwrot – nie może być, nie nadaje się, anonimowy podpis ma większą wagę.

    A co w przypadku zwrotu nieodebranej pobraniówki?
    Podpisu nie ma jak uzyskać, a do drugiej ewidencji też nie można wpisać – nie jest mój błąd / pomyłka.

    Przyłączam się do pytania Damiana.

    Odpowiedz ↓

  5. Jestem na wakacjach, więc dokładnie nie podam, gdyż odcięty jestem od źródeł w firmie, ale zgodnie z orzeczeniem ETS będącą odpowiedzią na zapytanie NSA podpis nie jest konieczny, o ile przedsiębiorca jest w stanie udokumentować operację zwrotu – ergo przelew na konto nabywcy/przelew pieniężny na jego dane.

    Odpowiedz ↓

    1. To ja bym poprosił o sprawdzenie po urlopie o jakiś nr tego orzeczenia ETS w odpowiedzi na zapytanie NSA, dotyczący oczywiście aktualnego rozporządzenia.
      Swoją drogą, czy to nie jest chore?
      W rozporządzeniu piszą jedno, a później angażujemy armię darmo…sorki urzędników, aby dojść do tego co autor miał na myśli. A myśli miał jak widać pokręcone, skoro pisząc „podpis kupującego” miał na myśli m.in. „potwierdzenie przelewu”.

      Odpowiedz ↓

  6. Damianie i Darku – w przypadku częściowego zwrotu paragonu oryginał paragonu pozostaje u kupującego. Nie ma potrzeby podłączenia oryginału paragonu fiskalnego do jego korekty, pod warunkiem, że zdarzenia te zostały odpowiednio i wiarygodnie udokumentowane.Można podpisać protokół zwrotu towaru, ze wskazaniem wartości, za którą towar został sprzedany oraz kwoty podatku należnego.

    Odpowiedz ↓

  7. Joanna Jaworska

    A ja mam pytanie jak te przepisy mają się do klauzul niedozwolonych. Czy aby wymaganie dostarczenia paragonu/faktury oraz przesyłanie podpisanych oświadczeń nie jest zakazane?

    Odpowiedz ↓

  8. Radosław Dąbski

    Dzień dobry,
    Odkopię trochę temat. W moim przypadku często jest tak, że klienci informują mnie o odstąpieniu od umowy sprzedaży drogą e-mail, ponieważ mają takie prawo. Następnie przysyłają mi towar ale bez podpisanego protokołu zwrotu. Czy jako przedsiębiorca mam prawo żądać od konsumenta podpisanego protokołu zwrotu towaru i od tego uzależniać, czy zwrócę pieniądze za towar?
    Z tego co wiem, Urząd Skarbowy nie uzna mi zwrotu towaru bez podpisanego przez konsumenta protokołu.

    Dziękuję za odpowiedź.

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Pokaż Swój Sklep [PSS]: Jolanta Gruszeczka, grusie.com.pl

grusie.com.plKorenspondując mailowo z panią Jolantą Gruszeczką nie trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to osoba bardzo ciepła i pogodna, życzliwa i radosna. Pierwsze słowo, które kojarzy mi się z nią, mimo, że zupełnie się nie znamy, to „mama”. Ale pani Jolanta to nie tylko mama swoich trzech córek, to również rodzicielka sklepu Grusie.com.pl, w którym znajdziemy ręcznie szyte ubranka dla chłopców. Sama właścicielka mówi, że pomysł na ten e-biznes zrodził się nie tylko z braku pracy, ale przede wszystkim z talentu, który przekładał się na rewelacyjne efekty. Twórczyni sklepu to żywy przykład na to, że derminacja i chęć, połączone ze świetnymi produktami dają efekty. Nie trzeba być hipsterem, który tworzy kolejnego startupa, by osiągnąć internetowy sukces. W wywiadzie dla eKomercyjnie.pl pani Jolanta podzieliła się swoimi refleksjami i doświadczeniami. Zapraszam, Paulina Wawrzyczek.

W wywiadach z serii Pokaż Swój Sklep (PSS) staramy się regularnie promować sklepy internetowe z różnych branż, zaś odpowiedzi naszych rozmówców przy okazji pomagają też osobom, które dopiero rozważają start w e-handlu. Wszystkich, którzy chcieliby opowiedzieć nam o swojej działalności zapraszamy do kontaktu z redakcją.

Paulina Wawrzyczek (eKomercyjnie.pl):Czym zajmowałaś się przed uruchomieniem sklepu internetowego? Dlaczego zdecydowałaś się na działalność w sieci?

Jolanta Gruszeczka (grusie.com.pl):Przed kilku laty nigdzie nie pracowałam, wychowywałam swoje trzy córki. Gdy podrosły na tyle, że mogłam zająć się pracą zawodową, okazało się, że w moim zawodzie nie ma ofert (skończyłam technikum gastronomiczne).

Już od dłuższego czasu szyłam różne ubrania sobie i dzieciom. Lubiłam, gdy mogłam coś wymyślić i wykonać oraz gdy podobało się to innym. Moimi krytykami były córki. Postanowiłam za namową wielu osób wystawić ubranka na Allegro. Założyłam firmę z ubrankami dla chłopców, gdyż tych jest na rynku znacznie mniej, niż dla dziewczynek.  Po jakimś czasie postanowiłam założyć mój własny sklep internetowy.

Dlaczego? Bo jest to bardzo wygodne: nie trzeba płacić czynszu, można kupować w nim całą dobę, nie wymaga dodatkowych nakładów pieniężnych, mogę mieć nad nim cały czas kontrolę. Dodatkowym plusem jest ilość osób, które mogą wejść i zakupić ciuszki dla swojego maluszka z całej Polski i nie tylko.

1

Jak wyglądały początki sklepu Grusie?

Początki zawsze są trudne. Mam dość duży asortyment ubranek i musiałam dobrze zastanowić się jak wszystko poukładać, aby było przejrzyście i intuicyjnie. Potem trzeba było przygotować zdjęcia, opisy i oczywiście zacząć pozycjonować sklep – bez tego nikt nie mógłby nic kupić, bo na rynku nie jestem sama.

Ile czasu zajęło przeniesienie pomysłu na sklep do faktycznego wypuszczenia go na rynek?

Dwa miesiące trwało stworzenie grafiki, dodanie produktów i nauczenie się korzystania z wszystkich funkcji sklepu. Skorzystałam ze darmowego oprogramowania Open-Source – Prestashop. Szablon sklepu został dopasowany do profilu mojego sklepu. Na początku maiłam tylko 1000 zł i z tego trzeba było zapłacić za grafikę, serwer, domenę, i zacząć pozycjonowanie. W pierwszym miesiącu sprzedałam jedną marynarkę. Tak bardzo się ucieszyłam, że prawie skręciłam nogę, by w pośpiechu pochwalić się mężowi z tego dokonania. Dopiero po 6-7 tygodniach zaczęłam sprzedawać ubranka w swoim sklepie.

2

Skąd wziął się pomysł na taki asortyment?

Zauważyłam, że dla chłopców jest bardzo mało fajnych ubrań, które są proste, niedrogie, uszyte na miarę i z polskich materiałów. Moja siostra i szwagierka urodziły właśnie synów i chciały, abym uszyła im koszulki, ale takie aby nie wychodziły ze spodenek. Połączyłam więc elegancką koszulkę z tradycyjnymi bodami i wyszła mi bodo-koszulka, która jest numerem jeden w moim sklepie. Z biegiem czasu powstawały coraz to nowe wzory, kroje, dodawałam coraz więcej różnych materiałów i kolorów. Ale koszulki to za mało. Zaprojektowałam więc kolekcję garniturów, marynarek, ubrań na różne okazje: katanek ze spodniami bojówkami, kamizelek z muszką i spodniami, mam tez czapeczki, kapelusiki, ubranka w stylu safari i na styl marynarski. Są tu ubrania dla dzieci w różnym wieku (do rozmiaru 122). Moja odzież jest zakładana na chrzest, roczek, komunię, na większe i mniejsze uroczystości, ale też i na zwykły dzień. Szyję ze sztruksu, etaminy, z bawełny, której pochodzenie znam – nie mam chińskich materiałów. Ubranka są dostosowane do dzieci, można samemu sobie je zaprojektować, zmienić wymiary, czy kolory. Projektuję małe kolekcje, dopasowane do siebie, do trendów w modzie dziecięcej i nie przesadzam z dodatkami, lubię minimalizm. Szyję ręcznie, każdy model jest krojony osobno i tworzony z dbałością o najdrobniejszy element.

Jakie metody promocji stosujesz w przypadku tego asortymentu?

Staram się aby o moim sklepie mamy mówiły mamom. Promuję się na Facebooku, gdzie staram się dodawać nowe pomysły, aby poznać zdanie Rodziców. Sama musiałam się zająć reklamowaniem sklepu, choć czasem gubię się w tym wszystkim. Nauczyłam się wielu rzeczy, ale wiem, że to tylko kropelka w morzu. Piszę czasem artykuły, przypominam się swoim klientom, do każdej przesyłki dodaję swoje wizytówki. Ubranka mają metki z logo mojej firmy, mam też swoje wszywki „Grusie” w odzieży. Kupuję również reklamy na portalach dla rodziców.

3

Jak budujesz „przywiązanie” klienta do Twojego sklepu

W moim sklepie stosuję bony rabatowe: za każde wydane 10 zł klient otrzymuje 1 pkt o wartości 0,20 zł na następne zakupy. Ponadto za każdego znajomego, który zostanie polecony i zakupi coś w sklepie, polecający dostaje 5 zł. Wysyłam raz na jakiś czas e-maile do kupujących z nowościami w sklepie. Moją dewizą jest nastawienie na słuchanie klientów i traktowanie ich tak, jak ja bym chciała być traktowana.

Jak wygląda proces zamawiania produktów w Twoim sklepie?

Aby zakupić ubrania dla dzieci w moim sklepie trzeba się najpierw zalogować. Dodając do koszyka przedmiot, cały czas widzi się aktualną cenę wraz z wysyłką, potem trzeba wypełnić formularz zakupu, wybrać formę wysyłki, sposób dostawy i potwierdzić zamówienie – wszystko na jednej stronie.

SONY DSC

Jak długi jest czas realizacji zamówienia?

Część ubranek mam od ręki, są na magazynie, a część doszywamy na zamówienie. Szycie trwa od 3-5 dni – potem jest wysyłka. Zamówienie dostępne w sklepie jest u klienta do 3 dni.

Z jakimi pytaniami najczęściej kontaktują się klienci

Klienci najczęściej pytają o dostępność produktu: kiedy będzie na stanie, czy można uszyć coś indywidualnie pod przysłane wymiary, czy można zamówić jakieś inne zestawy kolorów ciuszka.

5

Jakie masz plany związane z rozwojem e-sklepu

Chciałabym trafić do większej grupy klientów, założyć galerię ze zdjęciami dzieci w moich ubrankach, spróbować sprzedaży hurtowej, nawiązać współpracę z innymi sklepami, sprzedającymi np. buty dla dzieci.

Gdybyś miała teraz robić swój e-sklep, to co zrobiłabyś inaczej

Teraz zainwestowałbym bardziej w grafikę, w dodatkowe funkcje sklepu, promowałabym go w większej ilości miejsc, dłużej zastanawiałbym się nad wyborem e-sklepu, ale asortyment oczywiście byłby ten sam.

6

Jakie są plusy i minusy prowadzenia sklepu internetowego? Jakie są Twoje rady dla osób, które rozważają (lub zaczynają) taką formę biznesu.

Plusem posiadanie sklepu internetowego jest na pewno to, że nie płacimy czynszu i mamy wszystko dostępne w jednym miejscu. Można sprzedawać nie wychodząc z domu i mieć wszystko pod kontrolą, można sprzedawać całą dobę, nie tylko w Polsce i dotrzeć do mnóstwa klientów.

Minusem dla mnie jest to, że ciągle trzeba być na bieżąco z prawem, trzeba pilnować regulaminów, być prawie cały czas on-line i pilnować, aby sklep dobrze działał, a nie zawsze da się wszystko dopiąć samemu.

Jednak trzeba iść do przodu, mocno trzymać się na nogach i wierzyć, że uda się zrealizować swoje plany. Mam swoje chwile słabości, czasem mam dość, a o firmę trzeba cały czas dbać. Nie mam czasu na czytanie książek, na porządne leniuchowanie, nawet na urlopie myślę o moim biznesie. Czasem trzeba wysłuchać skarg niezadowolonych klientów, bo coś nie dojdzie na czas, ale potem patrzę na zdjęcia tych zadowolonych dzieciaczków w moich ubrankach, otrzymam klika miłych listów, telefonów i idę do przodu.

A co bym radziła? Zainwestujcie w dobrą grafikę strony, znajdźcie dobrego informatyka: uczciwego i znającego się na rzeczy i dobrze rozważcie co chcecie sprzedawać, czy podobne sklepy już istnieją. Starajcie się dbać o klientów.

Podsumowując, Grusie.com.pl to:

…sklep, w którym ubranka dla dzieci są szyte przeze mnie, w małych kolekcjach, z najlepszych materiałów i z dbałością o każdy szczegół . Można tu czuć się jak u siebie, bo dla mnie najważniejszy jest ten najmniejszy klient i jego wygoda i zadowolona buzia.

 

fotoJolanta Gruszeczka – mama trzech córek, która w wolnych chwilach lubi czytać książki, słuchać muzyki i projektować ubranka. W 2006 roku założyła firmę szyjącą odzież dla chłopców, a w 2012 sklep internetowy www.grusie.com.pl Jest samoukiem nie tylko jeśli chodzi o krawiectwo, ale i o obsługę cyber-świata. Udowadnia, że można osiągnąć to, czego się pragnie, ale trzeba chcieć.

Autor wpisu

1 komentarzy do tekstu

  1. cytując „spróbować sprzedaży hurtowej”
    jeśli miałbym doradzać, to jeśli masz możliwości logistyczne to warto właśnie na hurcie się skupić. z tego co wnioskuje i tak robisz już ubrania pod jakimś swoim brandem. więc tylko przygotować jakiś katalog nawet kilku produktów i cisnąć to do kogo się da. najlepsze efekty jak się złapie kontakt do jakiejś sieciówki, ale na start chyba warto zacząć z innymi sklepami odzieżowym które nie zajmują się produkcją a zwykłą sprzedażą, wtedy idąc do sieciówki już ma się jakieś tam dane sprzedażowe.

    tym bardziej jeśli niektóre produkty są unikalne, tak jak wnioskuje te koszulo-body
    to walić po prostu do kogo się da drzwiami i oknami. tylko musisz wiedzieć czy jesteś w stanie zrealizować zamówienie na np. kilkaset szt. produktu

    przy takiej skali działalności jaka się domyślam że jest. jeden deal hurtem może być warty więcej niż kilka miesięcy ciężkiej pracy w sklepie i szukania co rusz klientów.

    fajnie się czyta o takich biznesach, mój ojciec w dawnych czasach miał podobny i teraz wiem jakie błędy popełniał, pomimo że wtedy nie miał super narzędzia zwanego internetem :) uważam że jak ma się swoją markę, to hurt powinien w pierwszej kolejności przyświecać. w takim sklepie detalicznym można czasami zachrzaniać i niewiele z tego mieć. a z tego co wnioskuje masz predyspozycje by zainteresować swoim produktem innych.
    tak czy inaczej powodzenia w działalności.

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Zobacz kolejny artykuł

Filtr lub ban sklepu internetowego w Google? Jest szansa na ratunek

critical-logoBezpłatny, organiczny ruch z Google to podstawowe narzędzie marketingowe, dzięki któremu funkcjonują liczne sklepy internetowe, blogi czy serwisy firmowe. Dlatego utrata tego ruchu w wyniku kar nałożonych przez Google to zawsze bolesna niespodzianka.

Google kara serwisy z wielu powodów, ale u podstaw jest zawsze naruszenie jednego z wielu zaleceń i wytycznych jakościowych, przygotowanych przez Google. Ich celem jest zapewnienie, że wyniki wyszukiwania są wysokiej jakości, a serwisy, które idą na skróty, są stopniowo z nich eliminowane.

W jaki sposób poznać, że nasza strona wpadła w filtr lub została zbanowana?

Najprostszy i jednocześnie najbardziej bolesny przejaw problemu to nagła, gwałtowna zapaść ruchu organicznego – na wybrane frazy lub całkowicie. W skrajnych wypadkach strona przestaje się pojawiać w wynikach nawet na nazwę własną firmy (tak było np. z Bankiem Millennium).

wyszukiwarka-ruch-ban-filtr
Tak może wyglądać sytuacja, gdy Google postanowi nas ukarać za naruszenie zasad jakościowych. W przypadku tego serwisu reakcja była natychmiastowa i ruch wrócił do wyjściowego poziomu.

Problem możemy potwierdzić, korzystając z Narzędzi dla webmasterów, które są dostępne pod adresem google.com/webmasters. Jest to niezwykle przydatna usługa, dająca wgląd w to, jak Google ocenia naszą witrynę. W pierwszym kroku musimy potwierdzić, że jesteśmy właścicielem danej domeny, ale potem zyskujemy dostęp m.in. do komunikatów Google o wykryciu niedozwolonych technik, zarówno w obrębie samej domeny, jak i na poziomie linków przychodzących. Google coraz skuteczniej i precyzyjniej informuje o problemach, które dostrzega.

Konto w Narzędziach dla webmasterów będzie niezbędne także wówczas, gdy zechcemy zgłosić witrynę do ponownego rozpatrzenia.

Jak uratować sytuację?

Przede wszystkim, trzeba stwierdzić, co jest przyczyną problemów. Warto też pamiętać, że Google stosuje dwie techniki oceny, czy witryna narusza zalecenia jakościowe.

Część pracy wykonują automatyczne algorytmy, natomiast Google korzysta też z olbrzymiego zespołu ludzi, którzy ręcznie oceniają jakość wyników i nakładają kary na strony, które łamią zasady Google. Optymalny sposób działania zależy od tego, czy kara była nałożona automatycznie czy ręcznie. W przypadku kar automatycznych często wystarczy usunąć źródło problemu, natomiast w przypadku kar ręcznych konieczne może być wysłanie wniosku o ponowne rozpatrzenie witryny.

Poniżej opisujemy szereg typowych scenariuszy i podpowiedzi, jakie kroki najlepiej podjąć:

Powód 1: filtr ręczny za zbyt mocną optymalizację, czyli m.in. przesycenie słowami kluczowymi, sztuczne upychanie treści itd.
Rozwiązanie 1: zmiana szablonu strony lub struktury kodu, zmiana treści na nowe (unikalne), usunięcie przewinienia – czyli przesycenia słowami kluczowymi.

Powód 2: filtr za brak zróżnicowania anchor tekstu (klikalna część linku, tekst znajdujący się pomiędzy otwierającym i zamykającym znacznikiem linku). Sytuacja, gdy zdecydowana większość linków prowadzących do strony linkuje na jedno lub góra kilka haseł, najczęściej mocno “tematycznych”.
Rozwiązanie 2: uzupełnienie profilu linków o linkowanie na frazy naturalne (kliknij tutaj, zobacz tutaj, nazwa serwisu, adres domeny itd.), zwiększenie udziału linków prowadzących do podstron, a nie tylko strony głównej, linki z zaufanych źródeł.

Powód 3: filtr lub ban za używanie dynamicznych systemów wymiany linków i innych źródeł linków bardzo niskiej jakości, często przejawiający się stałą pozycją na 8 – 10 stronie wyników w Google lub całkowitym wykluczeniem z wyników.
Rozwiązanie 3A: stopniowe odchodzenie od linkowania z systemów wymiany linków; nie zalecamy natychmiastowego odłączenia wszystkich linków. W międzyczasie należy zbierać mocne i tematyczne linki z zaufanych źródeł.
Rozwiązanie 3B: usunięcie wszystkich podejrzanych linków, które możemy usunąć, bo mamy nad nimi kontrolę; kontakt z właścicielami innych serwisów niskiej jakości, z których nie możemy usunąć linków samodzielnie, z prośbą o ich usunięcie. Jeżeli po wykonaniu tej pracy pozostają jeszcze słabej jakości linki, wówczas należy skorzystać z oferowanego przez Google narzędzia do zrzekania się linków (disavow links), dostępnego z poziomu Narzędzi Google dla webmasterów. Potem jeszcze tylko prośba do Google o ponowne rozpatrzenie witryny (również z poziomu narzędzi Google) i… czekamy. W zależności od szczęścia, może to potrwać od kilku tygodni do nawet roku.

Powód 4: filtr za zdobywanie linków tylko z jednego źródła (np. z komentarzy na blogach) i bez zachowywania tematyczności.
Rozwiązanie 4: budowa nowego zaplecza tematycznego (uwaga – to nie jest oficjalna rekomendacja Google; jeżeli nie wiesz, jak zbudować zaplecze z wartościowych serwisów, możesz sobie dodatkowo zaszkodzić) i dywersyfikacja źródeł linków, zmierzająca do jak najbardziej naturalnego ich rozkładu.

Powód 5: ban za wykorzystywanie niedozwolonej techniki, polegającej na prezentowaniu innych treści robotom wyszukiwarki, a innych użytkownikom, w celu zmylenia wyszukiwarki co do faktycznej zawartości serwisu.
Rozwiązanie 5: należy usunąć problem (upewnić się, że Google widzi te same treści, co użytkownicy), a następnie wysłać poprzez Narzędzia Google dla webmasterów wniosek ponowne rozpatrzenie witryny.

Powód 6: ban za spamowe treści na stronie i instalację skryptów systemów wymiany linków.
Rozwiązanie 6: najlepiej odpuścić sobie domenę i zacząć budować ruch na nowej; uruchamianie systemu wymiany linków na wartościowej dla nas domenie jest skrajną nieodpowiedzialnością.

Czy ruch automatycznie wróci?

Zależy, jakiego kalibru były nasze przewinienia.

Jeżeli Google uznało, że stosowaliśmy niedozwolone techniki w obrębie samej strony (np. ukryty tekst), to często zdarza się tak, że usunięcie tych naruszeń bardzo szybko przywraca oryginalny ruch lub wręcz zapewnia lepsze wyniki niż wcześniej.

Jeżeli jednak prowadziliśmy bardzo agresywne działania, np. linkując nasz serwis z systemów wymiany linków, zwłaszcza rotacyjnych, a także z innych niskiej jakości źródeł, to usunięcie linków i wszystkie kolejne kroki co najwyżej zapewnią, że przywrócimy sobie dobrą pozycję wyjściową.

Jest jasne, że jeżeli poprzednią pozycję w wynikach wyszukiwania zbudowaliśmy linkami, które teraz zostały usunięte, to nie ma podstaw do przywrócenia poprzedniego poziomu ruchu.

Konieczne będzie rozpoczęcie pracy od nowa, w sposób bardziej rozważny i przemyślany. Najważniejsza korzyść natomiast to uratowanie samej domeny, która bardzo często jest ważnym elementem wizerunku firmy i nie może być łatwo zastąpiona inną.

Powodzenia!

Autorem powyższego tekstu jest Marcin Lejman – współwłaściciel agencji Critical. Tworzy i wdraża strategie dla serwisów internetowych, aby zwiększać ruch i sprzedaż. Wierzy, że skuteczne działanie bazuje na dobrych danych i konsekwencji w realizacji zaplanowanych działań. Autor wielu artykułów o analityce internetowej, publikowanych w popularnych serwisach branżowych.

Autor wpisu

3 komentarzy do tekstu

  1. nie wszystko jest prawda, przy korzystaniu z swl i oberwaniu filtra recznego musimy natychmiast usunac caly swl i zlozyc stosowny wniosek. DLACZEGO? dlatego ze google z dnia na dzien obniza serpy ale i indeksacje witryn malo tego z dnia na dzien zmniejsza sie liczba linkow przychodzacych do witryny. Google w ten sposob daje jasno do zrozumienia ze trzeba szybko dzialac.

    Odpowiedz ↓

  2. Bo linki to zło, pozycję trzeba zdobywać samą optymalizacją ;-)

    Odpowiedz ↓

  3. Dobrze przy analizie linków wspomóc sie odpowiednim narzędziem, np. SEO Odkurzaczem – http://blog.seo-profi.pl/seo-odkurzacz-swietne-narzedzie-do-analizy-linkow-przychodzacych/
    Oczywiście z głową :)

    Odpowiedz ↓

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Newsletter

BONUS: Jak się robi e-handel w Polsce?
72-stronicowy ebook (pdf)
- zbiór wywiadów z właścicielami sklepów

Zamknij

Najlepsze poradniki i informacje
e-commerce prosto na Twój e-mail!

Bonus dla Ciebie:
PDF, 72 strony!

Wpisz swój adres e-mail, aby rozpocząć prenumeratę newslettera od eKomercyjnie.pl.

Od razu wyślemy do Ciebie:

  • BONUS #1: Jak się robi e-handel w Polsce? Rozmowy z właścicielami sklepów internetowych (magazyn .pdf, aż 72 strony!)
     
  • BONUS #2: Piętnaście gotowych sposobów na ulepszenie sklepu internetowego!
    (poradnik .pdf)